Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na zachodzie bez zmian IV - Grobowiec Sterlinga von Hohensteina

<< < (20/28) > >>

Melkior Tacticus:
- Szkoda mi dobrej stali na nie, pobaw się z nimi sam.

Marduk Draven:
- No to zrobimy to szybko, aby nie kazać wampirkom czekać - odrzekł elfowi. Zaczął spokojnie i powoli iść w stronę nieumarłych, przy czym dobył miecza z pleców. Zawinął nim młyńca. Czarna ruda syknęła gniewnie w powietrzu. ÂŚwięty mściciel przeszedł tak dziesięć metrów w linii prostej, po czym zatrzymał się. Ujął miecz oburącz, po czym przywołał łaskę Zartata, jaką dane mu był otrzymać. Energia boga światła opływała, oblewała go niczym wodospad. Wlewała się do jego żył i zastępowała krew. Pobudzała mięśnie. Zaczął kręcić się wokół własnej osi, niczym bączek z mieczem. Dla bękartów mogło się to wydawać dziwne i co ważniejsze głupie, dla Marduka to nie obchodziło. Nic go teraz nie obchodziło, gdyż on i Zartat byli teraz jednością. Moc tego drugiego rozpędzała mściciela coraz bardziej, czyniąc z niego wir śmierci. Huragan, który popędził kolejne dziesięć metrów przed siebie, w kierunku zombie. Ręce, głowy, żebra, jelita, wątroby, śledzony, kręgosłupy i wszelkie inne trzewia oraz kosteczki latały wokoło, siekane jak w mikserze.
Po paru chwilach sieczki tornado zaczęło zwalniać, aby po chwili zatrzymać się. Marduk otarł miecz i schował go. Stał tak pośród tego, co zostało z resztek zombie. Następnie gestem dłoni nakazał reszcie, aby ruszyli za nim.

0x zombie

Melkior Tacticus:
Przed drużyną jakieś 4m pojawiła się zjawa, zjawa pirata, kapitana konkretnie. Wyglądał na miłego gościa za życia.
- Co tak długo kurwa!? Domenik jest z wami?

Zaidaan:
Kiedy Melkior zbierał drużynę po rum, Emerick smacznie sobie spał w swoim hamaku. Miał wrażenie, że podróż trwa kilka tygodni, strasznie się ona ciągnęła, kiedy dopadła go nuda i lenistwo. Powoli zaczął się zastanawiać czy pisanie się na tę wyprawę, ma jakikolwiek sens. Zamiast tego mógłby powalczyć jeszcze trochę na arenie i nabrać potrzebnego doświadczenia, by wreszcie nauczyć się mistrzowsko machać szablą, co pozwoli mu w pełni wykorzystać potencjał szabli podarowanej od samego Jaśnie Nam Panującego Króla Dragosaniego I Antaresa. Jednak zdał sobie sprawę, że te rozmyślania i tak nie mają sensu, bo już na to za późno i bądź co bądź dalej będzie płynął tym statkiem. Obudził się powoli i wygmerał ze swojego posłania, zakładając swój ekwipunek. Gdy już był ubrany i w pełni wyposażony, ruszył do kuchni zjeść jakieś tam resztki, bo pora śniadaniowa już dawno minęła i teraz będzie musiał zjeść to co nie zjadła reszta załogi. Usiadł sobie na drewnianym stołku i dojadł co tam było. Przetarł leniwie oczy, ziewnął parę razy niczym niedźwiedź budzący się po śnie hemisowym i witający, powoli rodzącę się Veris. Wyszedł na pokład i rozejrzał się po załodze próbując ocenić obecną sytuację. Panował względny spokój, załoga wypełniała swoje codzienne obowiązki, a drużyna Melkiora wypłynęła na ratunek rumowi. Gdzieś tam pod masztem ujrzał dwóch siedzących marynarzy, którzy raczej nie szorowali pokładu. Zaintrygowany podszedł bliżej, aby dowiedzieć się co oni tam robią. Gdy znalazł się tuż za plecami jednego z majtków dostrzegł, że grają w kościanego pokera. Oboje rzucili swoimi kośćmi i z pełnym skupieniem obserwowali swoje kostki z wiarą w oczach na wygraną. Kości w końcu się zatrzymały i gracze analizowali wynik. Po chwili wiadomo już było, że marynarz przed Emerickiem poniósł sromotną klęskę i zdenerwowany wybuchł złością rzucając mieszkiem z grzywnami w twarz wygranego, który tylko zarechotał i odprowadził zwrokiem przegranego,który nie mógł znieść porażki i odszedł. Ucieszony zważył mieszek, podrzucił nim parę razy sprawdzając swoją wygraną. Wtedy też spojrzał na Emericka.
- Te, chcesz zagrać? Stawka to 20 grzywien, próbujesz?
Nie musiał czekać długo na odpowiedź. Hetman wyciągnął parę grzywien i zasiadł na miejscu, gdzie jeszcze niedawno siedział sfrustrowany przegrany.
- Oczywiście.
Położył odliczone grzywny na bok i pozbierał swoje kostki i wrzucił do kubka. To samo zrobił jego przeciwnik. Oboje zatrzęsli kubkami i wypuścili kostki.

Rolled 1d6 : 4, total 4
Rolled 1d6 : 4, total 4
Rolled 1d6 : 3, total 3
Rolled 1d6 : 1, total 1
Rolled 1d6 : 1, total 1

Melkior Tacticus:
Marynarz rzucił kostkami.

Rolled 1d6 : 4, total 4

Rolled 1d6 : 3, total 3

Rolled 1d6 : 5, total 5

Rolled 1d6 : 6, total 6

Rolled 1d6 : 1, total 1

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej