Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kwiaty na mogile
Aeger Tymon:
Rozejrzał się dokładnie wokół, sprawdzając okolicę. W ciemnościach nocy nie dostrzegł niczego ani nikogo, postąpił więc krok w kierunku płyty nagrobnej. Jeszcze raz przeczytał napis, spojrzał na żonę nieboszczkę i jej kwiaty. Uśmiechnął się trochę krzywo, na powrót kierując wzrok przed siebie. Spojrzał jak płytki był grób i na jakiej głębokości znajdowała się trumna, że zombie udało się przebić przez taką warstwę ziemi. Skoro nie miało tyle siły, by zmiażdżyć to i przełamać byle atakiem mieczem czy uderzeniem ręką, trumna musiała być ledwie przypruszona gruntem. Przypomniał sobie wtem grabarza, który zabawiał się z nieumarłą kobietą - jeżeli to jedyne, czym się przez cały czas zajmuje, to nie dziwota.
Odłamał butem resztkę desek, zbutwiałych już i zmurszałych, poszerzając nieco przejście. Dostrzegł drabinę w dole, na którą mógł się z łatwością dostać. Przysiadł na rogu, trzymając się kafli pomnika żony, wrzucając nogi w dziurę. Wyczuł drabinę, zaparł stopy o szczeble i zaczął powoli, ostrożnie schodzić. Przez moment przeszła mu myśl przeklinająca ludzką ciekawość, lecz było już o kilkanaście minut za daleko, by nie zobaczyć co jest w środku.
Marduk Draven:
//Kliknij dla klimatu
Trafił do korytarza, zaskakująco dobrze oświetlonego. Po prawej stronie wąskiego przejścia w stosownych odległościach rozłożone były pochodnie, które rozpraszały wszelki mrok. Aeger widział też zakręt. Także dobrze określony. Na tym się jednak kończyło to co światłe w podziemiu. Na ziemi widać było nie mało ludzkich kości, nawet jeden kompletny szkielet w kolczudze i z ręką na toporze. Owa broń nie była jedyną taką sztuką tutaj. Po całej podłodze walały się różne zardzewiałe miecze, topory czy buławy, zbutwiałe i zwilgotniałe łuki, kusze, włócznie. Jedyną drogą zdawał się oświetlony zakręt.
Aeger Tymon:
Aeger rozejrzał się wokół, badając dokładnie znalezione pomieszczenie. Przyjrzał się elementom ekwipunku, biorąc do ręki jakiś kawałek drewna, w którym rozpoznał niegdysiejszy łuk. Zmurszały jednak, tylko ze śladami po cięciwie. Do niczego by mu się nie przydał. Kolczuga była interesująca, ale nieco przerdzewiała, więc nie zamierzał się teraz nią interesować.
Zastanowił się jednak nad dwiema rzeczami, gdy już rozsunął nieco kości nieboszczyków. Najpierw podszedł do rzędu pochodni, które paliły się właśnie, rozświetlając łaskawie teren wokół. Zastanawiał się ile jeszcze zostało im żywicy i innych substancji smolistych, co dalej prowadziło do tego, kiedy ktoś je tutaj umieścił, zapalił i następnie zostawił. Jeżeli ktoś tutaj przyszedł, żeby je niedawno obrócić w płonące żagwie, musiał przejść pewnie przez stos tych kości. Dodatkowo zerknął znowu za siebie, patrząc na drogę, z której sam przybył. Wszystko ewidentnie kończyło się ścianą, a następnie drabinką, po której zszedł. Jeżeli więc ktoś zadawał sobie trud, by wcale niedawno, co najwyżej pewnie godzinę czy ze dwie temu, rozpalić pochodnie, musiał to zrobić w jakimś celu. Ten korytarz po coś tutaj prowadził. Widział mnóstwo nieżyjących postaci, każda uzbrojona. One zmarły przez laty, żadne z nich nie miało na sobie strzępki skóry, jakiejś tkanki mięśniowej czy elementów ubrania. W jego głowie kłębiły się pytania. Po co więc ktoś stworzył to miejsce, przychodząc tutaj zapewne regularnie i robiąc cały ten cyrk? Będąc również przy pochodniach, spojrzał na koronę płomienia i unoszący się dym. Pochodnie miały to do siebie, że kopciły, dlatego nie używało ich się w pomieszczeniach mieszkalnych. Jedyną opcją były miejsca, które były bardzo dobrze wentylowane, w których nie zostawał swąd i szkodliwe powietrze. Dlatego Aeger zerknął do góry, podążając za płomieniem i dymem, patrząc gdzie ten się unosi. Ten korytarz musiał mieć zapewnioną cyrkulację powietrza, bo niemożliwym, by wszystko ulotniło się przez dziurę w suficie, po której zszedł. W bezpośredniej jej bliskości, gdy stawiał stopy na drabinie, nie czuł niczego jak dym.
Patrząc na sufit, zastanowił się nad drugą sprawą z tych najbardziej go w tej chwili trapiących. Trumna. Trumna, przez którą się tutaj dostał, była zbutwiała, drewno zmurszałe. Zastanawiał się jak wygląda sufit bezpośrednio przy niej, z czego był wykonany i dlaczego była tam po prostu dziura, która bezpośrednio dotykała trumiennego drewna. Próbował policzyć w przybliżeniu, jak wysoko nad głową miał miejsce pochówku pana Jakego. To w końcu był cmentarz - tutaj kopało się bez przerwy, a przypominając sobie jak nieumarły, który go zaatakował, musiał być płytko pod ziemią, zastanowił się nad tym, co taki tunel robi pośrodku cmentarza w wielkiej, miejskiej metropolii.
Marduk Draven:
Dym uciekał w stronę sufitu. Jak się okazało, był on "dziurawy", ale nie w złym tego sensie. Miał bardzo dużych dziurek, które odprowadzały dym... gdzieś Ponad ta warstwą sufitu musiała widocznie być następna, skoro ziemia tu nie wpadała. Sama komnata była zaś niewysoka. Miała około 2 metry wysokości. Kości.... kości były ustawione niezwykle chaotycznie. Tak jakby nieszczęśnicy zginęli w walce, bądź też przy ucieczce. Niektóre kości były uszkodzone. Pęknięte czaszki, nadpalone kości, połamane barki, to tylko niektóre z pozostałości. Pewnym było, że odpowiedzi inne na nurtujące go pytania mogą się znaleźć tylko i wyłącznie przy dalszej wędrówce. Jednakże pozornie ślep zaułek się nagle poruszył. Stare kamienie ewidentnie wydawały dźwięki i ruszały się. Do góry. ÂŚciana musiała być tajemnym przejściem, przez którego w dodatku ktoś przechodził.
Aeger Tymon:
Czekał, bo co mu pozostało? Wyciągnął miecz, chociaż nie uniósł go do góry w postawie szermierczej. Oparł się o ścianę, dosyć nonszalancko, lekko opierając ciężar ciała o klingę trzymaną w dłoni. Jakby podpierał się laską. Udawał, że bawi się butem leżącymi kościami, roztrącając się. W pewnym momencie, zanim jeszcze przejście się otworzyło, spróbował podrzucić butem do góry jedną z czaszek, jakby to była piłka.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej