Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Test zaufania [Marduk Draven#1]
Marduk Draven:
- Wiem.- odrzekł.- Panowie, jego zabrać do wozu. Tylko uwaga z nim.- rozkazał.- Kiellon, zostań.
No i wyprowadzili Sazarowa, mając go na muszkach kusz.- To co robimy? Zabieramy sejf? Zabezpieczamy biuro?
Nawaar:
Dobrze, że rozsądek krasnoluda przemówił do człowieka, bo mogli narobić sobie kłopotów, że hej! Teraz należało zrobić wszystko, by jakoś to wyglądało. Sazarow wyszedł w obstawie strzelców i teraz dopiero będzie zabawa w sądzie. - Zabezpieczamy całe biuro ze wszystkimi papierami, bo mogą być jakieś poszlaki. Trzeba kogoś tutaj zostawić do pilnowania z zewnątrz i założyć kłódkę na drzwi, tylko taka sprawa, że jest tu niezły garnizon, którym elf osobiście dowodził oni też mogli współpracować a nawet włamać się tutaj i zabrać co potrzeba gdyby nikogo nie było, o ile oczywiście jest winny, bo ja nadal mam wątpliwości, ale cóż stało się. Teraz czeka nas rozprawa w sądzie. Wyjaśnił jak należało postąpić, żeby to miało ręce i nogi. Decyzja należała teraz do Marszałka koronnego.
Toruviel:
Nauki skradania i akrobatyki nie szły na marne. Jej gibkość i zdolność cichego poruszania się pozwoliły jej pozostać niezauważoną na terenie kopalni i w okolicach kopalni. Za dnia chowała się w lasach i wysokich trawach. Nocą zaś udawała się na teren kopalni. Większość załogi spała, a straż była często pijana. To pozwalało zapoznać się z barakami, stołówką, składem oraz skałami. Wiedziała, że wkradnięcie się do biura ofiary będzie niemal niemożliwe, dlatego też nie ryzykowała.
Teraz gdy zapadał zmierzch, czas był na wyjście. W Atunus o 18 było już wystarczająco ciemno, by znacznie ułatwić skradanie się, jednak było na tyle jasno, by nie chodzić jak ślepiec. Zarzuciła kaptur szaty, zaś na dolne części twarzy nasunęła arafatkę.
Przekradała się instynktownie, bezszelestnie, bez szurnięcia o ziemię. Czasami rzuciła tylko jakimiś kamykiem, by odwrócić uwagę straży. Zasadniczo jednak nie zabijała ich, nie prowadziła do żadnej konfrontacji. To by było zbędne i mogłoby ją narazić. A tego nie chciała. W końcu obrała pozycję na skałach, z dobrym widokiem na plac. Przygotowała swoją nową kuszę i załadowała ją. Czekała. Gdzieś tam przyjechali jacyś rycerze, którzy weszli do biura Sazarowa. Chwilę była cisza, a potem elf wyszedł razem z żołdakami. Skuty.
Wstrzymała oddech i obrała cel, jakim był Mikołaj Sazarow. Strzeliła, posyłając dwa pojedyncze bełty, jeden z opóźnieniem sekundy po drugim. ÂŚwisnęły one cichutko przez powietrze i trafiły. Jej elfie oko nie zawiodło, gdyż plac był dobrze oświetlony. Pierwszy bełt trafił w szyję, pod kątem, tak, aby trafić w tchawicę. Drugi był wystrzelony tak, gdyby pierwszy zawiódł. W prawe płuco, trzaskając żebra, które razem z bełtem wbiły się w płuco. Mężczyzna musiał umrzeć. Toruviel zaś zaczęła się po cichu wycofywać, ładując kuszę.
//Zostaje 24 żelaznych bełtów.
Melkior Tacticus:
Cel padł, ktoś krzyknął, ktoś niby coś zauważył, straż kopalni ogłosiła ararm. Bito w dzwon. Nawet posłano kilka bełtów na grań. Zupełnie nie tam gdzie była elfka.
Marduk Draven:
- Co jest, kurwa?- zerwał się. Dobył młota i wybiegł z biura elfa. Następnie pobiegł na plac. ÂŻołdacy ustawili się w kordon wokół leżącego elfa, kryjąc się za tarczami. Marduk wbiegł między nich i uklęknął przy elfie. Przy sobie otworzył torbę cyrulika, otworzył ją. Sprawdził wpierw puls elfa, potem oddech. Zaczął grzebać.
//Melkior, określ jego rany, proszę i to, czy jeszcze żyje.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej