Gdy już powiedział to co wiedział, wrócił do zajadania się podanymi daniami, bo co ma się zmarnować? Myślał też nad podjebaniem srebrnych sztućcy, ale nie jest to najlepszy moment, bo jeszcze mają sporo roboty do wykonania, a nigdzie tego nie ukryje. Najbardziej go zgorszyło zachowanie tego maurena, co wyciągnął urąbany łeb wąpierza. Bękart właściwie sam nie wiedział co o nim sądzić. Z jednej strony zabił jedną z tych chędożonych kreatur, a z drugiej - wyciągnął ten łeb w najmniej odpowiednim momencie. Już miał zacząć rzucać bluzgami, ale już wystarczająco kłótni przy tym stole było, że kolejnej robić nie trzeba. Przez resztę obrad właściwie siedział cicho i odleżywał zjedzony pokarm. Wreszcie oddelegowano ich do gospody, by wypocząć przed jutrzejszą akcją. Emerick wstał powoli i podpierając trochę alkoholu, ruszył do gospody gdzie wziął na koszt Marduka jeden z droższych pokoi, no przecież musiał jakoś wypocząć, by jutro działać trzeźwo i szybko, gdy będzie tego wymagała sytuacja, prawda?