Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Uroki safari
Patty:
- Niezbyt pani rozmowna, jak widzę - zauważył mimochodem strażnik - Ale to nie szkodzi, nie tego nam trza.
Mężczyzna jak powiedział tak i uczynił, prowadząc orczycę przed oblicze swego o wiele niższego mocodawcy. W porównaniu do Akadi niziołek zaś wyglądał niczym wystrojone na imieniny babci dziecko lub jedną z tych dziwnych mszy prowadzonych przez poprzedniego archonta.
- Witam szanowną panią, witam - niziołek skłonił się i wykonał gest, jak gdyby chciał sięgnąć po dłoń orczycy, by ją ucałować, jednak zadzierając głowę szybko określił komiczność całej tej potencjalnej sytuacji i błyskawicznie wycofał ramię, cały czas zachowując odpowiednią pozę i manierę - Miano me Cornelius du'Idaola. Miałbym dla kogoś takiego jak pani, oczywiście mówię tutaj o pani szlachetnym, orczym pochodzeniu, swego rodzaju pracę, coś z czym nie do końca potrafię sobie poradzić. Jesteśmy jednak na ulicy, miejscu wysoce nieadekwatnym do rozmów tego typu. Pozwoli pani z nami do mojego zakładu? Porozmawiamy tam w spokoju i ciszy, napijemy się dobrej herbaty... - niziołek mówił dziwnie afektownym, bombastycznym wręcz tonem, niespotykanym w zasadzie poza deskami teatru. A sądząc z min jego ochroniarzy zapewne i tam byłby lekko nie na miejscu.
Akadi:
-Skoro tak idźmy. Wysłucham tej propozycji. Sama Akadi raczej nie miała nic przeciwko omawianiu sprawy tutaj ale wiedziała że życie w mieście różni się od tego klanowego w jakim została wychowana. Oczywiście cywilizowany świat nie był jej jakiś obcy. Po prostu jej przyzwyczajenia był inne zwłaszcza po życiu na trakcie i tak długiej podróży jaką przeszła.
Patty:
- Chodźmy zatem - rzucił wesoło niziołek i wskazał drogę. Jego ochrona szybko wysforowała się na czoło tego małego pochodu i raźno ruszyli do przodu. Zbrojni sprawnie torowali przejście, ułatwiając swojemu pracodawcy przejście, niziołek bowiem nie używał swojej laski wyłącznie jako ozdoby, w czasie spaceru wspierał się na niej silnie, a z twarzy nie schodził mu grymas bólu. Z jego ust nie dobiegła jednak nawet jedna skarga, toteż grupka żwawo poruszała się dalej.
Do dzielnicy handlowej, jak się szybko okazało. Obeznani ze strukturą ulic i przejść w Efehidonie ochroniarze sprawnie przeprowadzili orczycę i niziołka do tej części miasta, gdzie na każdym kroku można było spotkać przekupkę czy nadgorliwego kupca gotowego wcisnąć cokolwiek komukolwiek. Nawet teraz, mimo niesprzyjającej jesiennej aury handlarze wylegli na ulice, zachęcając przypadkowych przechodniów do zakupu ich towarów. W końcu jednak udało się uczestnikom wyprawy dotrzeć do jednej z nieco rzadziej uczęszczanych, bocznych uliczek dzielnicy handlowej, prosto pod okazałe, dębowe drzwi i wiszący nad nimi szyld głoszący "E. MEWA, PRZEDSIĂBIORSTWO JUBILERSKIE".
- Trudnię się, jak widać, produkcją biżuterii - wyjaśnił niziołek niepytany, nie kierując nawet swojej wypowiedzi do nikogo konkretnego i sprawnie otworzył liczne zamki w drzwiach - Proszę od razu przejść dalej.
Cornelius uśmiechnął sie zachęcająco i sam wkroczył do pogrążonego w mroku zakładu. Pokierował orczycę do małego saloniku, będącego miejscem w którym klienci mogli poczekać na swoje zamówienie, przeczytać najnowszy numer Gońca Valfdeńskiego czy wypić dobrej kawy. Dało się usłyszeć ruch w innym pomieszczeniu, służka zapewne szykowała już gorące napoje.
- Zatem... - zaczął niziołek jak gdyby niespokojnie, ewidentnie temat który zamierzał poruszyć był dla niego niewygodny - Zaginęła moja żona.
Akadi:
-Przykro mi, ale niewiele mi to mówi jak się sprawa ma do mojej osoby. Jak widać jestem zwyczajną orczycą w dodatku niedawno przybyłą na tą wyspę. Akadi po prostu nie lubiła z miejsca mieszać się w rzeczy o których miała mgliste pojęcie. Zaginięcia rodziny bogatych osób nie były czymś przypadkowym.
Patty:
- Ależ rozumiem, oczywiście że nie masz z tym nic wspólnego, trudno bowiem żebyś miała, jak słusznie sama zwróciłaś uwagę jestes tutaj nowa. Poznaliśmy z Gregorem, jednym z moich ochroniarzy, niemal od razu. Wszyscy nowi na Valfden trochę się wyróżniają - Cornelius gładko przeszedł na ty z orczycą, podejrzewając że nie będzie miała z tym większego problemu - I to jest właśnie powód dla którego cię wybraliśmy. Bo jesteś nowa i, wybacz jeśli moja uwaga cię urazi, jesteś orczycą. Ma to znaczenie o tyle iż podejrzewam, że moja ukochana żona, Klara jej na imię, po mamusi, została uprowadzona właśnie przez orka. Naszego ogrodnika, by być konkretnym. I pomyślałem, że może trzeba orka żeby znaleźć orka... Bogowie wiedzą że próbowałem już wszystkiego innego - powiedział nieco niezręcznie niziołek, obracając w dłoniach małe, osobliwe narzędzie złotnicze, nawyk który można było u niego dostrzec w każdej minucie, jak gdyby jego ręce musiały być koniecznie zajęte.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej