Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W hemisową noc
Melkior Tacticus:
- O nie, nie za tego życia. Oni tam są nienormalni, jak to nekrusy - powiedział cicho - Są na Valfden inni, zdrowi psychicznie specjaliści od tych spraw. Ojciec ostrzegał przed nimi.
Narrator:
Rozmowe przerwał dzwon okrętowy oznajmiający wejście do portu w Sushan. Historia tego dość egzotycznego miejsca zaczyna się w 16 roku III Ery, kiedy to utworzono Kolonię Karną Mor Andor. Jaki to ma związek z miasteczkiem oddalonym od Kolonii o setki kilometrów? Otóż w dniu gdy nad gminą Afers zawisła magiczna bariera, zamknięto też portal do Tinriletu. Na Valfden została spora grupa mieszkańców tego egzotycznego świata, nigdy nie poskarżyli się na to iż nie dano im możliwości powrotu do swego świata. Większość została w dystrykcie Kadev, część osiedliła się w hrabstwie Verran z racji na podobny klimat. Bogaty kupiec Xao Tang wziął ogromny kredyt w Ekkerundzkim banku i zainwestował w założenie na wyspie Feros portowego miasta Sushan. Po 6 latach od założenia osada liczy sobie lekko ponad tysiąc mieszkańców, leży na północno - zachodnim krańcu wyspy. Na uboczu, z dala od czujnych oczu floty i wojska. Sprawiło to że miasto zaczęło przyciągać wszelkiej maści awanturników, przemytników, najemników i piratów. Oczywiście, oficjalnie obowiązuje tam prawo Valfden. Jednakże prawda jest taka że Sushan jest bardziej "wyzwolone" niż (już nie) Wolne Miasto Ekkerund.
Stary Nelson:
Gdy tylko zeszli na ląd udali się do karczmy "ÂŁysy Orangutan". W miejscu tym roiło się od najemników z chyba każdego zakątka świata. Powód? Coroczne spotkanie Konfederacji. 25 kapitanów zebrało się by podsumować rok. Po krótkim odpoczynku udali sie na drugie piętro gospody. Zaaranżowane na salę obrad. Ashog został przed drzwiami, Nelson wszedł do pomieszczenia z Melkiorem. Było tłoczno, każdy miał prawo wejść z jednym strażnikiem... Obrady zaczął Meynard z Garugi. Podsumowanie zajęło mu dwie godziny. Potem przez trzy godziny omawiano sprawy bieżące... Aż temat zszedł na Torreno.
Narrator:
W zasadzie to nikt nic nowego nie powiedział. Głos zabrał jedyny w towarzystwie krasnolud.
- Wasze pierdolenie nic nie zmieni. To że jest liszem wiemy wszyscy. A ci co wydali mu bitwe morską to już na pewno. Trzeba odnaleźć jego serce!
- Brawo geniuszu... A jak? Co jeśli zostawił je w Tinrilecie? Wtrącił Meynard, gubernator Garugi.
- Wtedy jesteśmy w dupie. Ale, musimy zinfiltrować...
- Taa... lisz zdrradzi swój największy sekret. Nawet własnej matce nie powie. Wtrąciła starsza kobieta o tinriletańskich rysach twarzy. - Sushan nie ma z nim problemu, tylko Garuga jęczy jak kotka w rui. Meynard zacisnął pięść ze ze złości na te słowa, siedział cicho. Potrzebował Starej Mei i Sushan. Kobieta kontynuowała.
- Ktoś mi powie kretyni o co poszło, po za kradzieżą złota którego i tak nie odzyskacie?
Stary Nelson:
- O nic więcej, reprezentuje tutaj neutralnych kapitanów i zapewniam wszystkich że z dobrego źródła wiem że Torreno nie wie że okradł Konfederację, on się po prostu broni. Meynard, próbowałeś ty z nim porozmawiać?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej