Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Nessa:
- To było ciężkie kilka godzin dla nas wszystkich - odparła, siląc się na uśmiech. - Odpocznij chwilę. Czeka nas jeszcze kilka godzin w siodle. - Wyjęła nogi ze strzemion i upewniła się, czy torba cyrulika jest na swoim miejscu. - Naprawdę nie poszło ci dzisiaj źle - liczyła, że to pocieszy elfa. Zresztą, to oczywiste, że większość osób bez doświadczenia taką potyczkę spędziłoby wymiotując lub mdlejąc gdzieś pod wozem. Zakładając, że nie staliby się pierwszą ofiarą. Poza tym Nessa wiedziała, że od nikogo innego Vulmer raczej takich słów nie usłyszy. To byli zbyt powściągliwi w ocenach ludzie. - Dziękuję, że udałeś się z nami, mimo że nie walczysz do końca o swoją sprawę.
Vulmer:
Elf wysilił się na uśmiech. Nic nie odpowiedział, milczał starając się odpocząć.
Narrator:
- Malwa jestem - odpowiedziała posiadaczka małej dupy - Bez problemu możemy mówić wspólnym. To prosty język, a my driady opanowałyśmy go już dawno. Wraz z pojawieniem się Sabatu na Północy. W Ostoi może być gorąco. Musimy sprawić, żeby nocą jak najwięcej dzikich było niezdolnych do walki. Sprawić, że gdy wyjdą to wpadną nam prosto w ręce. Może jakieś sidła? Macie jakiś plan?
Kenshin:
- Malwa. ÂŁadne imię. Rzekł to krocząc przez gęstwinę w ciemną noc. - Pytasz zatem czy mamy plan. Owszem jest, ale na mój gust ma dużo niewiadomych i brak ewentualnie planu awaryjnego. Ominął większy kamień, żeby się nie obalić, po czym kontynuował.- Na początku mamy się wysmarować krwią wampirów, potem w strategicznych miejscach rozstawić sidła, by następnie wypuścić rozszalałego behemota z lusterka w sam środek Ostoi. Zmutowane, tudzież zdeformowane wampiry rzucą się na niego w szale w ten sposób część zginie do walki z bestią reszta, wpadnie w sidła a my dobijemy niedobitków. Kenshin dał czas driadzie na to, żeby przemyślała wszystko na spokojnie. Myśląc, że już skończyła, zapytał. - Według ciebie ma to szanse powodzenia?
Narrator:
- Nie od dziś stosujemy krew zabitych wampirów do zacierania swoich śladów, nauczyliśmy tego nordów z klanu wilka - odrzekła Malwa przeskakując kilka mniejszych kamieni, na większy po prostu się wspięła i zeskoczyła z niego
- Zaś sidła, o ile są dobrze przygotowane zapewnią nam tę przewagę, że wampiry nie zjawią się wszystkie na raz. Trochę im zajmie wyswobodzenie się z nich. Nie jesteśmy wojownikami, Pasterzu - powiedziała wskazując na swoje siostry i centaurów - Za to każdy z nas jest myśliwym. Polujemy gdy potrzebujemy jedzenia lub skór na odzienia, pazurów i kłów na groty, czy rogów na sztylety. Nie jesteśmy stworzeni do walki w zwarciu. W ukrycia i zasadzi, potrafimy jednak zdziałać więcej niż nie jedna armia. Taka jest przewaga łowiectwa, nad zwykłą potyczkę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej