Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pas i ostrogi - Gascaden
Gascaden:
- Panie Marlon... To nie musi się tak kończyć..
Odparł podnosząc ręce do góry spoglądając na muszkietera. Po raz kolejny jaszczur znalazł się w sytuacji kiedy jakiś skurwysyn postanawia celować do niego, czy to z pistoletu, czy to z muszkietu. Gdy zajmował wtedy Marlona rozmową, o tym, że to się tak nie musi kończyć, zbliżał się swoim ogonem coraz bliżej. Po chwili zaczął go ostrożnie owijać wokół nogi przeciwnika, który z racji że ma na sobie pancerz nic nie czuje.
- Ale pan już chyba podjął decyzję.
Dodał jeszcze na koniec i po powiedzeniu tych słów szybkim, sprawnym, profesjonalnym ruchem pociągnął ogon, a wraz z nim poleciała również noga kapitana straży, który zaskoczony wystrzelił z muszkietu trafiając w sufit i robiąc w nim taką małą dziurę po kuli. Marlon od razu upadł swoim blaszanym dupskiem na ziemię gubiąc gdzieś po drodze muszkiet. Gascaden natychmiast podbiegł bliżej i kopnął w leżący obok muszkiet, wykopując go gdzieś dalej poza zasięg ręki Marlona. Potem jeszcze kilkoma kopniakami w łeb próbował pozbawić go przytomności.
Marduk Draven:
Twój plan szedł świetnie do momentu, do którego kopnąłeś z jego zasięgu muszkiet. Marlon dobył pistoletu i wymierzył, po czym strzelił. Niestety kopnąłeś go w twarz i straszliwie chybił. Kula jedynie drasnęła Twoją skroń, lecz i tak bolało jak diabli. Krew zaczęła Ci ściekać na lewo oko. Z kolei huk zwabił dwóch strażników z zewnątrz. Bez słowa dobyli mieczy i ruszyli na Ciebie.
2x gwardzista
1x Marlon(jest przytomny, podnosi się)
//Otrzymujesz:lekka rana cięta
Gascaden:
Jaszczur miał nadzieję, że szybko uda mu się obezwładnić kapitana straży Marlona, jednak wyszło inaczej. Jak to mówią: plan był dobry, ale wykonanie chujowe. W dodatku skurczybyk zdążył wyciągnąć pistolet i strzelić, przez co na szczęście tylko drasnął skroń jaszczura, choć prowadzący nad tym wielce ubolewał i żałował, że nie trafił lepiej. Jakby to dla Gascadena było mało, to w jego stronę ruszyło jeszcze dwóch przydupasów Marlona, którzy na szczęście nie pomyśleli o sięgnięciu po tarcze, a ruszyli z samym mieczem. Jaszczuroczłek wiedział, że znalazł się w chujowej sytuacji, która gorzej się skończyć nie może i jedyne co mu pozostało to walka na śmierć i życie. Natychmiast dobył młota i pierdyknął nim w żuchwę kapitana straży, która nie była chroniona. Marlon gubiąc parę zębów, poleciał z powrotem na plecki z rozwaloną żuchwą, może tym razem już nie wstanie tak prędko. Dla pewności jeszcze, że nie wyrwie kule w plecy, wykopał jego pistolet na drugi koniec pomieszczenia. Teraz nadeszła pora zająć się dwoma przydupasami, którzy ruszyli w jego stronę. Szarżowali jednocześnie, a Gascaden czekał w miejscu, spokojnie, sprawiając pozory łatwego do zabicia, jedynie wyciągnął jeszcze topór. Gdy obaj gwardziści znaleźli się w zasięgu ogona, jaszczur jednym sprawnym ruchem podciął nogi jednemu przez co wywinął orła w powietrzu i wylądował swoim żelaznym dupskiem na ziemi, a mimo to drugi dalej nacierał. Strażnik uniósł miecz do góry, próbując wykonać atak zamachowy od góry na łeb jaszczura, ale przy tym odsłaniając swoje ciało i narażając je na atak, a jak wiadomo, Gascaden potrafi to wykorzystać. Wykorzystując całą swoją jaszczurzą siłę w łapę, pierdyknął młotem w okolice żeber, które były bądź co bądź chronione przez napierśnik, ale mimo to przeciwnik musiał poczuć to uderzenie. A w tym momencie właśnie, kiedy docierała do niego informacja o tym uderzeniu, Gascaden uderzył młotem w nagolennik, przez co automatycznie wróg zgiął nogę, a drugą wystarczyło tylko podciąć, co też jaszczur zrobił wywracając strażnika na ziemię. Jaszczuroczłek szybko uderzył swoim młotem w prawą rękę gwardzisty, w której trzymał miecz, ale w tą niechronioną, wewnętrzną część miażdżąc całą tamtejszą kość. Gdy przeciwnik już miał krzyczeć z powodu zmiażdżonej ręki, Gascaden postanowił podciąć mu gardło, żeby mieć już jednego wroga z głowy. I tak, miał już go z głowy, lecz w tym samym momencie kiedy jaszczur już wstawał od martwego ciała, odległość między nim a drugim gwardzistą była niewyobrażalnie mała. Strażnik zatrzymał się tuż przed jaszczurem i zamierzał wykonać cios od boku, po żebrach gadziny. Lecz ta gadzina nie chciała umierać, przynajmniej nie teraz i szybkim ruchem topora jaszczuroczłek trafił w niechronione łączenie zbroi na ręce przeciwnika, w której trzymał miecz, tak aby mógł spokojnie odciąć ją od reszty ciała człowieka. Co też się stało w następnej sekundzie walki. Gwardzista został pozbawiony ręki, która lecąc w stronę jaszczura, spadła gdzieś przy jego stopie. Teraz zostało mu jedynie dobicie gwardzisty z odciętą ręką i Marlon, który powoli się zbierał z podłoża z rozwaloną żuchwą.
1x gwardzista
1x Marlon
Marduk Draven:
Gwardzista po amputacji stracił przytomność. Z kolei okaleczony Marlon podniósł się i najzwyczajniej w świecie z furią zaatakował Cię szablą.
- Sapije Fie fy jassusy sfuffielu!- wymamrotał z wybitymi zębami. To chyba była groźba.
Gascaden:
Gdy jaszczur miał dokonać pięknej egzekucji, to akurat jego ofiara czyli ten strażnik spierdolił wszystko i postanowił zemdleć, bo widocznie ucięta ręka mu wystarczy. A niech tak będzie, niech się wykrwawi, została mu jeszcze jakaś minuta życia zanim utraci zbyt dużo krwi. Wydawałoby się, że wszyscy przeciwnicy zostali pokonani, jednak z podłogi po raz kolejny podniósł się już teraz bezzębny kapitan straży Marlon. Facet widocznie nie chciał się poddawać i jaszczur faktycznie zalazł kapitanowi za skórę. W dodatku przysporzył gadzinie dodatkowych problemów. Nie wiedział czy zabić ulubieńca miasta i mieć spokój, ale z drugiej strony tłumaczyć się przed całym miastem, chociaż wiadomo że i tak nie uwierzą, czy może ogłuszyć go i podstawić przed burmistrzem, wtedy przynajmniej nie zostanie nadziany na widły rozwścieczonego tłumu. W takim razie Gascaden wybrał tamtą drugą, mądrzejszą opcję, odrzucił swój topór i sięgnął po puklerz, który zdążył wyciągnąć w ostatniej chwili i w dodatku ustawić go tak, że szabla po prostu się ześlizgła, a z racji dużej władowanej siły w ten cios, Marlon wraz z szablą lekko zlecieli na dół. Jaszczuroczłek widząc tak idealnie pochylony cel aż musiał to wykorzystać i rąbnął swoim młotem w te plecy, że aż go ponownie sprowadzono do parteru. Ile jeszcze razy Gascaden będzie go musiał kłaść żeby już więcej nie wstawał, przynajmniej tak na kilka godzin? Leżący na brzuchu Marlon sięgał z bólem po sztylet, bo i to jeszcze mu zostało. Jaszczur natychmiast wykopał szablę na drugą stronę, a rękę ze sztyletem najzwyczajniej zmiażdżył. Sam sztylet również wykopał, rozbrajając delikwenta całkowicie, teraz zaczął się rozglądać za jakimś miejscem gdzie by mógł tego człeczynę zostawić.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej