Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Gunses:
- Przed laty, kiedy wraz z Dragosanim, Silvasterem, Melkiorem i obecną tu Nessą szliśmy na północ, z misją, którą podejmujemy i tym razem, to właśnie Targon sprowadził nas tutaj. Przybył ze wsi Blavic An, w której po raz pierwszy zaatakowały wupy. Zjednoczył ludzi i stworzył swoiste oddziały partyzantów polujące na wampiry. Osiadł tutaj - powiedział jadać bok w bok Rakbara.
Rikka Malkain:
Dwóch konnych przejechało pod kamiennym łukiem bramy, zaś zaraz za nimi potoczyły się furgony. W osadzie panowała cisza. Przyjezdni podróżni czuli na sobie spojrzenia wszystkich mieszkańców. Zainteresował się nimi każdy, od wartowników po dzieciaki. Kilkuletnia blondynka przerwała grzebanie patykiem w ziemi i zaciekawieniem podeszła bliżej gości by móc lepiej im się przyjrzeć. Dziecko urodziło się już w czasach panowania dzikich krwiopijców, nic więc dziwnego, że tak zaciekawili je przyjezdni. Może byli to pierwsi obcy jakich dziewczynka widziała w życiu? Wołanie matki sprawiło, że mała w jednej chwili zawróciła na pięcie i czmychnęła do tyłu by zaraz zniknąć gdzieś w cieniu pomiędzy chatami. Podróżni nie musieli jechać wioską długo by dotrzeć przed wspomnianą karczmę. Cały czas przemieszczali się otoczeni przez milczących wojowników, którzy niby od niechcenia ciągnęli za wozami. "Pod Martwym Gryfem" okazało się być całkiem porządnie wyglądającą gospodą.
Korzystając z tego, że słońce już zaszło, Rikka wyskoczyła z wozu. Dobrze było znów znaleźć się na powietrzu. Cały dzień siedzenia w zamknięciu z pewnością nie wpłynął na rudowłosą zbyt korzystnie. Od razu zauważyła, w jaki sposób miejscowi patrzyli na kogoś takiego jak ona. Na wampira. Rozpoznali ją bezbłędnie i najchętniej pewnie usiekliby na miejscu. Uwadze zabójczyni nie uszło to, że tutaj każdy nosił broń. Uzbrojone były nawet kobiety, starcy i podlotki. Chociaż, szczerze mówiąc, starców Rikka nie zobaczyła zbyt wielu. Sprawy prezentowały się naprawdę fatalnie, a pomyśleć, że to dopiero początek. Będą przecież musieli udać się dalej, do legowisk potworów.
Rakbar Nasard:
Rakbar zsiadł z konia a cugle przywiązał do pobliskiego paszownika. Gospoda zapewniała wygodę nie tylko przyjezdnym ale i ich wierzchowcom. Wyprostował się dumnie a ręcę założył za pas, do którego przypięte były dwa bułaty, przeznaczone dla innych zgoła celów. Spojrzał wymownie na resztę kompani, aż wreszcie się rozładuje na ziemię.
Gunses:
Gunses zeskoczył z konia. Nocna pora napawała go siłą, wzmagała jednak pragnienie, które musiał ugasić o ile chciał przez kolejny dzień podróżować w pełni sił. Stojąc w lejcami w ręku rzekł do Progana i Alberta
- Dajcie odpocząć koniom. Jutro czeka je długi marsz traktem na północ - polecił. Sam oporządził swojego konia. Rozkulbaczył go, zadbał o obrok i wodę. Od dawna nie pozwalał nikomu poza Alberem na zajmowanie się Marsem. Ten wierzchowiec wiele z nim przeszedł i chociaż Gunses nie był pretensjonalny, to sam zajmował się Marsem. Był pragmatyczny. Dobry wierzchowiec był wart swej ceny w złocie. Cadacus o tym wiedział.
- Należy wam się odpoczynek. Najedzcie i napijcie się, pokrywam wszystkie koszty.
Rikka Malkain:
Korzystając z oferty hrabiego, wszyscy weszli do gospody. Wnętrze karczmy było dosyć przestronne i robiło pozytywne wrażenie. Pierwszym, co po wejściu rzucało się w oczy, była duża liczba myśliwskich trofeów porozwieszanych na ścianach. Dominowały przede wszystkim poroża jeleni, rogi cieniostworów i głowy wargów. Nie brakowało też jednak nieco bardziej osobliwych dekoracji. Wśród nich najbardziej wyróżniały się wielkie nietoperzowate skrzydła przybite do jedej ze ścian za pomocą masywnych gwoździ, wykorzystywanych często przez cieśli. Skrzydła te były zbyt wielkie by mogły należeć do harpii. W pomieszczeniu znajdowało się tylko kilkoro ludzi. Karczmarz, kobieta z dzieckiem modląca się przy niewielkiej kapliczce, i grupka wojowników. Mężczyźni siedzieli w pewnej odległość od kapliczki Ventepi by nie przeszkadzać w modłach. Sącząc powoli piwo zajęci byli prowadzeniem jakiejś cichej rozmowy. Gdy zauważyli obcych na moment umilkli, poświęcili chwilę na to by im się przyjrzeć, po czym znów zaczęli mówić.
-Dużo tu życia. Można by pomyśleć, że to cmentarz a nie gospoda.
Tymi słowy Rikka skomentowała panujący wokół nastrój. Mieszkańcy w większości wydawali się być ludźmi, którzy zapomnieli co to uśmiech. Nie powinno to chyba dziwić. ÂŻycie w oblężonej twierdzy raczej nie wprawia w dobry nastrój. Właściwie, to rudowłosą zaskakiwał tutejszy upór. W jej wyobrażeniu prości ludzie byli raczej istotami, które wolały uciec od zagrożenia zamiast spróbować stawić mu czoła. Już po raz drugi Rikka nie doceniła valfdeńskiego ludu. Pierwszy raz był w Omas, wtedy zobaczyła jak prości chłopi z okrzykiem na ustach szarżują na uzbrojonych bandytów. Drugi raz teraz, w Revar. Ludzie z gór mogli zostawić swoje domy i rozpocząć masową emigrację na południe. Mogli też poprosić o pomoc resztę królestwa. Doszli jednak do wniosku, że ten problem tyczy się tylko ich samych. Zamiast podkulić ogony i zbiec, górale pobudowali grube mury, zaczęli się zbroić i zorganizowali obronę przed bestiami. Ludzie, bez wątpienia, potrafili zaskakiwać.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej