Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Gunses:
- Zrobimy tak samo z Tobą, Yarpen - Gunses zeskoczył z konia i wykręcając głową na lewo i prawo strzelił karkiem - Gdy już umrzesz, spalimy Cię na popiół, zasypiemy solą i saletrą. Jako symbol złej decyzji twojego ojca i twojej matki - Gunses klepnął krasnoluda po ramieniu. Był mu on towarzyszem broni i chociaż w pewnym względzie zastępował Aragorna. Podszedł do skraju urwiska. Przed nimi rozpościerała się kotlina, z wieloma wzniesieniami. Jary tworzyły naturalne ścieżki. Z górnego jeziora nad którym stała strażnica opadała woda, spływając do Ostoi. Ostoja była jeszcze skąpana w półmroku. Słońce, które wychyliło się zza gór na wschodzie jeszcze jej nie dotknęło. Osada wyglądała na śpiącą. Dachy lśniły lekko od szronu, pomiędzy drewnianymi i kamiennymi chatami zalegał opar. Czuć było chłód zimy, która dopiero odchodziła w zapomnienie.
Gunses przywiązał konia do palika, wyjął miecz z pochwy i wskazał na drzwi. A raczej na to, co leżało przed nimi. W zaciemnionej części wieży, skrytej w cieniu, wśród resztek śniegu, liści i pyłu wystawały gnaty. Nie było na nich mięsa, na żebrach i stawach zostały jakieś czarne strzępy.
- Wiesz co masz robić, Yarpen - rzekł Gunses. Wiedział, że krasnolud wie. Następnie Gunses podszedł do drzwi, szarpnął i otworzył je. ÂŚlady na ziemi wskazywały, że są często otwierane.
Narrator:
Wnętrze wieży - tak opowiadał wam Gunses w trakcie drogi, a przynajmniej uznajmy, że tak było - składało się z trzech poziomów nad ziemią i dwóch, lecz znacznie szerszych pod nią. Znajdowaliście się na pierwszym nadziemnym poziomie.
Wnętrze przypominało stajnię lub oborę po wizycie w niej stada wilkołaków. Dużo by się zgadzało w tym opisie, gdyby nie fakt, że byliście w osadzie zamieszkiwanej przez wampiry.
Po podłodze walały się wyschnięte zwłoki oraz kości i szczątki humanoidów oraz zwierząt, które zostały tu pożarte. Były to stare kości, szczątki nosiły ślady wielu lat stagnacji. Zapewne pochodziły z pierwszych lat po buncie wampirów w Revar, kiedy jeszcze hodowano tu ludzi i zwierzęta dla krwi i pożerano w wyznaczonych do tego miejscach. Potem wypijano gdzie popadnie.
Okna wieży były zabite nie zaprawionymi żywicą deskami i zasłonięte z przezorności starymi skórami, które zaczynały drzeć się w strzępy. Deski te dawno już zbutwiały i trzymały się tylko na słowo honoru. W kocie stały regały zasłonięte suknem.
Yarpen aep Thor:
- Ale od mojej matki to sie odpierdol. Krasnoluda obruszyły słowa Gunsesa, choć nic do reszty o spaleniu nie miał. Sięgnął do torby po młotek, taki półtora kilowy i wziął się za okna.
Kenshin:
Ork wzruszył ramionami, bo nawet poparcie krasnoluda, nic by nie dało. Teraz można było wejść do środka wieży, za wampirem. Oczywiście nawet w takim miejscu musiało dojść do opowieści budowli, ale w razie czego zawsze będzie jakaś droga ucieczki. Mimo to kości ludzi, zwierząt czy czegokolwiek co tam leżało, nie było niczym przyjemny zwłaszcza, że wcześniej były tutaj "normalne" wampiry. - I to nas nazywają barbarzyńcami, a oni sobie ludzi hodowali. Hipokryci z kijami w dupach. Wyraził swoje zdanie i bez znaczenia czy powiedziałby to cicho czy głośno, bo Gunses i tak, by to wszystko wyłapał. Kenshin patrzył pomiędzy zgniłymi deskami, które mogły spaść w każdej chwili, ale nie chciał ich zrywać, żeby krwiopijców nie zwołać zbyt dużym hałasem. Jednak chciał dojrzeć, jakiś ruch ze strony dzikich stworzeń.
Narrator:
Za przykładem Yarpena poszły Srebrni z oddziałów specjalnych Bękartów Rashera. Zaczęli wywalać opancerzonymi pięściami przegniłe, zbutwiały deski z okien wieży strażniczej. Z każdym otworem do wnętrza pomieszczenia wpadało coraz więcej światła. Niektórzy ze Srebrnych wspięli się po wystających belach na poziom pierwszego i drugiego piętra. Trzask drewna i krzyk. Przeraźliwy krzyk. Tak z pierwszego jak i drugiego piętra wieży.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej