Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
O złotniku co złoto kradł
Longinus Podbipięta:
Czas mijał. Powoli niczym ślimak przechodził obok Ciebie. Sekunda za sekundą. Minuta za minutą, godzina za godziną, aż w końcu słońce schowało się za budynkami. A po jakimś czasie zapanował król nocy - księżyc. Zapanował mrok nocy, jednak rozświetlały ją lampy. Lecz nie wszędzie świeciły...
//Godzina 21.30, panuje noc, lecz na razie widzisz dobrze dzięki latarniom.
Szarleǰ:
Szarlej wstał ociężale, rozprostował kości i kryjąc się w cieniu udał na tyły budynku, zaglądając do środka przez okna. Miał nadzieję, że służba jak i właściciel zasnęli bądź opuścili budynek. Musiał znaleźć sposób, by dostać się do środka.
Longinus Podbipięta:
Przez okna widziałeś jedynie pojedyńcze sylwetki. Nie mogłeś określić niestety jakie. Nie było też żadnej "prostej" drogi do środka. Trochę luźnych skrzyń i murek towarzyszący ścianie budynku.
Szarleǰ:
Wychodziło na to, że niektóre nocne marki wciąż plątały się po budynku. Nie było sensu narażać się i ryzykować wykrycie, tak więc Kruk postanowił iż poczeka jeszcze trochę, a gdy zapadnie późna noc najzwyczajniej w świecie włamie się do środka. Schował się za murkiem, tak, by nie było go widać z okien i czekał. Normalnie by się zdrzemnął, lecz spał naokrągło przez ostatni rok, zatem spać mu się wcale nie chciało. Oddał się więc zadumie nad sensem istnienia, wpatrując z zachwytem w gwieździsty nieboskłon.
Longinus Podbipięta:
Doszłeś do wniosku, że sens istnienia zależy od sposobu siedzenia i w końcu się doczekałeś. Ruch w budynku chyba przestał istnieć. Nie zauważyłeś od dłuższego czasu kogokolwiek.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej