Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Nowe porządki

<< < (2/17) > >>

Narrator:
A więc i ruszyłeś w stronę centrum miasta. Twój strój, jak i twoja świta wzbudzała podziw wśród zwykłych mieszkańców, którzy rzadko kiedy spotykają kogoś tak dostojnego, w dodatku widzą cię pierwszy raz na oczy. Dotarłeś w końcu na główny plac Hessein - Plac "Vox Populi". Handel tętnił życiem już od samego rana, można było tu kupić dosłownie wszystko. Ty jednak nie zastanawiałeś się jakie tu dobra sprzedają, twoim celem był komisariat. Odnalazłeś go bez większego trudu, dość ciężko byłoby przeoczyć ten budynek. Drogę do środka zagrodziła ci dwójka żołdaków.
- E, a wy dokąd się wybieracie? Pierwszy raz widzę was tutaj.

Zaidaan:
Emerick czuł na sobie te wszystkie spojrzenia kiedy kierował się w stronę posterunku, widocznie był ciekawym zjawiskiem, które nie spotyka się tu często. Właściwie to nawet mu się to podobało, sława i władza, to co zawsze pragnął. W końcu nawet zyskał włości! Mógłby nawet wykrzyczeć na środku placu: "Jam jest wasz pan, szlachcic Emerick!" Jednak z drugiej strony to nie był czas, ani miejsce na takie oświadczenia, wolał wpierw dokładnie poznać swoje nowy ziemię i dopiero wtedy się objawić. Z resztą, zaczęło go interesować jak tu sobie radzą tutejsi mieszkańcy skoro nikt nimi nie rządził, ani nie opiekował się. Byli właściwie pozostawieni sami sobie, no i efekty tego właśnie widać - niezdyscyplinowana straż miejska, która robi co chce, a półświatek przestępczy rośnie w siłę. Wtedy też podczas tych rozmyślań dotarli na plac Vox Populi, widać było, że chociaż handel wśród mieszkańców prosperuje jako tako. Zastanawiał się nawet nad kupnem czegoś, ale nie miał na to teraz czasu, wzywały obowiązki. Podjechał pod komisariat i zostawił Tigrida w pobliskiej stajni, zaraz za nim podążała piątka pancernych pilnująca bezpieczeństwa swojego pana. Wejście do komisariatu zablokowała dwójka strażników, Emerick postanowił ich troszkę sterroryzować.
- Jak śmiesz, ty żołdaku! Jam jest pan tych ziem, Emerick i powinieneś się odnosić z szacunkiem do szlachcica, żołnierzu! A teraz wpuście mnie albo was każe na tym pręgierzu posadzić!

Narrator:
Strażnicy od razu pożałowali, że się tak odezwali. Spuścili głowy w dół i odgrodzili ci wejście.
- Wy-wybacz nam panie, my nie wiedzieliśmy..
Wszedłeś więc do komisariatu, siedziby władz miasta. Do budynku, do wielkiej sali przyozdobionej dziesiątkami kolumn w których widnieją lampy świecowe rozświetlające częściowo mrok. Przy wejściu znajdowała się recepcja i inne pomniejsze biura. Spostrzegłeś jak pod recepcją stoi znany ci krasnolud, który ledwo dorasta do lady. Jakiś urzędas zaczął go spisywać.
- Kazmir MakBrewman... Ma pan certyfikat kapitana?

Kazmir MacBrewmann:
- Mam. Burknął i spojrzał w bok gdy położył dokument. Uradował się widząc Emericka, pana tych ziem. Zabrał dokument nim urzędas go chwycił i odszedł od lady wołając:
- Emerick! Powiedz tym idiotom żeby sie odpierdolili od uczciwych osób i lepiej zajęli Garugą. Bo mnie chuj strzeli!

Zaidaan:
ÂŚrodek komisariatu, a właściwie pałacu, w którym znajduje się komisariat jest iście imponujący. Emerick rozglądał się we wszystkie strony podziwiając mistrzostwo i kunszt architekta i budowlańców, którzy ten pałac postawili. Należą im się prawdziwe gratulacje i sowita nagroda. Oglądanie wnętrz przerwał niski głos jakiegoś brodacza. Hetman długo się nie musiał przyglądać aby dostrzec w nadbiegającym krasnoludzie znanego i lubianego Kazmira. Echo jego wołań odbiło się po pustej przestrzeni i natychmiast wróciło powtarzając te same słowa. Emerick ucieszył się na widok starego, dobrego towarzysza.
- Witaj Kazimir! Co ty tu robisz?
Zapytał podchodząc z uśmiechem na twarzy, szybko jednak zmienił wyraz twarzy i zimnym wzrokiem zranił urzędasa.
- Zostawcie go, nic złego nie zrobił. Jestem panem tych ziem i taka ma wola!
Podszedł bliżej krasnoluda i uścisnął mu po przyjacielsku dłoń.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej