Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Biały Krzyż

<< < (25/26) > >>

Kazmir MacBrewmann:
Założył wszystko na siebie, jednakże topór trzymał w ręku. Gdy usłyszał dźwięk postanowił poczekać chwilę, chowając się za drzwiami. Identycznie jak ten co mu dał w łeb.

Funeris Venatio:
Gdy tak wszystko nakładał na siebie i czekał, dach zaczął się porządnie palić. Tym, co uderzyło w niego przed momentem była pochodnia, zapalona. Strzecha zajęła się ogniem, rozchodząc się po całej powierzchni dosyć szybko. Już jakiś czas jak nie padało, więc nic nie stało na przeszkodzie do rozprzestrzeniania się płomieni. Spod powały zaczął opadać gęsty, ciemny dym, który wiercił się w nozdrzach i gardle. Zaraz spłynie wielkim jęzorem na poziom gruntu, dusząc przy okazji krasnoluda.

Kazmir MacBrewmann:
Ten bez większego namysłu rzucił się by wyskoczyć oknem, wpierw wybijając je toporem. No i kaszląc, i łzawiąc. Bo od dymu tak się dzieje. Kazmir był na tyle bystry by wpierw osłonić twarz i nozdrza płaszczem.

Funeris Venatio:
Kazmir znalazł się na zewnątrz, trochę potłuczony, ale jednak cały. Powoli zaczęli zbierać się okoliczny mieszkańcy, ktoś wołał po straż, ktoś biegł z wiadrami z okolicznej studni.

Kazmir MacBrewmann:
Kazmir wstał z ziemi, schował topór za pas i odsunął się na bezpieczną odległość od pożaru. Stał i patrzył chwilę jak dom płonie. Może z 30 metrów stąd była jego chata.... Machnął ręką i poszedł do domu. Rano pójdzie po furgon.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej