Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pas i ostrogi - Gascaden
Marduk Draven:
Marlon w końcu stracił przytomność, tuż po paskudnym ryku z bólu po uderzeniu w plecy a potem zmiażdżeniu kości dłoni. Dostrzegłeś krzesło, które wyglądało na solidne, oraz kawał jakiegoś druta. Tak ze 2-3 metry. Starczyło na związanie kapitana straży.
Gascaden:
Jaszczur w końcu się uszczęśliwił, że skurwysyn postanowił w końcu paść ogłuszony. Z drugiej jednak strony smuciło go, że będzie go teraz musiał targać w tej całej jego zbroi aż do krzesła, żeby go podnieść i na nim usadowić. Westchnął ciężko i ściągając mu z głowy hełm odrzucił go gdzieś na bok, bo tak. A potem zaczął targać właśnie w kierunku tamtego krzesła. Gdy po wielu zmaganiach w końcu siedział spokojnie na krześle, jaszczur ruszył po drut i obwiązał go dokładnie, osobno spętał mu nogi jak i ręce w kostkach i nadgarstkach. Tak teraz jeszcze nasłuchiwał czy jakiś strażnik nie nadbiega czy coś innego.
Marduk Draven:
Zapadła błoga cisza. Mogłeś w końcu iść tam, gdzie chciałeś.
Gascaden:
Cisza, nareszcie. Gascaden już zmierzał w stronę wyjścia, ale..! Zawrócił jeszcze po toporek, który schował przy pasie, dostrzegł jeszcze tą odciętą rękę przy cielsku wykrwawiającego się. Jaszczur postanowił wziąć tą rękę, ale wpierw rozbroił ją z trzymanego miecza, następnie z lekko kapiącą ręką podszedł do nieprzytomnego Marlona. Włożył mu między pośladki dłonie tą rękę aby nie czuł się taki samotny. Teraz wiedząc, ze zrobił tu wszystko i zapewnił kapitanowi towarzystwo wyszedł z budynku.
Marduk Draven:
Miasto żyło jak żyło. Nikt o dziwo nie słyszał tamtejszej jatki.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej