Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Gunses:
Byli tacy jakich ich zapamiętał wtedy, kiedy przez kilku lat był w tej wsi wraz z Dragosanim i Nessą. Wyglądali jakby umarli. Nie było w nich lęku, nie było w nich strachu. To co ich cechowało to upór, buta i hard ducha. Byli tak różni od mieszkańców nizinnych miast. ÂŚciśle zamknięci w swojej społeczności i codziennie stawiający czoła śmierci. Góry, revarskie góry, były kuźnią lwich serc. Kuźnią męstwa popartego honorem i wiarą. Szlachetnego męstwa. Wojownicy zamilkli, kiedy w obrębie karczmy pojawili się nowi. Przyjezdni. Inni. Obcy. Ludzie, którzy według nordów nie zdawali sobie sprawy z tego, jak wygląda życie tu i tam, za Progami.
Cadacus rozsznurował maskę i odsłonił oblicze i głowę zrzucając kaptur.
Kenshin:
Ork zeskoczył z wozu, który lekko strzelił, bo pozbył się dość sporego ciężaru! Na szczęście nic się nie stało. Kenshin długo nie siedział, więc w nim przynajmniej nic nie strzeliło. Dlatego warto chodzić piechotą, a nie być wygodnickim, gdyż sprawne ciało dla druida jest również ważne zwłaszcza, że po części jest łowcą. Ork czekał aż wszyscy zejdą i wejdą do karczmy. Demon w nim na razie milczał do czasu aż się nadarzy pora na skomentowanie czegoś i okazja nadarzyła się dla niego, kiedy wampir wyszedł z propozycją, że będzie stawiał cały pobyt! Ciekawe co skłoniło go do tego, żeby stawiać całą podróż? Kenshin mu odpowiedział. On jest za bardzo zagadkowy, aby go rozgryźć dowiemy się tego na miejscu w górach. Tymczasem zamilcz, bo zaraz się zorientują, że coś jest nie tak, kiedy się zawieszam na chwilę. Ork skończył wewnętrzną rozmowę, by powrócić do teraźniejszości. - Dziękuję hrabio za ten gest. Podziękował wampirowi i wszedł do środka za innymi. Karczma była dość przestronna i do tego duża. Orkowi przez moment rzuciło się na myśl jego domek, bo tam też wszędzie waliło się do trofeów z przeróżnych zwierzątek. Ludzie tutejsi byli zaprawieni w bojach od wielu lat, bo z wampirami walka nigdy nie jest prosta, ale to i tak było ponuro jak na karczmę. Dlatego ork skomentował za Rikką. - Na cmentarzu bywa weselej, a jeszcze kiedyś było tu głośno, grała muzyka a ludzie byli weseli. Wszystko doprawdy się zmienia. Skończył i usiadł do stolika razem z resztą towarzystwa oczekując kogoś kto się nimi zajmie, by obsłużyć wszystkich.
Rakbar Nasard:
Rakbar przeciągnął wzrokiem po orku. Nigdy nie przejawiał sympatii do tej rasy ze względu na jej prymitywność i zapędy bezmyślno-siłowe. Nie generalizował jednak, ponieważ do tej pory spotykał jedynie orków zajmujących się tropieniem, walką czy zwykłą pracą fizyczną. Wiedział, że wśród każdej rasy są jednostki obdarzone darem i spodziewał się, że orczy szamani byliby wyśmienitym źródłem wiedzy i obserwacji. Kenshin nie wyglądał jednak na takiego osobnika.
Mag usiadł przy stoliku, wraz z resztą kompani.
Gunses:
Gunses udał się na rozmowę z karczmarzem. Wyjaśnił sytuację w jakiej się znajdują, zamówił jadło i napitek dla swojej kompanii i zapytał o pokoje w których mogliby się zatrzymać.
- Znajdzie się coś u was, gospodarzu?
Rikka Malkain:
-Znajdzie się. Pokoje są na górze. Wszystkie wolne, jeśli nie liczyć jednego, w którym odpoczywają ostatni ranni.
Odpowiedział wampirowi mężczyzna.
-Powiedzcie panie... Chcecie ruszać w góry, chociaż wiecie co tam siedzi. Zamierzacie... zdziałać coś w naszej sprawie?
W oczach karczmarza błysnęło coś dziwnego. Nadzieja?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej