Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odrodzenie

<< < (2/52) > >>

Rikka Malkain:
Rikka nie była do końca przekonana, ale nie dawała tego po sobie poznać. Pomysł opuszczenia siedziby od razu po przejęciu władzy średnio jej się podobał. W ten sposób dadzą swoim potencjalnym przeciwnikom więcej czasu na przygotowanie kontruderzenia. Z drugiej strony, wykonując zlecenie tego typu członkowie nowej rady pokażą wszystkim, że są bardziej kompetentni niż poprzedni przywódca. To by bardzo umocniło ich pozycję w gildii, o ile rzecz jasna po powrocie dalej będą tu mile widziani. Pomimo swoich mieszanych uczuć, wampirzyca postanowiła jednak ostatecznie zgodzić się z Mohamedem.
-No to do roboty. Im szybciej się z tym uporamy, tym szybciej będziemy mogli wrócić tutaj i zabrać się za porządki. Kilku bandytów nie powinno być dla nas problemem.
Powiedziała uśmiechając się mimowolnie, bo perspektywa przelewania krwi rozbójników wydała jej się wyjątkowo przyjemna. Chyba nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo brakowało jej ostatnio adrenaliny. Praca w pałacu była wymagająca i pochłaniała dużo czasu, ale nie mogła dać wampirzycy tej samej satysfakcji co działanie w terenie. Krótka przerwa od papierów dobrze jej zrobi. Teraz, po powrocie Drago, mogła sobie pozwolić na mały urlop i trochę rozrywki. Poza tym, głupio byłoby przesiedzieć całe hemis w biurze.

Mohamed Khaled:
Mohamed przyglądał się chwile wampirzycy w milczeniu jakby próbując odczytać emocje z jej twarzy. Gdy ta się odezwała, uśmiechnął się ponuro i zawołał gdzieś w przestrzeń.
- Ahmid!
- Słucham, ojcze - jeden z Kruczych Braci wyłonił się z ciemnego kąta. Był rosłym, czarnoskórym mężczyzną o niezszarganej bliznami twarzy i umięśnionej sylwetce. Ubrany był w typowy kruczy strój, zaś na twarzy nosił stalową maskę.
- Moi ludzie pod wodzą Muhmeda stoją nieopodal wjazdu do gminy, na głównym trakcie. Przekazuje ci nad nimi władzę. Wraz z pozostałymi braćmi zadbaj by potencjalni zdrajcy nie wyściubili nosa. Jeśli dojdzie do walki chce, by jak najmniej z Kruków zginęło. Postarajcie się nie robić burdy gdy nas nie będzie.
Czarnoskóry kiwnął głową i wycofał się w cień znikając wam z oczu.
Mohamed rozejrzał się po członkach Rady Wielkiej Czwórki i z niemym pytaniem skinął głową w stronę drzwi. Zostali już bowiem sami w pomieszczeniu.

Armin:
Maurenka westchnęła. Teraz nie było już odwrotu. Nawet, jeśli by się nagle rozmyśliła z jakiegoś powodu, byłoby to jej nie na rękę. Na czwórce osób spoczywał obowiązek odbudowy oraz usprawnienia własnej organizacji. Wiązało się to z odpowiedzialnością, ale to ciemnoskórej nie odstraszało w żaden sposób.
- Dobra kochani, komu w drogę temu czas. - powiedziała kierując się w stronę wyjścia. Była dziwnie podekscytowana. Może dlatego, że nie pamiętała nawet żadnego wspólnego zadania Kruków. Musiało być bardzo dawno, bądź było, ale kobieta akurat wtedy nie przebywała w siedzibie organizacji.

Rikka Malkain:
-Ojcze!?- Rikka klepnęła Mohameda w ramię tak, że aż nim zachwiało.
-Nie mówiłeś, że masz syna. I to nieźle wyrośniętego!
Starała się mówić przyciszonym głosem, ale niezbyt jej się tu udawało. No, to teraz towarzysz ją zaskoczył. Wampirzyca nie podejrzewała maurena o skłonności rodzicielskie. Tymczasem on zdążył już nawet wciągnąć swojego potomka do gildii. Wampirzyca zaczęła się zastanawiać, ile tamten chłopak mógł mieć lat.  Jak szybko ludzie dojrzewają? Ona sama nie starzała się już od jakichś dwóch dekad, co trochę utrudniało jej ocenę wieku u śmiertelnych. Dzieciak był nieźle umięśniony, ale jednocześnie posiadał wyjątkowo gładką i młodzieńczą skórę. To też rudowłosej nie pomagało. Szesnaście? Dwadzieścia? Dwadzieścia-pięć? Dała za wygraną. 

Mohamed Khaled:
- Chłopak skończył siedemnaście lat całkiem niedawno. A znam go od jakichś dziesięciu. Mały wypadek po jednym zleceniu - zaśmiał się cicho prowadząc grupę przez kręte korytarze Kruczej Twierdzy. - Jego matka była kelnerką w jednej z przydrożnych karczm. Zginęła podczas wojny. Choć nieślubny, to nadal mój. I zanosi się, że zostanie dziedzicem moich włości. Prawowitego się nie doczekałem. I chyba po tym zleceniu nadam mu swoje nazwisko i przywileje z tym związane. Niech ma nieco prościej w życiu niż ja.
Wyszliście z twierdzy i stanęliście na trakcie. W dole, nieco poniżej poziomu widzieliście Ombros, stolicę gminy.
- Droga zajmie nam trochę czasu więc mam nadzieje, że jesteście gotowi. Im szybciej wyruszymy tym lepiej

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej