Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Gunses:
Gunses z zadowoleniem patrzył jak światło wdziera się do środka. ÂŚwiatło. Ta energia, która przemierza wszechświat i dosięga nas w spojrzeniu gwiazd. Moc, która rozświetla świat za dnia. Majestat, który przyciąga do siebie, każdą roślinę i syci życie. To samo, które padając na wampirów, przemienia ich w pył. Wiele sprzeczności narodziło się w sercu Gunsesa po przemianie. Wychował się pośród pustynnych piasków, skąpanych w słonecznym żarze, którym ukojenie dawały chłodne, ciemne noce. Tak i on, po życiu w świetle przeszedł do życia w mroku. Jednak mrok i światło żyją razem i trwają w nieprzerwanym łańcuchu. Tak, że czasami światło odnaleźć można w kimś, czyją naturę spowija mrok.
- Na górze! - zawołał Gunses i pomknął do schodów, których nie było widać na pierwszy rzut oka. Były za pasem kolumn podtrzymujących powałę parteru. Jednakże Gunses był w tej wieży strażniczej. Budował ją. W kilku skokach pokonał schody i z mieczem w dłoni wpadł na pierwsze piętro.
Narrator:
//:Piętro pierwsze.
Na piętrze był niezły kipisz. Porozwalane stoły, pogruchotane krzesła i skrzynie. Nadal przypominały krzesła i skrzynie, lecz czas ich nie oszczędzał. Na podłodze, leżały mokre i brudne szmaty, zbite przez lata w jedną masę. Podobne strzępy sukna zwisały z dziur w suficie. Dzicy zapewne próbowali zakrywać nimi szczeliny, którymi mogło dostać się tu światło. Teraz światło dostawało się z dziur wybitych prze srebrnych. Promienie światła dopadły cztery wampiry na środku pomieszczenia i dwóch pod ścianą. Kulili się na ziemi lub poskręcani utrzymywali się na nogach. Ich ciała...
Gunses:
Promienie światła dopadły cztery wampiry na środku pomieszczenia i dwóch pod ścianą. Kulili się na ziemi lub poskręcani utrzymywali się na nogach. Ich ciała żarzyły się tak, jak żarzy się podsycany podmuchem papier. Były czarne, ciemne od spalenizny, lecz cały czas się tliły. Ich skóra nie topiła się, lecz spalała. Ich mięśnie spalały się. Ciało rozwiewało się niczym byliby z papieru, który rzucony w wielki ogień roznieca się płomieniem, przygasa, wypala, żarzy się kolorami ognia i rozwiewa na setki małych czarnych strzępów. Ich włosy jakoby dotknięte gorącem pochodni, skręcały się, kruszyły i rozpadały na miliardy pierwiastków, spadając dookoła. A ich oczy... Ich oczy, w których nieopisany ból i szaleństwo mieszały się w trzeźwością i pewnością tego, że wiedzą co się dzieje, najdłużej były normalne. W jednej chwili zaszły czernią, spękały, rozsypały się jak grudka suchej ziemi zgniecionej w dłoni rolnika. Rozwiały się ich ciała, wypaliły się niczym knoty, niczym spalone liście. Nie rozpadli się do końca - chociaż światło słońca wypaliło także część ich kości, zamieniając je w kruche i rozwiewające się zgliszcza... Nie rozpadli się w nicość. Gunses Cadacus, właśnie teraz, pierwszy raz w swoim życiu przeżył śmierć wampira przez spalenie światłem słonecznym.
- A więc to tak - zdołał wyszeptać, gdy spaleni przestali wydawać odgłosy życia. Ich ciała były mniejsze, wyglądali jak zwłoki spalonych w ogniu dzieci. Niemniej jednak coś pozostało. Zawsze coś pozostaje.
Narrator:
Music
(polecane)
Spłonęli w świetle.
Mrok został całkowicie usunięty, wręcz wypalony przez światło.
Jakaż potęga jest wampirów? Co o nich wiemy? Jaki inny byt, na którego spadnie promień Słońca zamieni się w proch i pył... Co wiemy o wampirach? Jaki byłby świat, gdyby nie przekleństwo Słońca... Gdyby tylko ktoś kiedyś zapytał i zastanowił się, zadumał i zasmucił. Czymże są i skąd pochodzą. Bo może, uśmiercamy bogów? Może to im należy się panteon, gloria i panowanie... Spłonęli w mękach, lecz ich oczy były charyzmatyczne do końca. Kiedyś narodzili się dla chwały Nocy, teraz umarli w glorii Dnia.
I całą wieżę wypełnił zapach jaśminu. Słodka i ożywcza woń przepełniła pomieszczenie, a jej nadmiar wylewał się z wieży przez okna, spływał po schodach. Przez nozdrza i dalej, głębiej, zapach ten docierał do płuc. Jego obecność była nie na miejscu, które było miejscem kaźni. Zapach był abominacją tego co przed chwilą się wydarzyło według naszych ludzkich prawideł. Przeczył, tworzył odrębny świat. Bo czyż jaśmin nie kojarzy się nam z przyjemną chwilą? Czemu więc tu i teraz?
- Czemu, Tu i Teraz?!
Było mało możliwości odpowiedzi. A z każdym krokiem dalej, pytań było coraz więcej. Na teraz dwa: co ryczy w piwnicy i czemu cała wieża zaczęła drżeć?
Gunses:
- ÂŻe też do piwnicy nie dochodzi światło... - rzekł Gunses rozgoryczonym głosem. Drżenie wieży zmalało. Teraz ograniczało się do powtarzających się co jakiś czas drgań.
- Srebrni dokończą za nas. Sądzę, że na dole magia i miecz przyda się bardziej od ich kusz. Chodźmy!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej