Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Uroki safari

(1/6) > >>

Akadi:
Nazwa wyprawy: Uroki safari
Prowadzący: Patricia Morii
Wymagania: Dowolne podstawowe techniki walki, zgoda prowadzącego
Uczestnicy: Akadi

Orczyca po odbytym szkoleniu wróciła do miasta rozejrzeć się za czymś do roboty. Większość nie patrzyła zbyt przychylnie na Akadi, a zwłaszcza kobiety, które miały ją pewnie bardziej za chodzącą szkaradę a nie przedstawicielkę tej samej płci.

Patty:
W istocie tak było, orczyce były rzadko widywane na Valfden. Dołożywszy do tego rozmaite tatuaże i skaryfikacje, jakimi pokryta była skóra Akadi nic zatem dziwnego, że przyciągała uwagę przypadkowych przechodniów, wszak oni byli przyzwyczajeni do znajomych, ludzkich odcieni skóry czy fryzur, barbarzyński wygląd orczycy mógł budzić ich zaciekawienie. Lub niepokój. Nie miała się jednak kobieta czego obawiać, mieszkańcy Efehidonu mogli reagować różnie na jej wymalowaną skórę czy geometryczne tatuaże, nie groziła jej jednak żadna krzywda z ich strony. Valfdeński rasizm ograniczał się do spojrzeń czy plotek.
Wiatr zadął mocniej, przeszywając orczycę zimnem i przypominając orczycy o tym, że jest już późna jesień. Pogoda była tak nieprzyjemna, jak to się zdarza tylko o tej porze roku, niebo zasnute ciężkimi, szarymi chmurami zdawało się wręcz przygniatać ziemię, a łyse gałęzie nadawały jeszcze bardziej ponurego uroku jesiennym ulicom stolicy. Gnijące, opadłe z drzew liście tylko dopełniały tej szkarady, którą ktoś nazwał pogodą.
Nic zatem dziwnego, że w tej niesprzyjającej aurze wyróżniał się jeden przechodzień. Pstrokato ubrany, wsparty lekko laską niziołek patrzył na Akadi z wyraźnym zafascynowaniem, jak gdyby odkrył właśnie dawno zaginiony, rodzinny skarb. Towarzyszyło mu dwóch zbrojnych, ewidentnie ochrona. Ci, ludzcy już ochroniarze, odziani w stalowe kolczugi i z pasami obciążonymi mieczami rozglądali się po okolicy znudzonym wzrokiem, jak gdyby dziwne manieryzmy ich mocodawcy przestały ich dziwić już dawno temu. Niziołek nagle trącił jednego ręką i wskazał na Akadi.
- Ta się nada - uśmiechnął się karzełek wesoło - Przyprowadźcie mi ją, proszę.

Jeden ze strażników westchnął, poprawił swój ciężki pas i ruszył w stronę orczycy.

Akadi:
Akadi dostrzegła uzbrojonego mężczyznę idącego w jej kierunku. Normalnie pewnie chwyciła by za broń, jednak jej potencjalny przeciwnik i tak był lepiej uzbrojony, a ona znajdowała się w środku miasta. Do takich rzeczy by tutaj raczej nie doszło. Prawda?

Patty:
Widząc zdziwioną i może nawet lekko spłoszoną orczycę mężczyzna wyraźnie się zmitygował i nawet lekko uśmiechnął, najwyraźniej zdając sobie sprawę z tego, jak wygląda cała sytuacja. Uniósł ręce w uniwersalnym i zrozumiałym na całym świecie geście "nie mam złych zamiarów".
- Proszę się nie obawiać - powiedział ochroniarz i wskazał na niziołka - Mój szef chciałby złożyć pani propozycję pracy, tak się bowiem składa że szukamy właśnie kogoś z pani, hmm, rodzaju. Pan Cornelius potrzebuje usług orka do pewnej sprawy delikatnej natury. Możemy zatem podejść, by mogła pani wysłuchać naszej propozycji? - mężczyzna uśmiechnął się nawet mile i gestem wskazał drogę ku pstrokato odzianemu niziołkowi. Ten również uśmiechnął się zachęcająco i wykonał nawet przesadzony, dworski ukłon, pasujący raczej do pałacu króla niż zwykłej, efehidońskiej ulicy.

Akadi:
Orczycy ciężko było sposobić się na jakąś wygórowaną odpowiedź więc po prostu kiwnęła głową na znak zgody. Mocodawca żołnierza bardziej nadawał się na klauna niż na kogoś mającego interesujące propozycje. Chyba, że ludzi interesowały kuglarskie sztuczki. Akadi ruszyła do niziołka.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej