Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odrodzenie

<< < (33/52) > >>

Mohamed Khaled:
- Ruszajcie - powiedział cicho odchodząc w swoją stronę. Zostawił trójkę Kruków za sobą, zaś sam wszedł pomiędzy domy i zniknął. Szedł powoli pomiędzy uliczkami i stopniowo opanowywał wzburzenie we krwi. A'abiel z nieznanych mu powodów zaczął wręcz szaleć i wierzgać przez co trudniej mu było utrzymać kontrolę. Jego oczy co rusz zmieniały kolor na czarne, a potem z powrotem na brązowe. Czuł niepowtarzalny mętlik w głowie i cieszył się z tego, że jest już z dala od reszty.
Gdy szał demona się skończył, Mohamed wziął kilka głębszych oddechów i rozejrzał się dyskretnie po okolicy. Czuł na sobie wzrok mieszczan, ale tylko na jedną osobe zwrócił uwagę. Biała kobieta, na około dwadzieścia pięć lat konspiracyjnie na niego machała. Ruszył w jej stronę.

Rikka:
Twój lot odbył się bardzo spokojnie. Pomijając oczywiście jeden samotny bełt. Gdy skierowałaś wzrok w miejsce z którego nadleciał dojrzałaś dwójkę strażników, z czego jeden był ubrany jak na kapitana przystało. To właśnie on opierniczał swojego podkomendnego, który, jak dosłyszałaś swoim wampirczym słuchem, przysypiał na warcie. Najwidoczniej biedak tak się zdrzemnął, że palec ze spustu troszkę mu się omsknął i kusza wypuściła śmiercionośny pocisk w powietrze. Całe szczęście ominęło cię dobre kilkanaście centymetrów.
Gdy dotarłaś pod okno, twoim oczom ukazała się postać szczerząca zęby. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby ta postać nie miała wampirczych kłów, a swój wzrok nie kierowała wprost na ciebie.


Samir i Armin:
Zostaliście w trojkę z Silionem. Karczma była od was jakieś dwie minuty drogi z buta. Przed karczmą pałętało się kilku pijaczków i dwóch strażników. Omiotali okolice znużonym wzrokiem. Chyba...

Rikka Malkain:
Swój rozpozna swego. Oczywistym było, że ten wampir przejrzał ją. Musiał stać na straży najwyższego piętra właśnie celem uniemożliwienia innym dzieciom nocy dostanie się do wieży na nietoperzowych skrzydłach. Rikka zaklęła w myślach. Ani myślała wpadać w ręce w tego krwiopijcy. Z tym uśmiechem wyglądał na niezłego pojeba. Zabójczyni uderzyła skrzydłami jeszcze kilka razy wzbijając się ponad okno, po czym wylądowała na stromym dachu wieży. Uchwyciła się pazurkami krawędzi dachówek i zaczęła zastanawiać co dalej. Najprostszym rozwiązaniem byłoby znalezienie sobie innego okna. Tych było na tej budowli od groma. Tamten wampir mógł jednak pobiec teraz zaalarmować całą załogę zamku. Wtedy musiałaby się wycofać i poszukać zupełnie innej drogi. Rikka postanowiła zatem zostać jeszcze chwilę na dachu i trochę po nasłuchiwać. Może wpadnie jej w ucho coś, co pomoże podjąć ostateczną decyzję.

Armin:
- Możliwe, że strażników nie trzeba będzie usuwać. Bo jeśli tak, to zwrócimy na siebie uwagę, a tego byśmy raczej nie chcieli. - stwierdziła stojąc obok Samira. - Wejdźmy do środka i zobaczmy, jak tam kształtuje się sytuacja. Co Ty na to?

Silion aep Mor:
Postanowił odłączyć się od swoich towarzyszy aby ruszyć w głąb ulic. Spacerując bez celu, szukał czegoś, jakiejś wskazówki która mogłaby pomóc mu w odnalezieniu składu broni.

Mohamed Khaled:
Rikka:
Do twoich uszu doleciał dźwięk tłuczonego szkła, zaś chwilę później koło ciebie wylądował drugi nietoperz. Patrzył się na ciebie nieufnym wzrokiem, ale coś podpowiadało ci, że nie masz się czego bać. Przynajmniej na tą chwilę.

Silion:
Maszerując przez ulicę dojrzałeś kątem oka, jak pięciu zbrojnych kieruje się w stronę murów ciągnąc za sobą wóz pełen broni. Któryś z nich mówił coś o rozbitej szajce i skonfiskowanym sprzęcie.

Armin i Samir:
Wasza obecność na placu zaczęła wzbudzać małe podejrzenia. Strażnicy coraz częściej na was zerkali, szeptali po sobie i sprawdzali kusze. Szykowała się burda.

Mohamed:
Szedł przed siebie, kierując się znikającą postacią kobiety. Nie wiedział czemu, ale czuł, że nie doprowadzi go to do niczego dobrego. Czuł na sobie wzrok mieszkańców, biedaków, którzy w czasie Hemis nie mogli znaleźć ciepłego schronienia i ukrywali się w zaułkach z nadzieją na jakikolwiek bodziec. Albo okazję do zarobienia.
Pozwolił A'abielowi przejąć nad sobą kontrolę. Oczy zalśniły czernią a czarnoskóry stracił kontrolę nad ciałem.
- Proszę, proszę. Kogo my tu mamy? - czyjś głos wyrwał go z zamyślenia.
Obróciwszy głowę dojrzał trzech mężczyzn uzbrojonych w noże. Czekała go niełatwa walka.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej