Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Rycerze bez blach, czyli łowy na wampiry po kryjomu

<< < (2/15) > >>

Marduk Draven:
– Dobra to pora tylko dla krasnoludów i wampirów – odpowiedział Gascadenowi. Z juków swego konia wyjął jakiś czarny materiał. Podał go rycerzowi. Była to opończa z kapturem. – Obu nie znoszę – dodał jeszcze, nawiązując do tematu hemis, krasnoludów i wampirów. Nie był to jakieś bezpodstawne uprzedzenia. Ot, większość wampirów, jakie znał, było złymi, żądnymi krwi potworami. A krasnoludy? Krasnoludy to ochlejmordy bez manier.

//Przekazuję:
Nazwa odzienia: Czarna opończa z kapturem
Rodzaj: płaszcz
Wytrzymałość: 1
Typ: ubranie
Opis: Uszyty z 0,03kg bawełny. Materiał został zabarwiony w odcienie czerni i szarości skrojony w opończę czyli obszerny płaszcz bez rękawów, swoiste okrycie wierzchnie z kapturem, noszony jako strój podróżny. Obramowanie kaptura jak i spływającej po plecach sukna w formie złożonej peleryny, której zadaniem jest okrycie ciała w razie deszczu, obramowania i zwieńczenia zostały podszyte drugą warstwą a na niej wyszyte w odstępach znaki przywodzące na myśl członka rycerstwa bractwa świtu. W łączeniu opończy z peleryną jest rozcięcie, ułatwiające dostęp do elementów uzbrojenia osadzonych na plecach, te natomiast są skryte pod suknem płaszcza.

Gascaden:
- Dziękuję.
Wziął od Mardukeja opończę i zarzucił sobie szybko na plecy, a kaptur na głowę chroniąc się przed zimnem. Co do uprzedzeń Kanclerza do krasnoludów był trochę sceptyczny, nie można przecież wrzucać wszystkich do jednego wora, są i poczciwe krasnoludy. Wampiry też, jeden nawet jest królem Valfden. Mimo to wolał to przemilczeć niż narazić się Dravenowi.

Marduk Draven:
Gascaden raczej nie naraziłby się kanclerzowi. Z resztą, Marduk utrzymywał dobre stosunki z Dragosanim, który był chyba jedynym znanym paladynowi wyjątkiem od wampirzej reguły. Kanclerz ucieszył się, że jego podarunek przyjął się. Wkrótce, po paru godzinach natrafili na wyjątkowo dziwną scenę.
Był wieczór. Światło dwóch księżyców dobrze oświetlało trakt. Bez problemu dostrzegli coś na drzewie. Trup, który wisiał powieszony za.... przyrodzenie. Nie. To był sznur z hakiem wbity w pochwę. Ofiara była kobietą. W dodatku,  miała rozszarpany tors. Z połamanych żeber zwisało pogniłe jelito grube. Resztki cienkiego leżały na ziemi. Zapach był niemiłosiernie paskudny, widok z resztą nie lepszy. Wszystko pobrudzone było zaschniętą krwią. Marduk podjechał bliżej i zasłonił nos. Zarepetował na zaś kuszę. Zsiadł z konia.
– Cholera. Co to mogło być? – rzucił, dokonując oględzin.

Gascaden:
Gascaden szybko zeskoczył z konia i wyciągnął z juków srebrny młot, rozejrzał się po okolicy szukając jakiś śladów które mogłyby powiedzieć kto to był.
- Na pewno nie bezmyślne potwory... Musieliby to być ludzie, ale nie wiem czym ta biedna kobieta tak sie naraziła na ich nienawiść. Może uznali, że to wampir?

Marduk Draven:
Gascaden dojrzał po chwili na ziemi jakieś ślady butów. Tuż przed nim ślady rąk. Tak jakby jakiś człowiek, czy ktoś człowiekowi podobny chodził na czworaka...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej