Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Revarskie pieśni: Zapach jaśminu

<< < (16/101) > >>

Rakbar Nasard:
- Chcesz te obiekty przejąć czy zniszczyć? - zapytał. - Wiesz, co mam na myśli. Mamy chłodne dni obfite w deszcze. Ogień nie rozprzestrzeni się w sposób niekontrolowany. Co ma spłonąć, spłonie.

Rikka Malkain:
-Są tam w największej liczbie?
Podchwyciła wampirzyca.
-Czy to nie znaczy, że znajdziemy ich tam dziesiątki, jeśli nie setki?
Jeśli to był ten plan, to Rikka miała pewne wątpliwości. Skok w stado rozwścieczonych dzikusów nie wydawał jej się najlepszym możliwym rozwiązaniem, ale póki co postanowiła siedzieć cicho. Może jeszcze czegoś się dowie.

Kenshin:
Kenshin oraz jego wewnętrzny przyjaciel słuchali sobie, co mówią jego towarzysze i lekko wystraszyły one orka, bo walka z tyloma istotami mogła nie wyjść po myśli awanturnikom, którzy chcieli się przebić się do samego serca Revar. Serio chcesz się tak narażać? Zapytał demon i miał trochę racji, bo to karkołomne przedsięwzięcie, więc ork mu odpowiedział. Masz rację, ale cóż obiecałem, że pomogę a od czegoś mam ciebie. Musisz mnie osłaniać dla naszego wspólnego dobra. Yndael dobrze wiedział, że jego istnienie na tym świecie jest współzależne od kondycji orka. Pamiętaj jeno, że nie jesteś nieziszczalny mając mnie w sobie. Kurna za bardzo się do ciebie przywiązałem, ale zobaczymy co czas przyniesie. Rozmowa zakończyła się i mógł się wreszcie wtrącić do właściwiej rozmowy. - Misja jest dość karkołomna jak dla naszych skromnych sił, nie uważacie tak? Musimy mieć plan opanowany do perfekcji, bo chociaż jedna pomyłka z naszej strony i jesteśmy martwi, także jaki jest plan mości hrabio? Kenshin mógł zasiać trochę pesymizmu, ale to był konkret, który musiał być wyjaśniony, bo sama podróż to za mało! Trzeba mieć plan i go realizować!

Rikka Malkain:
Zanim wampirzy hrabia podjął próbę rozwiania wątpliwości nękających jego towarzyszy, karczmarz podał strawę. Kolacja okazała się być raczej prosta, ale za to objętościowa i całkiem pożywna. Dla każdego była miska kaszy z kawałkami mięsa i druga, pusta, do której nalać można było sobie zupy z wielkiego glinianego garnka postawionego na środku stołu. Nie zabrakło też chleba i kiełbasy. Do picia zaś było piwo i woda. Rikka, rzecz jasna, nie spróbowała niczego. Nie żeby gardziła tutejszą kuchnią, zwyczajnie spożywanie czegokolwiek w postaci stałej wydawało jej się okropne. Całe to przeżuwanie pokarmu w buzi – ohyda. Na szczęście, chociaż rudowłosa jeszcze o tym nie wiedziała, właściciel gospody miał zaraz spuścić trochę krwi ze zwierząt i podać ją na stół.

Niemal w tej samej chwili drzwi do karczmy otworzyły się. W progu stanęło kilku mężczyzn. Każdy z nich wyglądał jak połączenie doświadczonego myśliwego z północnym wojownikiem. Na plecach mieli długie łuki, przy pasach topory, zaś każdy z nich nosił na sobie skóry zabitych zwierząt. Dowodzący tą grupą Targon z Blavik An ściągnął z twarzy chustę chroniącą go od ostrego wiatru, który na północy zwykł zrywać się często i niespodziewanie. Powolnym krokiem wszyscy zwiadowcy zbliżyli się do stołu zajmowanego przez nieznajomych.

//Edit, bo literówka

Nessa:
Długoucha do tej pory nie zabierała głosu. Nie było takiej potrzeby. Skinęła jedynie, gdy Cadacus wspomniał, że uczestniczyła wcześniej w podobnym zadaniu, choć w zupełnie innym gronie. Teoretycznie, patrząc po kompanii, Nessa nie czuła się wcale pewniej niż kilka lat temu. Jedynie obecność maga wydawała się budująca. Mimowolnie uśmiechnęła się, wspominając wcześniejszy pobyt w Progach. Ciekawe, czy mieszkańcy opowiadają między sobą, jak lata temu przyszły król uczył ich władać bronią. Kto by się spodziewał, że wszystko tak się potoczy. Dość szybko jednak spoważniała, uświadamiając sobie, że ci sami, których Drago kiedyś uczył posługiwania się włócznią, mogą już dawno być w ziemi.
Z zamyśleń wyrwało długouchą przybycie wojowników do karczmy. Wcześniej zapewne przez zmęczenie jadła dość wolno, a i nie przysłuchiwała się rozmowie kompanii. Co ma być, to będzie. I tak przecież podporządkuje się poleceniom hrabiego.  A czy będą dziesiątki czy setki wąpierzy niewiele to zmieni. Długoucha już jakiś czas temu postanowiła, że tym razem, cokolwiek miałoby się nie wydarzyć, się nie wycofa. Ile lat można spędzić, opatrując jedynie tych, którzy próbowali coś zmienić?
Odłożyła łyżkę i czekała aż Gunses lub Targon zabiorą głos. Mało prawdopodobne, by ten drugi ją pamiętał, jednak cieszyła się widząc go żywego.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej