Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Ratunek z niebios

<< < (9/21) > >>

Patty:
Spokojnym ruchem anielica wyciągnęła rękę przed siebie, wykonując gest podobny nieco do próby chwycenia czegoś dłonią. Bandyta poczuł jak jego gardło zaciska się nagle, odcinając dopływ powietrza, a on sam został podniesiony w górę z pomocą niewidzialnej, lecz boleśnie prawdziwej siły. Mężczyzna próbował coś powiedzieć, przytykając dłonie do gardła, jak gdyby chciał zerwać pętającą go linę, ale tej przecież tam nie było. Jego twarz najpierw poczerwieniała, a potem zsiniała, gdy wraz z upływem kolejnych sekund jego płuca nie otrzymywały tak potrzebnej im do życia porcji tlenu. Patty w końcu cofnęła rękę, a bandyta z hukiem padł na ziemię, rozpaczliwie łapiąc kolejne wdechy. Kobieta pochyliła się nad nim i uśmiechnęła nikle.
- Spróbujmy jeszcze raz... Dlaczego we mnie strzelaliście, a widząc jak ląduję zaczęliście mnie szukać?

Marduk Draven:
- Prawdę mówię! Mamy każdego wyłapywać, aby nikt nas nie znalazł!- ryczał głosem jakby pijaka. Efekt uboczny duszenia. W jego oczach widać było strach.

//Szanuję Vaderowskie podejście  <fajka>

Patty:
- No widzisz, jak chcesz to potrafisz - ucieszyła się anielica, podchodząc bliżej do mężczyzny. Solidnym kopniakiem w bok przewróciła go na plecy, stanęła nad nim, kładąc stopę na kroczu bandyty. Starała się nie zadawać mu jeszcze bólu, ale nie miała żadnych skrupułów gdyby jednak musiała - Kto wam to nakazał? I gdzie jest reszta twoich ludzi?

Marduk Draven:
- N-nie mogę powiedzieć!

Patty:
- Zła odpowiedź - anielica bez żalu przeniosła ciężar ciała, stając wyłącznie na prawej nodze, w pełnej zbroi płytowej, w zasadzie miażdżąc mu najcenniejsze, co miał. Bo i Patty nie podejrzewała, by to akurat intelekt był najznamienitszym przymiotem bandyty, wyglądał raczej na dumnego ze swojej jurności. Byłej już, bo stalowy but wojowniczki dosłownie odbierał mu męskość - A teraz możesz powiedzieć? - spytała uprzejmie anielica.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej