Zamówienie krasnoluda zostało w miarę szybko zrealizowane. Wódka (nawet nie zimna, letnia) została przyniesiona, jedzeni także. W tym czasie, karczmarz odbierał zamówienie Marduka.
- Lekkie słodkie wino? - powtórzył wyraźnie zdegustowany. - A coś ty, pedał jakiś? Bo tylko tacy pijo takie wina, bleee... - Sam nie był chyba fanem takich napitków. Albo był kryptogejem i w ten sposób się ukrywał. Jednak spostrzegł zbroję Dravena. - Znaczy... ehm... mości rycerzu, zara dam. Pewnie taki wasz ślub rycerski, co się chwali, że takie poświęcenie dla boga. - Wykonał znak ognistego miecza Zartata. - To zara dam. A jak kto powie, że to pedały pijo, to prosze powiedzieć, to po ryju dam! - Oto jak szybko zmienił zdanie. - I z karkówką to będzie... ee... dwadzieścia grzywien! - zawołał. No i oczywiście nakazał zrealizowanie zamówienia, gdy tylko rycerz zapłaci.
Tymczasem Kazmir szukał Szachraja. Wypatrywał brygu. Problem polegał na tym, że dosłownie KAÂŻDY statek w porcie był brygiem. Ot, złośliwy zbieg okoliczności. Oczywiście tylko niektóre miały jakiekolwiek oznaczenie, nie był to wszak okres historyczny kiedy to statki miały wyraźne napisy na nieskazitelnie białych kadłubach. A samych brygów było osiem. Niewiele, no ale zawsze.