Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
ÂŚpiew Duszy
Olga:
Zauważając klamkę Olga nacisnęła ją i jeszcze raz pchnęła drzwi. Mając nadzieję, że tym razem okrutny los nie wykpi jej starań.
Funeris Venatio:
Nie wykpił. Drzwi ustąpiły, wpuszczając kobietę do środka. Niewielki dzwonek dał wysoki, pulsujący dźwięk, zahaczając o drzwi, podwieszony pod sufitem. Wnętrze było schludne, utrzymane w zimnych raczej barwach, gdzie przewodziła biel i błękit. Pomieszczenie, niezbyt wielkie, nie miało wielu dekoracji. Jeden obraz na ścianie, przedstawiający morskie fale, do tego zdobiony dywan na podłodze tuż przed jasną ladą. Na środku pomieszczenia znajdowały się trzy gabloty, przeszklone, wykonane z drewna. Jedna zawierała kolorowe kamienie, druga jakieś niezidentyfikowane, misternie zdobione rurki i tubki, trzecia zaś miała w sobie kilka okazów zasuszonych liści i niewielkich motyli.
Nikt jednak się nie pojawiał, wychodząc ku potencjalnej klientce lub złodziejce.
Olga:
Dziewczyna weszła wolno do pomieszczenia rozglądając się uważnie. W porównaniu do wnętrz sklepów, które mijała idąc ulicą to tutaj dawało wrażenie skromnego, wręcz biednie wyglądającego pomieszczenia. Niewielki obraz, lada z małym dywanikiem i trzy kolorowe gabloty. Dziewczyna podeszła do pierwszej w której błyszczały drogie kamienie. Nie zainteresowały dziewczyny - nie miałaby za co sobie takich kupić, chociaż nie była pewna, czy takie świecidełka w ogóle były jej potrzebne do szczęścia. Kilka dziwnych rurek w kolejnej było bardziej interesujących. Dziewczyna chwilę studiowała kształt próbując odgadnąć do czego mogłyby się przydać takie obiekty, jednak nic nie przyszło jej do głowy. W końcu powoli podeszła do ostatniej gabloty. Widząc liście i kolorowe motyle wysunęła dłoń, żeby za chwilę ułożyć palce na szkle tuż nad niebieskim owadem. Jednocześnie próbowała sobie przypomnieć czy w atlasie, który rano pokazała jej zielarka, znajdowały się podobne do tych tutaj rośliny. Pogrążona we własnych myślach nawet nie zauważyła, że nikt się nią nie zainteresował. Ba! Olga nawet nie zwróciła uwagi, że jest w pomieszczeniu sama. Chociaż, gdyby miała okazję się nad tym zastanowić, na pewno wydałoby się jej to dziwne.
Funeris Venatio:
Nie była sama zbyt długo. Dzwonek umieszczony przy drzwiach zaalarmował człowieka znajdującego się w pomieszczeniu obok, który wyszedł właśnie za ladę, oglądając kobietę oglądającą kwiaty. Był wysoki, miał bladą cerę, jasne włosy. ÂŻylasty, posiadał przyjemne, gładkie rysy twarzy. Ubrany bardzo schludnie, chociaż niekoniecznie krzykliwie, raczej użytkowo. Dało się jednak znać dobre materiały i ciekawe, delikatne dodatki. Gdzieś nieco dalej, w przejściu do tego drugiego pomieszczenia, stał inny mężczyzna, zdecydowanie bardziej przypominający górę. Zapewne ochroniarz.
- Dzień dobry pięknej pani - odezwał się.
Olga:
Słysząc głos dziewczyna szybko podniosła głowę. Przez chwilę wydała się zaskoczona widokiem mężczyzny. Jednak zaraz na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech.
-Dzień dobry, panie.
Olga zrobiła kilka kroków w stronę lady.
-Przybyłam tutaj kilka dni temu i dopiero poznaję miasto. Czy mógłbyś mi, panie powiedzieć czym handlujesz? Widziałam rośliny i owady na wystawie. A także dziwne przyrządy - tutaj dziewczyna wskazała dłonią na rurki i tubki.
-Mógłbyś mi powiedzieć do czego służą?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej