Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na rozprostowanie kości
Kazmir MacBrewmann:
Krasnolud bez słowa ruszył do wioski. Drugim wozem powoził ork. - Co tam się Odzartatowiło?
Nawaar:
Mauren nie miał zbyt wiele do opowiedzenia, ale powiedział co wiedział. - Ja byłem oddelegowany do pilnowania drzwi wejściowych do ratusza razem z waszym szefem. Reszta wparowała do środka i rozpoczęli odbijanie zakładników. W tym czasie dołączył do nas mag, który był elfem znajomy waszego dowódcy. Wkrótce po tym teleportował się czarny mag, pozostał po nim popiół i smród. Do samego budynku nie wszedłem, bo kazano mi przyjechać po was. Wszystko opowiedział, co było do opowiedzenia.
Kazmir MacBrewmann:
- Aha. Merith... gadał coś o Torreno? To że gadał było pewne jak dziwka w burdelu, pytanie CO gadał. Kazmir już słyszał jak mag truje mu dupe.
Nawaar:
- O pewnych sprawach lepiej nie wiedzieć a tym bardziej pytać krasnoludzie. Sam go zapytaj. Odpowiedział, delikatnie poganiając konia, żeby móc wreszcie dojechać na miejsce, a z wozem pełnego złomu może to zająć jeszcze parę ładnych minut. Jednak jakieś zabezpieczenie dla nich i kobiety będzie przydatne, bo może jakieś szkaradziejstwo się czaić na trakcie albo w zaroślach.
Marduk Draven:
– Ale skądś musieli przyjść. Te tłuki raczej pamiętały skąd przyszły. Chyba – wojownik Zartata odrzekł Dragosaniemu. – Ale z tym ścierwem nigdy nie wiadomo. Walczyliśmy z podobnymi na Zuesh, pamiętasz?
- No... mamy tu w kaplicy relikwię. Miecz pewnego paladyna, błogosławiony miecz. Mogło o to im chodzić, choć plotki mogły to zniekształcić. Wiecie, jak to ludzie na wsi gadają – odpowiedział sołtys.
– Normalna kaplica, Melkior. Taka, w której wierni się modlą, z tym, że rozkazałem trochę ją... rozbudować. Z resztą pokażę wam. Ale nie teraz. Przyjedzie reszta z Jagienką i odpoczniemy. Wieczorem wam pokażę kaplicę.
Reszta drużyny dojechała. Nagłe zatrzymanie wozu zbudziło córkę sołtysa, która po chwili ruszyła do ratusza i wyściskała ojca.
Jeśli chciałyś pomocy z odbudową biura, to pomożemy, Maćko – powiedział Marduk.
- Nie trzeba, sami się tym zajmiemy jak już wyjedziecie.
Marduk skinął głową. Skierował się do reszty drużyny.
– Udamy się do tawerny. Tam wszystko omówimy. Wymarsz. – opuścił budynek i skierował się do karczmy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej