Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Do trzech razy sztuka
Longinus Podbipięta:
Jak się też okazało, po domu nie krzątał się nikt, z kim by już rozmawiała. Przewinęła się kucharka i właściciel domu.
Ilhrim Aeder z Peridionu:
//O nich mi właśnie wcześniej chodziło xd
Brak nowych osób nie zdziwił zbyt mocno Isabelle, wszakże mimo wszystko sprawdziła już niemały kawałek posiadłości i najpewniej spotkała by nową twarz już jakiś czas temu. Przechodząc jednak najpierw obok kucharki, a następnie obok właściciela, maurenka pomyślała, że zabranie dość jednak niebezpiecznego bandyty do zaprzyjaźnionego doktora nie mogło raczej przejść niezauważone przez tą dwójkę. Logicznym wydawało sie więc zwykłe zapytanie sie ich o to. Pierwszym celem, którego obrała sobie za cel do przepytania okazał się wlasciciel.
-Witam panie Tuffle - powiedziała kłaniajac się lekko z w sumie niewyjaśnionego powodu Isabelle - Wie pan może czy są jakieś wieści na temat tego bandyty zabranego przez pana sługę? - Tu przypomniała sobie, że w sumie nie wie ani ile czasu minęło od odejścia elfa, ani gdzie znajduje się mieszkanie lekarza, a co za tym idzie, czy był w ogóle czas by informacje inne niz samo wyjscie dotarły. Po zadaniu tego pytania, zaczęła nieco przewracać oczyma na prawo i lewo unikając też w tym trochę odpowiedzi, gdyż ta mogła nieco ją skompromitować, szybko jednak wróciła do pełni władzy w swych oczach i przypominając sobie, że zadanie sie jeszcze nie skończyło spytala znowu:
- O... I czy działo się tu coś niezwykłego w czasie, gdy byłam na górze? - zakończyła wskazując palcem w górę, jakby chciała podkreślić z jakiegoś powodu fakt, że tam była... Zdawało sie to jednak nie mieć większego znaczenia dla całości pytania.
Longinus Podbipięta:
Tuffle uśmiechnął się, widząc maurenkę.
- Obawiam się, że nie wiem. Ale powinni niedługo wrócić.- odrzekł.- Nie, nic też nie zwykłego się nie działo. Tak przynajmniej sądzę. Ale cieszę się,że jest panienka coraz bliżej rozwikłania tej sprawy.
Ilhrim Aeder z Peridionu:
-Pozostaje więc chyba cierpliwie czekać - powiedziała i wzdychnęła... z ulgą? Ze zdenerwowaniem? Trudno było to powiedzieć, było można jednak odczuć, że zależało jej na życiu złodzieja, nawet jeśli tylko dlatego aby jej zadanie się powiodło.
- Nie tak blisko jak bym tego chciała niestety... Chciałabym móc już w pełni ogłosić zwycięstwo, ale chciałabym też mieć jeszcze pewność, czy tym razem rabuś był sam, czy jednak ma jeszcze do pomocy kogoś innego, kto tylko czeka na odpowiedni moment by wykonać ruch. - atmosfera po tej odpowiedzi stała się nieco nieprzyjemna, wiec by ją choć nieco poprawić maurenka dodała jeszcze - Choć może tym razem nie potrzebowali aż dwójki, ich przeciwnikiem nie był w końcu znowu ciasny komin
Longinus Podbipięta:
- Trzymam kciuki. I proszę, to klucze od głównych, a to od tylnych drzwi.- wręczył ci dwa kluczyki.- Proszę zamknąć. Moja służba ma własne.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej