Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
(Nie)pamiętna noc
Nawaar:
Krasnolud czuł się nieco zagubiony podczas tego marszu, bo cały czas patrzył sobie pod nogi, by się nie wywalić na ryj, przez to nie szedł prosto a na boki jak wcześniej, jednak coś w nim drgnęło kiedy Emerick krzyknął, że coś widzi albo to były jego majaki grunt, że białych myszek jeszcze nie widział! Mimo to Kiellon podniósł swoją głowę i zwęził swe oczka, żeby lepiej wyostrzyć te zmysł, ale nic to nie dało. Ciemność, cisza i spadający śnieg to wszystko. - Emerick! A widziałeś może kobietę co spadła z nieba? Zaśmiał się po tym wszystkim i szedł dalej za kompanią, która na pewno będzie biedna i wywinie nie jeden numer, ale wszyscy miejcie nadzieję, że brodacza nie wyrzucą z organizacji!
TheMo:
-Gdzie, Szto? Hto?
Wybełkotał i zaczął się obracać wokół siebie wypatrując czegoś, co Emerick zauważył. Dziwnie to musiało wyglądać. A najdziwniejsze było to, że nie stracił przy tym równowagi. Widocznie ten miecz był mu potrzebny do walki z grawitacją.
Zaidaan:
- No kurwa tam!
Odpowiedział Themowi na pytanie wskazując gdzieś na jego lewo, albo prawo. Przy tym jego obracaniu już nie wiadomo, w którą stronę wskazuje. Potem obrócił się na chwilę do kransoluda.
- A wisz, że ja widziołem kobitę co z nieba spadała! Naprawdę!
Obrócił się po raz kolejny i wyruszył we wskazane wcześniej przez siebie miejsce prowadząc towarzyszy. Prawdopodobnie tam nic nie ma, ale być może zdarzy się tak, że zaprowadzi wszystkich do świata wódą płynącym.
Nawaar:
Krasnolud szedł dalej w stronę, która według niego była dobra i słuszna! Czyli za Themo i Emerickiem. Banda pijaków widząca dziwnych ludzi i idąca, jakby na stracenie w tą zimną noc. Brodacz chciał się dowiedzieć ciekawej rzeczy, więc zapytał o tą kobitę. - Opowiadaj. Kiellon nie czuł się najlepiej, ale powinien być najbardziej wytrzymalszy z całej ekipy, lecz może w bractwo nieco go zmiękło pod tym względem, ale geny to geny! W głębi liczył na to, że dotrą do karczmy, żeby nie poniewierać się na tym zimnie i zastanawiał się teraz czemu nie ściągnął płaszcza? Wszystko wisiało dosłownie na włosku.
Narrator:
I rzeczywiście coś tam było. Niekoniecznie w kierunku, w którym wskazywał Emerick, chociaż ten pokazywał prawie wszędzie. Pech chciał, że akurat patrol straży miejskiej zapuścił się w te rejony i z uśmiechem przyglądali się pijackim wybrykom ekipy. Jednak te krzyki i machanie mieczem stwarzało zagrożenie dla spokoju mieszkańców. Postanowili więc interweniować. Dwójka opancerzonych "krawężników" podeszła więc do trójcy pijanej.
- Dobry wieczór panowie. Lepiej, żebyście wrócili do domu i się przespali czy coś.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej