Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na rozprostowanie kości

<< < (60/233) > >>

Nawaar:
Mauren nie zamierzał iść na piechotę, bo kto się jego koniem zajmie? Dlatego podjechał konno do tawerny, bo to był drugi najbardziej okazały budynek w tej wsi. Zatem nie miał problemem z trafieniem tak, po tym zszedł z konia i przywiązał go do jednych z poręczy, gdzie był owies oraz woda, by koń też mógł sobie odpocząć należycie. Nawaar po tych czynnościach, pogładził "zaganiacza" po pysku, po czym wszedł do karczmy pewnie już, gdy wszyscy weszli do środka i zasiadł pośród nich, ówcześnie ściągając swoją włócznię i opierając ją o ścianę.

Melkior Tacticus:
Melkior i jego wesoła kompania udali się do karczmy.

Egbert:
Egbert również ruszył za resztą zostawiając za sobą cały ten bajzel w ratuszu. Był jakby trochę nieobecny, bo w myślach układał już sobie plan treningu, który zacznie realizować od razu po powrocie do Bastardo. W pierwszej kolejności musi poćwiczyć trochę z tarczą. W starciach z takimi przeciwnikami, jak ci których przed chwilą spotkał, nie może polegać tylko na swoim mieczu i sile fizycznej. Tu trzeba było skupić się na defensywie. Z tego samego powodu, jakiś pancerz również by Bękartowi nie zaszkodził. Na początek pewnie weźmie się jednak za noszenie czegoś lekkiego. Sam w sobie wielki brodacz poruszał się często zbyt topornie, więc póki co nie chciał spowalniać się dodatkowo ciężkimi zbrojami. Poza tym, takie rzeczy nie są tanie. Dobra zbroja płytowa kosztowała więcej niż cały dom Egberta, więc na razie mógł sobie o takiej najwyżej pomarzyć. Po poukładaniu sobie tego w głowie, najemnik zaczął badać wzrokiem okolicę. Zdziwiło go trochę, że wieś nie ma nawet najskromniejszej palisady. W zasadzie, wydawało się że tutejsi nie mają żadnej ochrony. Fakt, wiele osad wyglądało podobnie. Tyle że ta należała do paladyna. Do tej pory marszałek wydawał się rudobrodemu dosyć wojowniczą postacią. No, chyba że za całą obronę robił tutaj wspomniany wcześniej rycerz. Ten od kaplicy. Jeśli tak, to Egbert mu nie zazdrości. Musiał mieć masę roboty na głowie i bez bandy mutantów atakujących z zaskoczenia jego ludzi.

Marduk Draven:
Wkrótce też cała drużyna znalazła się w karczmie. Złączono kilka stołów, aby każdy się zmieścił. Na szczęście nikogo nie trzeba było wyrzucać, na co karczmarz był gotowy, widząc zbroje, herby Bractwa i mnogość różnorakiej broni. Po krótkich namowach gospdodarza, urodziwe kelnerki podały świeże mięsiwa, piwo i wino. W dodatku, na stołach znalazło się danie dnia - słodkie wypieki pokryte lukrem i wypełnione powidłami. Nazywał je pączkami. Do tego podano również słodki miód pitny – półtorak. Karczmarz nie oszczędzał dla tak wystawnych gości. Kelnerki ciągle kursowały.
Marduk odłożył miecz, choć w zbroi i tak kiepsko się siedziało. Po krótkiej modlitwie zaczął jeść. Kulturalnie, oszczędnie.
– Widocznie Quorthon i jego słudzy uznali, że owa relikwia może mu zagrażać. Wątpię, aby tak było. Mam jednak inny, znacznie pewniejszy pomysł – zaczął mówić. Popił miodu. – Możliwe jest wzmocnienie broni poprzez błogosławieństwo Zartata. Tak pobłogosławiony oręż jest skuteczny przeciwko wrogom Zartata. Mój plan jest taki, aby dokonać konsekracji naszej broni, tak, aby rany zadawane plugastwom takim, jak nieumarłe hybrydy Quorthona był dotkliwsze. Możliwe nawet, że nie trzeba będzie niszczyć mózgów, a zadać rany zwyczajne. Macie jakieś pytania?

Dragosani:
- Nie jestem pewien, aby to był "pewniejszy" sposób - odparł wampir, siedząc już przy stole z kuflem miodu. Darował sobie jedzenia pączków. Musiał wszak dbać o linię. - Jednak nie zaszkodzi spróbować. Musimy jednak przedyskutować twój plan. - Przerwał, aby napić się miodu. - Opowiedz mi... - Spojrzał wokół. - Nam najpierw, co wiemy o naszym przeciwniku. Quorthon, tak? Co o nim wiesz? Masz jakieś pewne informacje?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej