Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
(Nie)pamiętna noc
TheMo:
Niektórzy po wódzie są agresywni, inny robią głupie rzeczy. Jeszcze inni Zasypiają przy bali pełnej rzygów. Themo miał po niej różne nastroje. Jednak nie był ani śpiący ani nie zbierało mu się na wymioty. Na nieszczęście jego i otoczenia. Gdy tylko strażnicy podeszli, by uspokoić towarzystwo spotkali się z wręcz przeciwnym skutkiem.
-O wy sucze syny! Walczcie razem z nami bądź zgińcie walcząc przeciw nam!
Wybełkotał niby groźbę i stanął naprzeciw przybyszy próbując trzymać swój miecz w miarę prosto.
Nawaar:
Krasnolud szedł w nieznanym kierunku, który wskazywał Emerick. Niby wszystko fajnie i miło w ten chłodny wieczór, ale dochodząc na miejsce nic nie spotkali, a dalej zataczali się jak banda żuli! Jednak byli to ludzie na wysokich stanowiskach państwowych. Oczywiście nic nie trwa wiecznie i nagle, jakby z podziemi wyrośli dwaj strażnicy miejscy pachołkowie Marduke! Kiellon chciał szybko zainterweniować, ale żądza i alkohol zawarty w Themo przemówił pierwszy na naszą zgubę. Brodacz chciał się jednak dalej bawić, a ci tutaj marudzą, żeby iść do domu, ale najpierw coś trzeba zrobić z tym mieczem. Jednak przed tym pomachał głową, że się źle zrozumieli i podniósł swój łeb, by móc spojrzeć na strażników.
- Komandir co waść odpierdalasz, a? To nasi są w mordę *bek*. Beknął sobie omal nie zagłuszając wiatr, by potem lekko położyć rękę na jego plecach to powinno go wybić z pozycji bojowej, a może nawet przewrócić? W każdym razie paladyn nie skończył. - Znamy waszego szefa marszałka dość blisko hiehiehiehie i proszę nas puścić wolno oraz wskazać jakąś najbliższą melinę, byśmy mogli dać spokój tutejszym obywatelom no! Brodacz powiedział całe zdanie, męcząc się zbierając odpowiednie słowa, ale na razie nie groził wprost strażnikom, żeby nie było z drugiej strony czekał na reakcje hetmana.
Zaidaan:
I tak szli swoim pijackim chodem w tę mroźną noc. Na szczęście Emerick był ubrany w to swoje futerko z wilka, gorzej miał krasnolud co miał na sobie zimne srebro, ale pewnie rasa brodaczy przyzwyczaiła się do mroźnych klimatów. I gdy już hetman miał opowiadać jak to rzekomo widział pannę spadającą z nieba to przyszło dwóch pancernych krawężników niwecząc całe opowiadanie. Zbulwersowany Emerick podszedł tuż obok Thema.
- Ja tu historyiję opowiadam, a wy mi tu prz-przeszkadzacie? Co to za błazeniarstwo, żołnierzu?
Wybełkotał ledwo dwa zdania patrząc na strażników takim dziwnym wzrokiem. Niby to zwykły pijacki wzrok, a jednak kryło się tam coś więcej, a strażnicy powinni respektować i darzyć szacunkiem wysoko postawionych ludzi i krasnoluda!
Narrator:
Było ciemno, więc strażnicy nie poznali jednych z najważniejszych osób w państwie. Zwłaszcza, że ci byli w takim stanie.
- A ja jestem szwagrem króla. Panowie, idźcie spokojnie do domu to nie spędzicie nocy w lochu czy coś.
Zaidaan:
Emerick jakby uznał to jako zniewagę, albo groźbę, czy coś w tym stylu. Nie wiadomo co się w tej zapijaczonej głowie kryło.
- Cooo? Myślisz, że jak jesteś szwagrem króla to se możesz mi rozkazywać, zakuty łbie? A ja kurwa Isentor jestem, to se zaraz ty w lochu posiedzisz!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej