Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Samir:
Nie tracąc nie tak zbędnego mu przecież czasu mauren poprawił pas z nożami i wszedł w zaułek za kobietą, pilnując przy tym by zachować ciszę i co jakiś czas sprawdzając czy nikt go nie obserwuje. Ostatnie czego teraz potrzebował to rozgłos.
Marduk Draven:
Nawaara nikogo nie śledził. Już był niewidzialny nocą. Dotarł bezpiecznie do ratusza, w którym też na razie nikogo nie było. Jadło i wino jednak zostało.
Samir spostrzegł, że o dziwo kobiety w zaułku nie było, nie było najmniejszego śladu. Jak się okazało, był on ślepym zaułkiem.
Nawaar:
Mauren zastał pustą salę. Przyjemna cisza rozprzestrzeniała się po tym miejscu tak jak lubił! Teraz mógł na spokojnie zjeść, poczekać na innych, o ile wrócą cało i zdrowo. Informacje jakie posiadał powinny zaspokoić króla, także spisał się na medal, więc mógł rozgościć się jak w swoich pałacach za dawnych dobrych lat. Jadł, pił i spoglądał co jakiś czas na drzwi, oczekując reszty kompani w końcu życie go doceniło i oby inni również to zrobili.
Merith:
- Ja znalazłem tylko to: "Bartzabel – demon, pan burz, patron rewolucji według wyznawców. Demon opatrzony czarnymi skrzydłami z piór. Do jego przyzwania potrzeba mocy pięciu nekromantów". Zacytował. Oddałby nerkę za archiwa rodowe Aragorna pod Crack de Tacticu. Oczywiście, pewnie nic o nekromancie by nie znalazł, ale miał pomysł co do spętania go do czasu gdy będą szukać serca. Tak w razie czego. No i był tam "Przewodnik po legendarnych i nieistniejących grobowcach Wielkiej Pustyni". Wyjątkowo głupia pozycja, pełna bajek.
Kazmir MacBrewmann:
Popił, poruchał a smutny. Fakt, nie miał nastroju, Kaziowa armatka nie bardzo chciała wypalić, krasnolud nie mógł się skupić na "misji wagi państwojej". Gdy skończył a dziwka miała już wolne usta pochwycił mieszek z pieniędzmi, wydobył denara.
- Będzie twój jak mi powiesz czy ostatnio nikt nie werbuje ludzi do pracy, a ci nie wracają. Jestem... prywatnym detektywem, zaginął mąż mojego klienta.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej