Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Próba Siły #22
Funeris Venatio:
- Z tego, co mówisz, to zasypałeś wejście do jakiejś nory, z której to najprawdopodobniej wychodziły. Jestem więcej niż przekonany, że w samej norze, która, jak to opisałeś, prowadziła najprawdopodobniej do piwnicy, jest ich więcej. Możliwe, że piwnica łączy się jakoś z jakimś tunelem czy systemem tychże. Rasher jeden wie, co tam może się dziać. Ale ogólnie... dobra robota. Dziękuję. - Miłosz zaprosił Viktora do środka, bo akurat gotował potrawkę z kapusty, kiełbasy i ziemniaków. Rozlał ją do dwóch misek i podał człowiekowi drewnianą łyżkę. Sam siorbnął nieco. Do picia miał tylko wodę, po wino lub piwo, jak sam stwierdził, musiał skoczyć później do miasta, bo nic mu nie zostało.
- Wróć do posterunku i powiedz im to, co mi. Przekaż, że proszę o dwóch wojaków z oskardami i pochodniami, co by rozbić tę skorupę i sprawdzić wejście do piwnicy. Nie wiem, czy będą kazali Ci tutaj wrócić, ale jakby co, to znasz już drogę, będzie im łatwiej.
Viktor:
Viktor z uśmiechem przystał na propozycję posiłku i zjadł potrawkę ze smakiem. Jedzenie było naprawdę dobre, ziemniaki i kapusta były młode, a kiełbasa smakowała dziczyzną. Pewnie Miłosz zrobił ją z jakiegoś odyńca. Szkoda tylko, że taki znamienity obiad trzeba było popijać zwykłą wodą, ale bywa i tak. Viktor ani myślał narzekać. Oczywiście, zanim zaczął jeść odmówił odpowiednią modlitwę do Zartata. Podziękował w niej nie tylko za ten posiłek, ale też za zwycięstwo w ostatnim pojedynku ze złowieszczym skrzatem.
-Masz rację, nie pomyślałem o tym. Powinienem raczej zdobyć jakąś truciznę i zalać nią tą dziurę, tak jak kiedyś zrobił mój ojciec. Albo może wlać tam coś łatwopalnego... Tak czy owak, przekażę Bractwu wieści o tym co się tutaj wydarzyło i opowiem o tym wejściu do podziemi. Na pewno przyślą jakąś pomoc. Sam zgłoszę się na ochotnika do tego zadania, jeśli tylko będzie taka możliwość! Lubię kończyć to co zaczynam.
Po wylizaniu miski do czysta Viktor zaczął powoli zbierać się do wyjścia.
-Dzięki za obiad. Najlepiej jeśli powiem o wszystkim paladynom jeszcze dzisiaj. Zartat z tobą Miłoszu, zacny z ciebie człowiek.
Funeris Venatio:
- Nie, to ja dziękuję. Pomogłeś.
Viktor:
Po pożegnaniu się z Miłoszem, Viktor opuścił leśniczówkę i wrócił na trakt. Dzięki gościnie leśnika przyszły członek Bractwa był najedzony i znów pełen energii, dlatego pogoda przestała oddziaływać na niego w jakikolwiek sposób. Z brzuchem wypełnionym ciepłą potrawką i wypoczętymi nogami czuł się jakby mógł maszerować choćby i podczas śnieżycy. Nic zatem dziwnego, że przez całą drogę do stolicy mężczyzna utrzymywał równe tempo i nim się obejrzał stanął przed miejskimi murami. Wtedy przeszedł pod łukiem bramy i starając się przypomnieć sobie najkrótszą drogę prowadzącą na starówkę ruszył dalej jedną z uliczek równoległych względem głównego deptaka. Wybierając tą trasę miał nadzieję uniknąć korków. W końcu było już dobrze popołudniu, wielu ludzi wracało z pracy do domów co mogło spowodować niemały tłok na niektórych odcinkach tych większych ulic. Po dotarciu do właściwej części metropolii, Viktor musiał jeszcze odnaleźć rynek, to jednak nie powinno już sprawić mu większych problemów. W razie czego zawsze może zapytać o drogę któregoś z przechodniów, tych przecież nie brakowało... Zaraz, tego budynku tutaj nie było.
-Przepraszam, którędy na rynek?
Zagadnięty staruszek nie usłyszał za pierwszym razem, dlatego wojownik musiał powtórzyć pytanie. Na szczęście po tym wszystko było już jasne i starszy mężczyzna pokierował Viktora dalej. Okazało się, że był już bardzo blisko, po prostu źle skręcił na ostatnim skrzyżowaniu.
Funeris Venatio:
I bach!, znalazł się na rynku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej