Kobieta błąkała po ulicach miasta, bez większego celu. Twarz zakrywała czarno-biała arafatka, a jej kruczoczarne włosy falowały pod wpływem podmuchu powietrza. Od ostatniego zlecenia minął dłuższy czas, chociaż nie wiedziała dokładnie ile, nie liczyła go, bowiem nie miał dla niej większej wartości.
Zapięła guzik w płaszczu, który okrywał blizny na jej plecach - pamiątkach po spotkaniu najwidoczniej znanego jej krasnoluda. Wiedziała, że był jej bliski, lecz nie chciała tego przyjąć do swojej świadomości.
W jej umyśle ciągle wirowało jedno słowo, a raczej imię - Evening. Ciemnoskóra czuła, że to imię nie jest jej obce, wręcz przeciwnie. Podświadomie myślała, że łączyła ją z nią więź na kształt przyjacielskiej. Nie dawało jej to spokoju, musiała się przekonać, czy tak właśnie było.
Przechodząc koło jednego z domów zatrzymała się. Po chwili przypomniało jej się obwieszczenie, że marszałek koronny poszukuje grupy śmiałków do niebezpiecznej misji. Maurenka westchnęła i skierowała się w stronę drzwi. Nie miała nic do stracenia, więc weszła do środka.
Kierowała się w stronę, z której dochodziły odgłosy rozmowy, jak prosto było wywnioskować - w pomieszczeniu znajdowało się dosyć sporo osób. Kobieta dawno nie miała styczności z takim tłumem ludzi.
Rozejrzała się i stanęła z boku, czekając na rozwinięcie wypowiedzi o szczegółach misji.