Wkrótce, w atmosferze rozmów, drużyna zajechała do bramy miejskiej. Przy niej zaś, swój mały obóz miał oddział straży. Obok drogi rozstawionych było kilka namiotów, pomiędzy nimi krążyli wojacy. Dwóch stało przy samej bramie. Na murach zaś widać było kuszników z gotową do wystrzału bronią.
Z pomiędzy namiotów wyszedł jeden z wojaków. Za nim poszło kilku kolejnych.
- Kto jedzie? W jakiej sprawie?
– Marszałek koronny. Sprawy prywatne. Potrzebuję kilku żołnierzy do zrobienia miejsca. W mieście pewnie tłok.
Strażnik, jakiś oficer, przez chwilę wydawał się otępiały. Po chwili jednak wydał kilka rozkazów, a w towarzystwie kilku strażników, drużyna ruszyła przez bramę i dalej.
Pośród tłumu, Marduk zauważył znajomą postać i podjechał do niej. Postać miała skrzydła, jak Evening, z tym, że nie była to panna Antarii.
– Witaj Patty. Widzę, że również postanowiłaś przywitać mnie w skromnych progach – przemówił do anielicy. Zsiadł z konia. – Co Cię tu sprowadza?
[member=9411]Patty[/member]