I tak bękart znalazły się w burdelach. "W dziupli" nie robiło dobrego wrażenia. Wystrój był raczej ubogi. Za szynkwasem stał najpewniej alfons. Facet był otyły i łysy. Miał wąs jak rasowy valfdeńczyk po czterdziestce.
– A witam, witam klientów! Jestem Janusz, właściciel tego przybytku! Proszę, wybierzcie pannę, każda jest w stanie użytkowym! – rzucił, wskazując dłonią na dziwki. Tutaj już w "W dziupli" robiło większe wrażenie, niż wystrojem. Kazmir oraz Egbert widzieli trzy panny.
Od lewej były to: siedząca na kanapie blond włosa młódka, nie starsza niż dwadzieścia lat, z delikatnym makijażem i delikatną urodą, ubrana w amarantową suknię, umiejscowiona przy ścianie szatynka o długich nogach w sukni koloru trawiastej zieleni z wcięciem przy lewym udzie i czarnowłosa, ubrana w coś bardziej żółtawego, odznaczającą się troszkę mocniejszym makijażem, małym noskiem i wielkimi, brązowymi oczami. Dziewczyny pomachały bękartom.
"Krągłe Niebo" było z kolei urządzone znacznie bardziej bogato i przyjaźnie oku. Na ścianach wisiały całkiem ładne pejzaże. Samym przybytkiem zarządzała kobieta dojrzała, lecz to właśnie w tej dojrzałości tkwiła jej uroda.
– Ależ witamy! Dziewczęta, mamy gości! – zawołała.
Oczom Torsteina i Egberta ukazały się cztery piękności. Trudno było uwierzyć, że nie są to jakieś baronówny, czy hrabiny, a kurtyzany.
Pierwsza miała kasztanowe włosy, pokryte delikatną warstwą różu policzki, oraz duże usta. Miała mały biust i duże wcięcie w talii, odziana była w zielonkawą, lekką suknię. Druga z kolei była rudowłosą pięknością o delikatnych rysach twarzy, szczupłej budowie ciała i dość sporych jak na proporcje ciała kształtach. Ubrana była w czerwono-zielonkawą suknię z gorsetem. Trzecia panna miała czarne jak smoła włosy, obdarzona była , dużym tyłkiem oraz biustem i niskim wzrostem. Czwarta zaś była blondynką o ostrym makijażu, wyraźnie mającą więcej ciała niż koleżanki, ale też z większymi "atutami".
– Płatne po wykonaniu usługi – rzuciła właścicielka, z małym uśmiechem.
A Melkior i Ashog znaleźli zaś ten sam burdel, co Torstein i Egbert.
W ratuszu trwała dalej rozmowa.
– Mogę zrobić ten jeden wyjątek – rzucił Marduk. – Moc Meritha może być silny atutem, patrząc co zrobił z tamtym magiem. Jest tylko jeden warunek. Przyrzekniesz, że nie wyciągniesz choćby litery z którejkolwiek z książek poza bibliotekę, nikt niepowołany nie dowie się choćby o jej istnieniu. Rozumiesz?