Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odrodzenie

<< < (34/52) > >>

Armin:
Ciemnoskóra czuła na sobie wzrok strażników, lecz nie pokazywała tego. Ona również mierzyła ich wzrokiem po to, aby rozeznać się w sytuacji. Przypuszczała, że pokojowym sposobem nie wykona swojej misji. Nie była jednak tym faktem zawiedziona. Zerknęła też w stronę Samira, chciała mieć pewność, że mężczyzna był gotowy na ewentualną walkę.
- Czas na konfrontację. - szepnęła i jak gdyby nigdy nic skierowała się prosto na karczmę.

Rikka Malkain:
No proszę. Zamiast kogoś powiadomić o próbie włamania, wampir pofatygował się do niej osobiście. Nie odmienił się jednak i nie rzucił na nią z mieczem, ani nie próbował jej zaatakować w żaden innym sposób. To oznaczało, że mógł być otwarty na rozmowę. Rikka użyła zatem swojej mocy by powrócić do humanoidalnej postaci. Wieża była wysoka, a jej szczyt nieoświetlony, więc nie było ryzyka że ktoś wypatrzy jej postać na dachu. Rudowłosa leżała teraz na plecach na skośnym dachu. Nogi miała lekko podkulone, co miało zapobiec jej zsunięciu się na dół. Nie chciała przecież zjechać stąd jak ze zjeżdżali! Twarz obróciła w stronę krwiopijcy ciągle będącego w zwierzęcej formie, uśmiechnęła się i skinęła zachęcająco głową. Teraz jego kolej.

Silion aep Mor:
Maszerując spokojnie przed siebie dojrzał kątem oka zbrojnych ciągnących wóz z bronią. Do jego uszu doszły jakieś strzępki rozmowy o rozbitej szajce czy innym ugrupowaniu o którym nie miał zielonego pojęcia. Ot, coś tam gadali.
Gdy odeszli trochę, powolutku skierował się w ich stronę, starając się zachowywać należyty dystans, tak by nie wzbudzać zbytnich podejrzeń. Chciał w ten sposób wybadać którędy do jego celu.

Mohamed Khaled:
Rikka:
Wampir odmienił się. Leżał w podobnej pozycji i spoglądał na ciebie z mieszanką zaciekawienia i innej, nieznanej emocji. Z tak bliska wydawał się dosyć przystojnym, młodym mężczyzną. Przed przemianą musiał mieć "branie".

Silion:
Mężczyźni w dalszym ciągu szli przed siebie, aż w końcu dotarli pod wielki budynek przy murze. Otoczony był niewielkim murem, a strzeżony przez co najmniej siedmiu ludzi - nie licząc tych w środku rzecz jasna.

Armin i Samir:
Coś się chyba stało. Nim zdołaliście dotrzeć do karczmy waszym oczom ukazał się burdel. I to nie taki z dziwkami i bogatymi facetami, a burdel karczemny. Dwóch żołdaków wyleciało ze środka na zbity pysk, dwóch kolejnych którzy patrolowali okolice zostało otoczonych przez biedaków. W środku rozbrzmiewały dźwięki tłuczonego szkła, krzyków i zgrzytów stali.

Mohamed:
Stal wysunęła się z cichym sykiem z pochwy, zaś Mohamed wystawił rękę przed siebie. Jeden z atakujących podleciał w górę i złapał się łapczywie za gardło. Czuł jak z każdą sekundą mortokinetycznego uścisku brakuje mu tchu, jak cenna esencja życia ucieka z jego ciała. Wiedział już, że porwał się na złego człowieka, ale było zdecydowanie za późno by coś na to poradzić. Gdy chrupnęły kości, nie zdążył już w żaden sposób zareagować. Padł martwy na ziemię ze skręconym karkiem.
- To co, zabawimy się, panowie? - zapytał Mohamed uśmiechając się pod chustą.
Zakręcił kilkukrotnie ostrzem w powietrzu i ruszył do ataku. Zostało dwóch napastników, z czego jeden z nich - ten, który padł teraz pod ostrzałem ciosów Mohameda - wydawał się wystraszony. Może to właśnie przez to, że ich przyjaciel zginął w magicznym uścisku? Albo po prostu przeraził się czarnoskórego. Sam prowadzący tego nie wiedział. W każdym bądź razie nie starał się jakoś bardzo blokować cięć, które Mohamed wyprowadzał, co skończyło się dekapitacją głowy.
Ostatni, który pozostał przy życiu dostał szału i zaczął go atakować szybkimi cięciami. Jednym z noży udało mu się nawet zranić go w rękę, ale była to płytka rana i nie martwił się nią aż tak jak może powinien. Mohamed był już całą walką znudzony, więć po kolejnym uniku po prostu zdzielił delikwenta w twarz i przebił ostrzem na wylot.
Odzyskał kontrolę nad ciałem i, uprzednio przeszukując trupy i znajdując aż całe 15 grzywien, odszedł, zostawiając trzy ciepłe trupy na placu.

Samir:
Na dźwięk burdy Samir odruchowo sprawdził położenie noży. Nabrał takiego odruchu już dawno temu i wyglądało na to że już się nie oduczy. Zresztą był to delikatny, skryty ruch, nie przywodzący na myśl uzbrojonego mężczyzny sięgającego po broń. Zerknął na Armin.
- Wygląda na to że i bez nas bawią się wyśmienicie. Wchodzimy?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej