Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Narrator:
Krasnolud zdążył dosłownie w ostatniej chwili. Kamień rozbił się o mur niszcząc stanowisko z armatą. Teraz gruzy odcięły paladynów od reszty obrońców. Ci co byli po stronie zakonników zostali wyrżnięci przez Marduke'a, reszta była po drugiej stronie, gdzie zamierzali ponownie wystrzelić z armat.
Zaidaan:
Szachraj w końcu odwrócił się na drugą burtę. Poczekał chwilę aż załoga ustawi odpowiednio działa, aby jak najwięcej trafiło w mur.
- Ognia!
Ryknął po raz kolejny do załogi, a ta ponownie odpaliła lonty. Miał nadzieję, że w końcu mury ustąpią i będą mogli w końcu zaatakować.
Dragosani:
Po kolejnej salwie fragment muru zawalił się. W umocnieniach była teraz spora wyrwa, przez którą można było dostać się na dziedziniec. Bandyci z murów zaś zaczęli się tam wycofywać. Wciąż było ich sporo. Pośród nich, w dymie z pożaru i mroku nocy, walczył Dragosani. Powalił już wielu i zapewne wielu jeszcze miał powalić. Jednak potrzebował pomocy. Nawet w pojedynkę nie poradziłby sobie ze wszystkimi. Pozostali buntownicy wciąż starali się odeprzeć atak z drugiej strony fortu.
Na dziedzińcu
32 x Kusznicy
47 x Bandyci
Nawaar:
Marduke uratowany, skała natomiast roztrzaskała się, oddzielając przeciwników od braci zakonnych. Najlepsza okazja na chwilę odpoczynku, ale cóż trzeba było robić swoje. Część murów upadła, od strzałów z brygu i nie było szans dostania się dalej, i eliminować buntowników na murach! Dlatego mając w ręku już tarczę oraz młot powiedział. -Za mną! Do króla! Do Marduka, który skutecznie sobie poradził z eliminacją kilku bandziorów, ale to nadal mało, a Drago musiał sobie radzić sam! Jednakże ile jest wstanie pociągnąć w pojedynkę? Dlatego ponownie wykorzystał jeden z darów Zartata, i przemieścił się w sam środek zbiegowiska, które składało się z samych kuszników. Biedaki zostali mocno zbici, z tropu! - Waszmość długo czekał? Zwrócił się do wampira, będąc na głównym placu, lecz pogaduszki zostawmy na później.
Krasnolud nie czekał aż jego przeciwnicy, zdążą wyciągać swoje bronie albo strzelić do brodacza. Paladyn szybko acz skutecznie zaczął eliminowanie wrogów. Na początku tego co miał przed sobą, uderzył zamachem za swojej głowy prosto w twarz kusznika, a konkretnie w jego nos. Przeciwnik zakwilił, ale z racji braku ochrony w tej części twarzy skutkowało zalaniem się krwią oraz zapadnięciem się tej części do środka. Wyglądało paskudnie, lecz skutecznie pozbawiło go ochoty do walki. Mdlejący człowiek ukląkł i dokonał żywota w tym momencie, kiedy drugi zamach z góry na dół wyprowadził kanclerz trafiając srebrnym obuchem prosto w czubek jego głowy. Czaszka uległa sile uderzenia, uzewnętrzniając mózg, ale marszałka to już nie ruszało, jednakże jego koleżków stojących obok również.
Kiellon pozbierał się na momencie, po wykończeniu pierwszego kusznika i wziął się za następnego, którego miał po prawej stronie. Tutaj rycerz zrobił obrót, zasłaniając się wpierw tarczą, by później wyprowadzić zamach z ukosa na ciało kusznika. Człowiek oberwał dość skutecznie, bo zamarkowanie obrony było nie do pomyślenia przez zwyczajnego bandytę, który skończył z połamanymi żebrami. Trzask kości tak często przyjemy tutaj natomiast nie był dla człowieka, ale dla krasnoluda wręcz odwrotnie. Wiadome już było, że oponent jest nie zdolny do walki z racji przebitego płuca przez kości. Jednak dopiero drugie uderzenie było śmiertelne, bo na wpół żywego człeka spadł drugi cios w brzuch. Organy wewnętrzne doznały szoku, bo zostały brutalnie zmiażdżone i nawet prowizoryczna ochrona w postaci skórzanego napierśnika, nie stanowiła żadnej ochrony, więc doszło do krwotoku wewnętrznego, co skutkowało bolesną śmiercią w konwulsjach.
Kanclerz dalej już nie miał takiego szczęścia z bezbronnością przeciwników, gdyż dwóch strzelców chciało go bezpruderyjnie zastrzelić. W ostatnim momencie to zauważył, i przesunął swoją dłoń na pętelkę swego młota, by użyć na kusznikach telekinezy i zderzyć ich ze sobą, więc pociągnął jednego za ramię, by wpadli na siebie plan się udał, bo to wystarczyło, żeby ich wybić z założeń. Jednak nie mógł sobie pozwolić na dobicie ich, gdyż został zaatakowany przez następnego, który dobił szybkiego sztyletu. Kiellon zablokował atak zasłaniając się tarczą. Blok wykonany skutecznie, bo ostrze z metalicznym dźwięki ześlizgiwało się po stalowej tarczy, młot powrócił do jego ręki, by brodacz mógł wyczekać na kontratak. Człowiek będąc znacznie mobilniejszym chciał zaskoczyć krasnoluda, atakując raz za razem w różne strony, ale bronił się niemal o włos. Zmęczenie narastało a to był dopiero początek. Walka odbywała się cios-blok, przez jakieś piętnaście sekund dopóki brodacz nie nauczył się ataków oponenta! Wtedy skontrował swoim uderzeniem, trafiając młotem w sztylet, który pękł a jego ostrze poleciało pod stopy krasnoluda. Człowiek mając wyraz szoku w oczach, nie przewidział tego, że to było jego ostatnie uderzenie, gdyż paladyn miał dość czekania, i pchnął kusznika w brzuch głownią młota, gdy ten się zgiął w pół, został uderzony z dołu do góry, obrywając bezpośrednio w szczękę, która nie mogła wytrzymać takich ataków. Człowiek poleciał na plecy brocząc we krwi i bez kilku zębów. Kiellon podszedł do niego i ostatnim uderzeniem jak zawsze w głowę zakończył żywot kolejnego kusznika. Kolejne zwłoki na jego kącie, które nie wyglądały, a nie mówiąc już o ponownym ich wykorzystaniu przez nekromantów w postaci zombich!
Paladyn nie poprzestawał na tym, bo jednak para kuszników podniosła się, i chwyciła ponownie za broń dalekosiężną, więc brodaczowi nie pozostało nic innego, jak wykorzystać moce magiczne. Kiellon schował młot za pas, by już instynktownie pobrać moc magiczną do swojej prawej dłoni wraz z przyjemniejszymi chwilami, i wypowiedział inkantację pocisku esencji. - Izeshar! Kula bladej energii pojawiła się w dłoniach krasnoluda, który szybko rzucił pociskiem, za pomocą telekinezy w pierwszego strzelca. Niwecząc jego plany na zastrzelenie krasnoluda jak, i jego życie poprzez wypalenie dziury w jego torsie.Wypalone płuca skutecznie uniemożliwiły mu dalsze funkcjonowanie, co równało się ze śmiercią! Kanclerz sięgając głębiej w swoją małą duszyczkę, na nowo wyciągnął resztki mocy magicznej i ponowił inkantację pocisku esencji. - Izeshar! Wewnętrzna energia zamieniła się ponownie w kulę ze sfery życia, która mogła siać zniszczenie na placu boju. Marszałek bractwa nie miał czasu na podziwianie swojej mocy, bo kusznik widząc jak jego kompan leży z dziurą w klacie, szykował się do strzału, lecz tutaj bez omyłki krasnoluda, posłał swój pocisk dzięki telekinezie, omijając innych przeciwników, by trafić w tego konkretnego w głowę! Smród strawionej twarzy rozniósł się po okolicy, powodując dużo nie przyjemności dla okolicznych ludzi.
Najważniejsze to, że mógł czuć się nieco spokojniejszy, a i król miał wsparcie, które oczekiwał. Brodacz na sam koniec zasłaniał się tarczą, dobywając młot zawczasu. Właściwe dobrze, że Marduke przybył wraz z nim, bo w razie czego ponownie użyje przemieszczenia.
27 x Kusznicy
47 x Bandyci
Marduk Draven:
Z początku Marduke chciał przemieścić się do reszty wrogów z muru, jednak widok króla w opałach zmotywował go do działania. Tuż po Kiellonie Draven nabrał rozbiegu i wyskoczył z mostu, jednocześnie wykorzystując boski dar przemieszczenia.Wylądował w idealnej chwili i miejscu, komponując swoje opancerzone kolano z zębami jednego z bandytów. Wylądował po tym na ziemi i natychmiast odbił szablą cios miecza, który spadł na niego z góry. Następnie ciął bandytę od prawej, w szyję, lecz ten obronił się swoją klingą. Marduke uderzył go pancernym ramieniem, taranując go, po czym wykorzystał utratę jego równowagi i ciął samym końcem czarnej klingi po szyi, rozcinając ją. Posoka buchnęła jak fontanna.
Odwrócił się w porę by mieć szansę na uchylenie sie przed ciose wymierzonym w jego szyję. I udało mu się to. Ledwo. Miecz odciął mały kosmyk jego długich, kruczoczarnych włosów, spływających z hełmu. I wtedy Marduke, można by rzec, zdenerwował się. Bandycie, który zaatakował wymierzył potężny kopniak w kolano. Coś chrupnęło, trzasnęło, zbir zawył i upadł na złamane i zdrowe kolano, po czym stracił dla Dravena głowę.
Dosłownie. Szabla błysnęła jak czarna smuga i jak masło przecięła szyję zbira, separując ciało od głowy.
Paladyn zebrał energię magiczną w dłoni i w porę odbił szablą cięcie sztyletu, efektywnie go łamiąc.- Izeshar!- zainkantował i uderzył pociskiem esencji, czerwonym od gniewu w twarz bandyty, któremu zniszczył broń. Z twarzy nie zostało kompletnie nic, prócz prochu.- Pulvis es et in pulverem reverteris.- warknął sentencjonalnie do trupa.
Następnie innego napastnika pchnął telekinetyczną mocą tak, że wpadł na trzech innych, przewracając ich, oraz odwracając kusznika. Skierował energię magiczną raz jeszcze do dłoni.- Izeshar!- zawołał i cisnął w kusznika kulę czerwonego światła, idealnie w jego tors. Pocisk wypalił piękną dziurę na wylot, pozbywając się problemu serca i lewego płuca zbira.
- Izeshar!- rzekł znów Draven, gdy zebrał energią magiczną po raz trzeci. Zablokował odgórne cięcie szabli wymierzone w czubek hełmu, czy też głowy. Zbir szybko odskoczył i zalał paladyna serią cięć z najróżniejszych kątów, jednakże Marduke nie był byle chłystkiem i z łatwością zablokował każdy cios, by finalnie celnym cięciem pozbawić bandyty miecza, zostawiając w jego dłoni samą tylko rękojeść pozbawioną ostrza. Następnym ruchem było uderzenie pociskiem esencji w tors. Znów wypalił on dziurę w nim.
Kolejny bandyta zaatakował od boku, jakby chciał zaskoczyć paladyna. Lecz nie wiedział, że jest to niemal niemożliwe, że Marduke jest zawsze czujny. Po za tym to darł ryja jak opętany. Marszałek Koronny odbił pchnięcie w górę i minął wroga szybkim zwodem. Zawinął młyńca szablą i ciął od prawego skosu, w szyję. Nie udało sie - bandyta był gotowy i obronił się. Kontraatakował od dołu, w brzuch Kanclerza, lecz i teraz spotkał się z szablą. Metal zgrzytnął, a wrogowie odstąpili od siebie. Draven zamarkował cięcie w pachwinę przy kroczu a bandyta posłużnie odsłonił dłoń, którą stracił po szybkim chlaśnięciu czarnej rudy. Jego ryk nie trwał długo, bowiem poziome cięcie wymierzone w szyje pozbawiło go głowy i życia.
26 x Kusznicy
42 x Bandyci
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej