Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Sprzeczka sąsiadów

<< < (2/29) > >>

Zaidaan:
I nic nie chciało jak na złość wyjść, bo i po co jak ofiara już jakiś dziwne kule trzyma w łapie? Prędzej oberwie się jakimś pociskiem w łeb. I oberwałeś. Nie wiesz, z której strony, ale trafiło prosto w hełm. Nic Ci to nie zrobiło, prócz lekkiego zaskoczenia. To był prawdopodobnie sygnał do ataku. Z krzaków wylazły jakieś dziwne, wysokie stwory, w dodatku uzbrojone w cholere wielkie topory i niepłytową zbroję. Dwóch z prawej, jeden z lewej.


3x Nieznani napastnicy

//: Napastnicy znajdują się 18m od Ciebie.

//: Z racji Hemis i minusowej temperatury otrzymujesz karę -1 finiszer.

//: Kara - osłona nocy też obowiązuje.

Marduk Draven:
Marduke zaklął jeszcze bardziej niż poprzednio. Na szczęście miał na łbie hełm, który uchronił go od.. czegoś. Następnie trzy dziwaczne stwory wyszły z krzaków i zaatakowały go. Draven opanował swoje zaskoczenie. Byli na razie jeszcze daleko i dzierżyli broń do walki wręcz. Byli też w zasięgu pocisku esencji, a paladyn trzymał jeden z nich w dłoni. Wykorzystał telekinezę i cisnął go w jednego z nadciągających wrogów, tego po lewej, trafiając go nim w twarz, która uległa paskudnej deformacji i natychmiastowemu spaleniu, aż do gołej kości. Draven zebrał energię magiczną od swego pana raz jeszcze i skierował ją w wolną dłoń.
- Izeshar!- zainkantował. Dwaj pozostali wrogowie byli już bliżej. Paladyn cisnął kolejny pocisk esencji w drugiego, trafiając w czoło. Gość skończył jak poprzedni, wywracając się na ziemię z impetem. Na placu boju został ostatni napastnik, który był niebezpiecznie blisko. Draven zebrał raz jeszcze energię magiczną.
- Elisash!!- zakrzyknął, aktywując zaklęcie światła, które rozświetliło mroki nocy. Wróg był bliżej, więc marszałek nie marnował czasu, a dobył młota i zaszarżował na szarżującego potwora. Gdy byli w odpowiednim dystansie, paladyn wykonał zamach i mocny odgórny cios wycelowany w głowę wroga, który z kolei chciał się zasłonić drzewcem topora. Niestety impet młota złamał go. Paladyn mocno wstrzymał konia, wykręcając wokół zdezorientowanego wroga i z całej siły rąbnął go w żebra, łamiąc je i powalając go na ziemię. Napastnik splunął krwią. Zaś paladyn szybko zsiadł z konia i przywiązał go do losowego drzewa i podbiegł do leżącego wroga, odkupując z jego zasięgu resztki jego topora. Stanął mu jedną nogą na strzaskanych żebrach, zaś młot przytknął do gardła.
- Kim jesteś?!- warknął.

Zaidaan:
Napastnik splunął krwią na Twojego buta. Twardy był.
- Zuo ou zuq baiuqy, elgva!
Tyle usłyszałeś od przeciwnika. Co powiedział? Cholera wie, zanim zacząłeś się bardziej nad tym zastanawiać to poczułeś jak coś zaczęło się na Ciebie wdrapywać od tyłu na Ciebie. Najpierw gdzieś na nodze, a potem wyżej - na plecach. Dopiero gdy poczułeś coś na wysokości łopatek zauważyłeś jak jakieś drobne łapki pojawiły się przed Twoimi oczami. Niby nic, gdyby nie sztylet w jednej z tych łapek, który zaczął się zbliżać do Twojego gardła.


1x Goblin

Marduk Draven:
Paladyn już miał poczęstować butem wroga, kiedy zaczął zastanawiać się nad jego słowami, które brzmiały niezrozumiale. Nagle jednak coś jakby zaczęło się na niego wspinać. Paladyn zobaczył też sztylet zbliżający się do jego gardła. Chciał zakląć, lecz nie miał na to absolutnie czasu. Musiał działać szybko. Za nim było drzewo. Te do którego przywiązał konia. Paladyn wpadł na pomysł, który natychmiast zaczął realizować. Wezwał moc daną mu przez Zartata i wyobraził sobie rozpad swego ciała na atomowym poziomie, a następnie jego ponowne złożenie się tuż przed drzewem. Goblin upadł na jak placek, tam gdzie leżał, zaś paladyn był wolny, trochę za nim.

1x goblin

Zaidaan:
Goblin nie zamierzał się poddać. Ruszył w Twoją stronę, a wtedy w najmniej spodziewanym się momencie zaczął Cię okrążać, kiedy nagle.. Znowu zmienił kierunek. Nie zdążyłeś się obrócić kiedy kurdupel zaatakował swoim sztyletem w Twoje nogi. Coś mu jednak nie wyszło, bo nie spodziewał się uzbrojonych nóg.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej