Wiking ruszył zaraz za Egbertem i gdy ten cisnął jakimś wiadrem w okno, to Torstein zrobił to puklerzem, w sąsiednie, rozbijając je w drobny mak. Wskoczył przez pozostawioną przez siebie dziurę z mieczem w ręku. Ujrzał, że chłopcy(i dziewczyna) sobie poradzili ze zbirami. Wiking byłby wewnątrz szybciej, ale obserwował starcie dwóch magów. Z kolei, już w środku, widząc, że na Evening zamierza się jeden z dwóch ostatnich zbirów, stanął między nimi.
– Panienka pozwoli, ja się tym skurwysynem z łaski swojej i Rashera zajmę – przemówił.
Siepacz ruszył na niego, markując cięcie znad głowy, a w rzeczywisości uderzając od prawego boku. Wiking prawie by się nabrał, lecz nie z nim takie numery. Bez puklerza było jednak trudniej mu zablokować, lecz nie było to niemożliwe. Torstein zablokował i pchnął barkiem przeciwnika, pozbawiając go na krótką chwilę równowagi. Zalał go następnie serią agresywnych ciosów, lecz nie zdołał przełamać jego bloku.
Kurwa, przydałby się topór, albo chociaż większy miecz...
Torstein nie był rycerzem, nie grał czysto w walce jeśli nie musiał. Dlatego też zdzielił przeciwnika "z dyńki". Głowa trochę go zabolała, ale raczej niezbyt go to obchodziło. Zamroczonego przeciwnika chlasnął raz, a potem drugi. Na Na ziemię spadły dwa ramiona siepacza. Następnie zaś wiking werżnął się mieczem w jego głowę, jakby rżnął tasakiem mięso. Kopnął truchło, aby wydobyć miecz. Twarz wikinga znów skąpała krew
– No. Załatwiony tak jak pan Tyr powiedział. A panienka... eee... ma krew we włosach – rzucił do anielicy, sam mając hełm i brodatą twarz w posoce.
1x tajemniczy zbir