Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pierwsze kroki skazańca
Dragosani:
Kamyk jak to kamyk. Mały i nieforemny. Nie był kanciasty, jego brzegi były raczej owalne. Jakby leżał w rzece i siła wody wygładziła go przez lata. Był koloru szarego w niewyraźne jaśniejsze plamki. Nadałby się może jako pocisk do procy albo aby zrobić z niego jakiś prymitywny wisiorek, jeśli ktoś lubił takie rzeczy.
Kamyk musiał nadlecieć z konkretnego miejsca, które Gedran mógł zidentyfikować gdzie poczuł uderzenie. Wystarczyło się odwrócić. Skazaniec zidentyfikował to miejsce. Była to ledwie widoczna ścieżka pomiędzy zaroślami i drzewami, prowadząca głębiej w gęstwinę.
Gedran:
Wygląda na to, ze osoba która mnie zaatakowała kamieniem, uciekła tędy. - uświadomił sobie.
Niezbyt szybkim ruchem wstał, zerknął jeszcze raz na kamień i wrzucił go do kieszeni w spodniach.
Może się jeszcze przyda. - pomyślał. Zboczył z głównej drogi i ruszył dalej ścieżką pomiędzy zaroślami i drzewami, prowadzącą głębiej w gęstwinę.
Dragosani:
Głębiej w gęstwinie, w którą prowadziła ścieżka, coś się poruszyło. Krzaki zaszeleściły, jakby ktoś lub coś zerwało się nagle i pobiegło głębiej, uciekając od Gedrana.
Gedran:
Gdy mężczyzna usłyszał szelest krzaków, sięgnął prawą dłonią na rękojeść broni. Ostrożnie i zręcznie nie robiąc większego hałasu, udał się półbiegiem w stronę uciekającego napastnika.
Dragosani:
Gedran przebiegł kilka metrów ścieżką, goniąc tajemniczego napastnika. Nagle coś zahaczyło o jego stopy. Przewrócił się jak długi, prosto na twarz, ciesząc się iż nie ma błota. Wokół jego stóp owinięta była cienka linka. Ściskała jego nogi, utrudniając poruszanie nimi. Z krzaków dobiegł złośliwy chichot.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej