Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Zaradna dziewczyna
Patty:
I tak też elfka zagłębiała się w dziką, valfdeńską puszczę. Im bardziej oddalała się od Efehidon tym głębiej wchodziła w starsze rejony puszczy, gdzie drzewa nie były tymi młodymi, niedawno zasadzonymi leśnymi wypierdkami. Tutaj rosły prawdziwe drzewa, z potężnymi, grubymi konarami, których wysokie korony dosłownie zasłaniały niebo. Teraz co prawda mniej, w zimę bowiem, jak elfka z pewnością wiedziała, drzewa gubią liście, wciąż jednak w puszczy panował półmrok. W połączeniu z naturalnymi ciemnościami hemis tworzyło to złowrogi, ponury klimat rodem z horroru. I w tej atmosferze szpiczastych uszu elfki dobiegł szmer rozmów. Głosy niewątpliwie były daleko, nie dało się jeszcze dosłyszeć o czym mówili.
Toruviel:
Wędrówka kontynuowała się. Hemis, jak to hemis było zimne i mroczne. Gołe drzewa zdawały się być upiorne. To znaczy zdawałyby się gdyby miała kilka lat. Dlatego też nie bała się. Z pleców jednak zdjęła kuszę i nałożyła bełty. Szła tak dalej, stawiając kroki ostrożnie i cicho, tak jak się nauczyła. Rozglądała się przy tym, węszyła i nasłuchiwała. I właśnie nasłuchiwanie przywiodło do niej szmer rozmowy. Dalekiej na tyle, że nie wiedziała o czym jest ona prowadzona. Skierowała się w stronę głosów.
Patty:
Naturalne zdolności elfki do poruszania się w lesie przydały się, a i szkolenie u Spike'a nie zaszkodziło. Toruviel udało się niepostrzeżenie podkraść do posiadaczy głosów, które dziewczyna słyszała już wcześniej. Gdy już dotarła do miejsca przeznaczenia zobaczyła tam czwórkę ludzi, ubranych w mieszankę skórzanych ubrań i futer. W sajdakach na plecach mieli łuki, a przy pasach sztylety. Ich stroje całkiem nieźle kamuflowały ich w zimowym krajobrazie, jak zauważyła Toruviel. Jeden z nich pochylał się nad samicą kreshara, która najwyraźniej wpadła w ich sidła. Zwierzę było już martwe, a drugi z mężczyzn zajęty był skręcaniem karków młodym osobnikom.
- Mówiłem że tu będą! I jest ich więcej, patrz tylko na te ślady - jeden z myśliwych, a może kłusownik, wskazał na ślady w śniegu. I faktycznie, było tam mnóstwo odcisków dużych, kocich łap.
Toruviel:
Elfka postanowiła na razie nie wychylać się. Możliwe, że lepiej dla niej jeśli pozostanie w ukryciu. Nie miała pewności, czy są to kłusownicy czy zwykli myśliwi, a ci pierwsi nie zawsze bywają mili. Dalej obserwowała i podsłuchiwała.
Patty:
Tymczasem mężczyźni rozmawiali dalej.
- Widzę, widzę... Trzeba zatem podążyć ich tropem. Oskórujemy je i sprzedamy potem trofea w mieście. Wpadnie trochę grzywien - mówił jeden z myśliwych i spojrzał na grupę. Samica kreshara była już pozbawiona grzbietu, a jej skóra, już zwinięta, czekała na transport - Chodźmy zatem. Marlin idziesz? - rzucił jeszcze w stronę jednego z towarzyszy.
- Tak tak, idę, tylko się odeszczę - odpowiedział człowiek. udając się w krzaki i w drodze rozpinając spodnie. A szedł prosto w stronę Toruviel.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej