Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Revarskie pieśni: Zapach jaśminu

<< < (97/101) > >>

Kenshin:
Kenshin spojrzał jak kobieta z gracją, pokonuje kamienie. ÂŁady widok to był! - Przecież wiem, że nie walczycie w zwarciu, ale od tego są oni- wskazał palcem na bękartów i wampirów - i ja w swojej skromnej osobie, która włada magią na poziomie adepta. Jednak strzały potrafią zadać znacznie większy ból. Do tego przerzedzicie stado dzikich, byśmy mogli dokończyć z resztą jak wspomniałem. Sidła zapewnią krótką acz pomocną dywersję. Orkowi w sumie zaczęły kończyć się tematy, oby ktoś się wtrącił do rozmowy. Taką miał skromną nadzieję.

Gunses:
ÂŚwiat się zmienił.

    Nie było w tym stwierdzeniu kłamstwa, nie było ironii czy drwiny. Była niczym nieosłonięta prawda. Zła, brudna i okrutna. Wynaturzona. Przeklęta i spaczona na wskroś. Do każdej najmniejszej komórki, do każdego najmniejszego pierwiastka. ÂŚwiat jaki mijali zmienił się. Był inny, obcy. Rządzony przez siły, których obecność wyczuwać można było w bezgranicznej ciszy. Nie było tu śpiewu ptaków ani odgłosów leśnych stworzeń. ÂŚwiat zmienił się w niezmąconej i niezachwianej wielkości traw, których nie miał kto deptać ani zjadać. Krajobraz był nienaturalny. Był taki jakby świat dopiero się stał, ukształtowany ręką bogów lecz nienapełniony życiem. Jakoby dopiero za chwilę miały pojawić się zwierzęta oraz rozumne rasy.

Jednak w tym świecie były rzeczy, które mówiły NIE JESTEÂŚMY NOWYM TWOREM. JESTEÂŚMY RELIKTEM.

     Mijali zarośnięte kamienne mostki i te drewniane przęsła, które pozostawione same sobie zapadły się i zginęły w przepaściach jarów. Mijali zapadnięte dachy chat skrytych w leśnych ostępach. Zarośnięte, pokryte mchem i powojem. Z wyważonymi drzwiami, wyrwanymi oknami i rozerwanymi dachami. Ich domowników wyrwano z wnętrza i pożarto. Przed laty. Cicha kraina. Kraina cieni drzew i chłodu skał, osnutych woalami z porannych mgieł. Kraina mówiąca PRZEPADAÂŁAM W ZAPOMNIENIU. Opuszczona i samotna, nieżywa lecz niemartwa. Pozostająca w stanie, który nie ma początku ani końca. Bo jak zabić coś, co nie żyje? I jak przywrócić do życia coś, czym rządzi śmierć? ÂŚwiat się zmienił. Błędów przeszłości nie zawróci największy z magów. Nikt nie cofnie się w czasie by naprawić teraźniejszość... Lecz... Chwila. Jeżeli udanie się do przeszłości może zmienić teraźniejszość, to czyż zmieniając teraźniejszość nie uda nam się wszystkim zmienić PRZYSZÂŁO¦Æ.

     I tak jak z zachodem słońca nadeszły do Ostoi hordy wupów od wschodu, tak z pierwszymi promieniami słońca od zachodu nadeszła kompania Gunsesa.

Zachodnia strażnica

Nessa:
Co chwila, gdy kompania mijała dawne ślady bytowania ludzi na Północy, długoucha czuła dziwne ukłucie zaniepokojenia. Za każdym razem przez mgnienie miała wrażenie, że już gdzieś widziała te pozostałości chat czy płotów. Mijało to jednak dość szybko, gdy nie potrafiła sobie przypomnieć, jak to miejsce miałoby wyglądać przed laty. Widoki te mimo wszystko uspokajały elfkę. Skoro już kiedyś ludzie mieli Północ za swój dom, to mogą tu jeszcze wrócić.  Zapomnianą przez bogów chatkę można odremontować, trakty na nowo wydeptać, a studnie oczyścić.
Te pozytywne emocje przerwało jednak pojawienie się na horyzoncie Ostoi. Tego miejsca Nessa nie mogła pomylić z żadnym innym. Szybko stanęły jej przed oczami obrazy sprzed lat, jak miejsce to było pełne życia, a każdy wkładał całą swoją siłę, by poczuć się tu bezpiecznie.

Kenshin:
Kenshin tak szedł obok driady spory kawał czasu, lecz tym razem w milczeniu. Nikt nie zamierzał się odzywać, i tracić niepotrzebnie energię. Teraz wszyscy weszli na tereny dawno, nie odwiedzane. Dzikie i piękne w swym majestacie, gdzie ludzka stopa dawno tutaj bywała. Piękny widok, który szkoda by było zmieniać! - ÂŁadnie tutaj, gdyby nie te wampiry. Zwrócił się do towarzyszki. - Aż szkoda, żeby to miejsce było na nowo zasiedlone. Zakończył wywód, bo niektóre spojrzenia mogły orka spopielić! Alfa patrzył sobie na pozostałości ludzkich mieszkań, które jeno dekorowały dziką puszczę, po twarzach ludzi jak i starszych członków konkordatu tym Nessy można było zauważyć nostalgię, ale łez akurat nie było, no przynajmniej na razie.

Yarpen aep Thor:
- Ja bym to wypalił te dziure do gołej ziemi i zasypał solą i wapnem, jako symbol złych decyzji... Rzucił cicho do jednego ze swoich ludzi. - No Gunses, rozkazuj. Ja i moi ludzie nie mamy wieczności na czekanie...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej