Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rumu szum, morza smak
Marduk Draven:
Paladyn oddelegował jednego z rycerzy, by ten zostawił jego konia w stajni. On tak też zrobił i szybko wrócił.
Nawaar:
Krasnolud omal nie usłyszał jak Marduke, zaczął niespodziewanie rozmowę, ale na wieści o awansie nawet nie słyszał nigdy wcześniej! Dlatego nie wierzył czy to prawda, czy fałsz. W każdym razie młody brodacz wiedział co zgubiło jego ojczulka, a była to władza i potęga! Dlatego Kiellon wolał od czasu się narąbać, by nie zatracić siebie, bo każdy kto znał Kharima wiedział, iż pił rzadko albo nawet wcale. - ÂŻartujesz w z tym awansem? Oraz tego kto wpadł na pomysł docenienia mnie? Chcę szczegóły. Spytał o najważniejszą rzecz pomijając sprawę alkoholu oczywiście, bo nikt mu tego nie odbierze, ale w swojej celi zawsze będzie mieć kilka butelek tak dla relaksu. W końcu również zwrócił się do jednego z rycerzy. - Weź mojego konia i ten załóż za mnie w razie czego i oddam tobie co do grosza. Masz słowo krasnoluda! Młody!. Skończył, gdy ten zaniósł konia i czekał na szczegóły odnośnie awansu. Ciekawość była wielka jak cholera, ale cały czas miał śmierć ojca przed oczyma, co napawało go strachem.
Marduk Draven:
- Nie żartuję.- odrzekł całkowicie poważnie.- Jesteś nowym Marszałkiem, jak ja nowym Kanclerzem Bractwa.
Wiem też jak skończył Twój ojciec, więc cóż... raz na jakiś czas chyba możesz się zrelaksować.- dodał.- Ale nie lataj już po czyiś domach po pijaku. Strażnicy powiedzieli mi jak wylądowałaś na plecach jak żółw.- zaśmiał się.
Kazmir MacBrewmann:
Po chwili wszyscy dotarli na nabrzeże gdzie stała zacumowana "Betsy". Skromna Kaziowa koga.
- Zapraszam na pokład.
Nawaar:
Krasnolud uniósł jedną brew w niedowierzaniu, że tak to się potoczyło. Marszałek Bractwa ÂŚwitu, którym został jeden z brodaczy. Pytanie na teraz czy syn pójdzie w ślady ojca? O tym dowiemy się pewnie za niedługo. W każdym razie otrzymał zgodę na spożywanie alkoholu, ale i tak będzie pił więcej! - Skoro to prawda, to niech tak będzie. Tylko uważam, że awanse powinny być oficjalne w kapitularzu, żeby wszyscy rycerze wiedzieli. Takie sprawy muszą mieć ręce i nogi. Kiellon takie zasady zawsze szanował, bo tak musi być i koniec! - Ja nadal twierdzę, że mnie tam nie było, także moją opinię już poznałeś. Urwał temat, by dojrzeć łajbę. Okazała to ona nie była, ale miał nadzieję, że poszycie nie rozwali się o byle kamyczek. To również się okaże po czasie. - To wchodzimy. Ostatni raz jak byłem na pokładzie to cała ekspedycja potrwała kilka miesięcy! Oby było inaczej. Dodał lekko załamując głos, bo wiele go wtedy ominęło w sumie jak każdego podczas rejsu na Zuesh! Paladyn po kilku sekundach przyzwyczaił się do kołysania, będąc gotów do podróży. W międzyczasie jak czekał, aż wszyscy się zapakują to nabił pistolety i muszkiet żelaznymi kulami, bo w sam raz na wszelakie zjawy i inne mniej uduchowione duszyczki.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej