Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Zaidaan:
Emerick szybko zabrał blondyneczkę do najbliższego wolnego pokoju. Spędził tam z nią błogi czas, aż prawie zapomniał, że poszedł do burdelu z jakąś misją. Gdy dziewczyna już zbierała się do wyjścia, Bękart złapał ją za talię i przyciągnął do siebie by usiadła na jego kolanach.
- Słuchaj panienko.. - szepnął jej do ucha jednocześnie wyciągając z sakiewki podarowanego od króla denara, zacisnął dłoń z monetą w pięść i położył na dłoni kurtyzany. - Dam ci tę monetę, za drobną przysługę. Powiedz mi.. Ktoś niedawno zbierał ludzi do pracy, z której niekoniecznie wracali. Powiesz mi gdzie tego kogoś znaleźć?
Dragosani:
- To ma sens - odparł wampir. - Skoro jest to uważane za patrona rewolucji, pasuje do naszego nieumarłego przyjaciela. On również pragnie wywołać rewolucję. Co prawda jego ostateczny cel jest w związku z tym ironiczny, no ale to juz kwestia osobistej interpretacji. Patrz tutaj. - Wskazał na znaleziony akapit. - "Grobowiec dla serca strawionego żalem, rozpaczą i zawodem". Czyżby trawiła go tragiczna przeszłość? Ale co ciekawsze leży on "pośród fal słodkich, tam gdzie zagłada z nieba nie dotarła, w jeziorze czerwonym od minerału, co dla magii jest zabójczy". Ewidentne odniesienie do czerwonej rudy. I terenów nie dotkniętych zniszczeniami po upadku asteroidy. Może nawet można to rozumieć jako obszar, który oparł się konsekwencji tego, inwazji demonów? I "pośród fal słodkich". Interpretacja dosłowna wskazuje na jezioro albo rzekę.
Merith:
- Hmmm. Tylko Valfden i Torgon oparły się demonom. No i Doral. Czemu wszyscy autorzy tego typu tekstów piszą zagadkami? "jeziorze czerwonym od minerału, co dla magii jest zabójczy", interpretując to dosłownie to nie ma sensu. Bo wtedy grobowiec działałby źle, chyba. Może... to po prostu czerwone jezioro?
Marduk Draven:
– Detektywem? Oooo – odparła Kazmirowi.– Obsługiwałam kiedyś takiego chyba murarza, co mówił, że ktoś mu oferował jakąś robotę, gdzieś na północy no i... zniknął. – dodała i wyciągnęła rączki po denara.
Tymczasowa dziewczyma Emericka złapała denara i oparła głowę o ramię byłego hetmana. Jej twarz wyrażała zamyślenie.
– Jakiś kapitan straży mi się skarżył, że mu połowa oddziału zginęła gdzieś na północy od miasta... – mruknęła.
Egbert:
Przed opuszczeniem zamtuza Egbert zapłacił za niedawne przyjemności 50 grzywien, co według niego było uczciwą ceną, po czym razem z innymi skierował się do drzwi. Krótki spacer miastem i już po chwili najemnicy znaleźli się na powrót w ratuszu. Tam zaś już czekał na nich ten mauren, Nawaar. Egbert dosiadł się do stołu. Wyglądało na to, że prócz nich nikt jeszcze nie wrócił ze swoich poszukiwań. Można się tego było spodziewać. Mało było kompani potrafiących działać równie sprawnie jak Bękarty Rashera. Z początku rudobrody chciał zapytać afrovalfdeńczyka o efekty jego starań, ale ostatecznie uznał że lepiej poczekać aż wróci reszta. Wtedy będą mogli wymienić się opowieściami.
320g-50g=270g
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej