Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bliżej boga - ÂŚwięta pomsta #6 [Marduk Draven i Kiellon Silvertank aep Kharim]
Funeris Venatio:
- Panowie, zabiorę was do miejsca, gdzie poznacie różnicę między sprawami, które zbyt często są rozmyte. Między pomstą, a świętością. Między pragnieniem zemsty a sprawiedliwością. Dlaczego walczymy i o co walczymy. Dlaczego walczymy o to, co jest słuszne. Przynajmniej dla nas. W naszych oczach. Mam nadzieję, że zrozumiecie również, czym jest poświęcenie dla czegoś ważniejszego niż tylko "ja", "on" czy "my".
Funeris wyciągnął w ich stronę swoje dłonie, jakby chcąc każdego z nich chwycić. Spojrzał zachęcająco.
Nawaar:
- To lecimy?! Zapytał będąc w szoku, bo właściwie miał obawy dotyczące anioła z powodu dalekiej przeszłości. Funeris mógł go przecież zrzucić z wysokości, ale tym razem postanowił mu zaufać, także złapał jego dłoń, co było dość niezręczne!
Marduk Draven:
O czym też on mówi?- spytał siebie w myślach Marduk.
Zdawało mu się, ba, był nawet pewien, że znał różnicę między zemstą a sprawiedliwością. Zemsta była emocjonalną reakcją na krzywdę. Sprawiedliwość i dążenie do niej były zaś czymś zupełnie innym. Większym, ważniejszym od egoistycznego spełnienia swej żądzy krwi. Sprawiedliwość była czymś stałym, istniejącym z innych niż wendeta pobudek. Była porządkiem dyktowanym dobrem, nie łaknieniem krwi wroga. Draven wiedział jednak, że nie jest wszechwiedzący, że anioł oferuje oświecenie, wyostrzenie, szlif ostrz, jakimi oni sami byli. Dlatego wyciągnął swoją dłoń w kierunku skierowanej ku niemu prawicy anioła. Chwycił ją, odpowiadając spojrzeniem pełnym zaufania. Nie bał się. Czego mógł się bać? Jeśli był przy nim jakikolwiek członek Bractwa, to była przy nim cząstka Zartata. Anioł zaś był czymś więcej, niż malutką cząstką.
Funeris Venatio:
Funeris szepnął jakieś rozmyte, niezrozumiałe dla jego towarzyszy słowo. Kiellon i Marduk poczuli się niezwykle ciężcy - ich nogi wbijały się w posadzkę, zbroja wgniatała w aketon niczym walona młotem. Krew tętniąca w ich żyłach krzyczała z rozpaczy, próbując wspiąć się w górne partie ich ciała. Marduk zbladł nieco, gdy posoka opłynęła mu z twarzy. Zaczęło delikatnie kręcić mu się w głowie. Potem już nie wiedział, czy zemdlał, czy naprawdę widział to wszytko.
Anioł ugiął delikatnie nogi i wystrzelił w górę z niewyobrażalną wręcz prędkością. Przez ułamek sekundy czuli jak powietrze wokół nich gęstnieje, by rozejść się na boki w fali uderzeniowej. Dach kapitularza nagle jakby przestał mieć jakiekolwiek znaczenie, fizyczne obiekty nie były już takie materialne jak wcześniej. ÂŚwiat wokół Kiellona szybko zmieniał barwy, przechodząc przez spektrum światła widzialnego niczym tęcza. Od czerwieni w błękit. Po nieznośnie krótkim i intensywnym czasie cała trójka huknęła o twarde podłoże.
Mimo iż spotkanie z gruntem było wcale fizyczne i twarde, nie wytrąciło ich z równowagi. Jakby krasnolud wziął swojego małego, niegrzecznego synka i silnym uściskiem posadził go na krzesło obok, każąc mu się nie ruszać. Wokół nich nie było jednak nic innego poza trawą. Jak okiem sięgnąć delikatne pagórki pokryte były nieskazitelnie zieloną trawą. To miejsce przed pewnymi wydarzeniami znane było właśnie z tego - z morza zieleni. Potem już na zawsze zmieniło swój kolor.
- To miejsce było świadkiem wielu wydarzeń w historii naszego królestwa- powiedział, kreśląc dłonią okrąg wokół nich, jakby pokazywał im krajobraz. - Czy któryś z was może rozpoznaje to miejsce?
Nawaar:
Pierwszy lot krasnoluda ku przestworzom był dość emocjonującym z racji niższego wzrostu odległość jaką pokonali była imponująca, a całe jego wnętrzności podchodziły mu do gardła, przykre uczucie, któremu nie mógł zapobiec oczywiście do czasu, aż wylądowali tak nagle i dziwnie spokojnie. Kiellon oślepiony jeszcze przez różne kolory światła jakie mijali, które chyba widział tylko on, potrzebował chwili, by ogarnąć się gdzie jest nim jednak odpowiedział rzekł. - Daj mi chwilę. Zrobił kilka kroków w bok i puścił pawia na nieskazitelną jeszcze zieleń. Oczy zaszły mu łzami, a z japy waliło mu obiadem. Dobrze, że w tym czasie nie pił, gdyż byłoby mu szkoda materiału, jednak nie zrównał się z nimi, tylko stanął obok, aby on mógł ich słyszeć a oni jego. Dopiero gdy otarł swe oczy, zobaczył coś, co już kiedyś widział. Obraz tak wielce podobny do tego miejsca. Obraz ów był mógł zobaczyć w jego rodzinnej górze w Torgonie! - Tak widziałem to miejsce na obrazie w naszej stolicy. Do dzisiaj się mówi jak nam dupę tutaj skopali. Na szczęście tyran już zdechł i nie ma kogo mamić swoimi sztuczkami i gadzim językiem. Teren ten zwą "Zielonymi równinami". Wyjaśnił w końcu, patrząc na ciszę jaka tutaj panowała, i pewnie nikt nie znający tematu, nie stwierdziłby, że mogłoby tutaj dojść do takiej rzezi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej