Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rodzina Obowiązek Honor
Dee'mon:
-Piniądz nie śmierdzi. Bractwo to ci od bogów, oświeceń i tych inny święconych, nie?
Powiedział zadowolony że faktycznie maniery typowo elfickie nie rzucały się w oczy... tak wyraźnie.
-Samiście kuli dobrze rozumiem?. A tak że zapytam bo czas chyba nam pozwala, wasz ojciec z łuku demona ubił a i ja strzelać lubię, znajdzie się kto w kompaniji co by się poduczyć od niego?
Melkior Tacticus:
- Sam kułem. Tak, Bractwo to ci bogobojni rycerze światłości... U nas uczą tylko strzelania z kuszy, lepsza moc niż łuk. Niby wolniej strzela ale... A to czy faktycznie ubił tego demona z łuku to kwestia sporna. Bo to niewykonalne.
Dee'mon:
-Fakt nawet pełna płytowa bezużyteczna jak bełt równo wejdzie. He, he, chyba też nie z tych świętojebliwych. Strzelił? Strzelił. Trafił? Trafił Demona nie ma. Nie ma. Znaczy zginą i nagroda się należy he, he.
Zerkną jeszcze raz na miecze.
-Dużoś w kuźni czasu spędził?
Melkior Tacticus:
Młoty, buzdygany, puklerze. Wszystkiego po pięć. - Jestem Signutarykiem, dla mnie wszyscy bogowie są równi. Ale to Zewola i Rasher decydują co z nami po śmierci, nie Zartat. A w kuźni spędziłem miesiąc.
Dee'mon:
- E, mi za jedno. Przynajmniej póki żaden oszołom, z imieniem bogów na ustach nie szarżuję na mnie z jednym z twoich produktów. A w ogóle to dużo wschodów minie zanim dotrzemy do celu?
Po chwili zawahania dodał.
-Zdarza się wam coś na zamówienie wykonać?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej