Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Nessa:
Wampirzyca zadająca bezszelestnie śmierć członkom kompanii była powodem, dla którego długoucha zaczynała tracić jakiekolwiek nadzieje na powodzenie ich zadania. Wiedziała, że nawet Gunses był w szoku. Po Lithanie ciężko było poznać cokolwiek. Jak więc pokonać taką istotę? A jeśli nie pokonać, to jak uniknąć śmierci przez nią zadanej? Mogła przecież nadejść zewsząd.
Długoucha przewiesiła łuk. Dopiero teraz odczuła ból w przedramieniu. Był on jej na tyle znany, że już chwilę później ignorowała go całkowicie. Mimo wyuczonego opanowania jej ciało musiało być mocno spięte podczas walki i teraz odczuwała tego nieprzyjemne skutki. Nie dała jednak niczego po sobie poznać. Szczególnie, że dołączyły do jej kompanii istoty niezwykłe. Czy zostaną ich sprzymierzeńcami? W to Nessa szczerze wątpiła. Ich zapas szczęścia wyczerpał się, gdy przetrwali dwa ostatnie starcia.
Narrator:
Centaury przeprawiały się przez pole bitwy bez znacznego obrzydzenia - a wszak ich kopyta wchodziły w ciała zabitych wampirów. Był to jednak naród ciężki, mocno styrany ciężkim losem jaki od zawsze panował w klanach centaurów. ÂŻycie tych stworzeń nigdy nie należało do prostych, więcej przeżywali w życiu goryczy i żalu niż radosnych chwil. Widać to było po ich twarzach. Gotowych zabić i samemu umrzeć. W każdej chwili. Stali rozproszeni, wyglądali jak ciemne posągi.
Inaczej było z driadami. Te na pozór kruche kobietki były w środku bardzo dzielne i odważne, a w swoim życiu nie raz musiały ich na nie mały hazard. Jednak w przeciwieństwie do centaurów, życie driad było lekkie, wręcz przyjemne. ÂŁatwo było zdobyć pokarm, łatwo było się ukryć i niepostrzeżenie przeczekać wroga. W lasach było cieplej, było więcej ziół leczniczych i mniej ludzi, niż na otwartych przestrzeniach kotlin. A mimo, iż na koncie każdej driady od dziecka rosła liczba zabójstw, to dystans z jakiego pokonywały wroga sprawiał, że nie uodporniły się na widok flaków, krwi, kości, pociętych mord. A takie widoki zaserwował im Gunses, członkowie Konkordatu, Nordowie i Bękarty. Zniesmaczone zgromadziły się w ścisłym kółku. Nie były przestraszone, raczej obrzydzone. Niemniej kiedy rozeznały się w sytuacji i zobaczyły członków konkordatu podeszły do was razem z centaurami.
- Witaj Pasterzu - zwróciła się do Kenshina, potem kiwnęła głowa hierofantowi i dzięcięciu stworzenia. Na Lithana nawet nie spojrzała
- Niech pozdrowiona będzie Ventepi, która was trzyma przy życiu. Usłyszeliśmy od drzew, żeście ruszyli przywrócić życie puszczom i górom północy. Czemuście nie posłali wici do nas?
Kenshin:
Kenshin przyjrzał się majestatowi oraz surowości centaurów. W sumie było to pierwsze jego spotkanie z nimi, ale każdy wiedział, że te istoty obserwują poczynania ludzi w lasach. Tak ku przezorności! Driady natomiast stanowiły zawsze same piękne kobiety, uroczo wyglądające, przez co nie jeden śmiałek omamiony urodą, skończył tragicznie przyszpilony do drzew. Twarde istoty wbrew pozorom! Trzeba było również uważać podczas rozmów i wybierać te dobre tematy, by móc żyć dalej. Jednak dobrze, że to przybysze zaczęli temat choć raczej nie przychylny dla pewnej osoby. - Chwała niech Jej będzie. Odpowiedział na temat bogini jak wypadało, po czym wrócił go głównego wątku. - Widzicie bracia i siostry, bo pewna osoba chciała to załatwić jak najmniejszym kosztem. Mimowolnie spojrzał na Gunsesa, a mina Kenshina była jednoznaczna, że zebrał tu wszystkich na pewną śmierć. Następnie powrócił do driady. - Rozumiem, że wasze przybycie zwiastuje pomoc? Wszystkie dzieci lasu zebrały się, by pozbyć się plagi wampirów. Ciekawe czasy nastały albowiem zawsze, myślałem, że nie będziecie w takich rzeczach uczestniczyć siostry i bracia natury. Musiały wam nieźle zajść za skórę, iż zebraliście się tak licznie. Pani niech będą dzięki. Zakończył swój wywód, żeby posłuchać raczej dobrych wieści.
Gunses:
Gunses natomiast zbliżył się do zabitych przez wampirzycę ludzi. Pojawienie się centaurów i driad zwiastować mogło kilka rzeczy. Po pierwsze mógł je wezwać Lithan. Gunses pamiętał, że dla wielu ze Starszych Ras był on postacią prawie mistyczną i na pewno miał na tyle wielkie poważanie, że mógł przywołać oddział driad i centaurów. Mógł to również zrobić ktoś z konkordatu. Kenshin albo Progan. Nessę wykluczał, była samotniczką i na pewno nie chciałaby narazić na śmierć niepotrzebnych osób.
Kucnąwszy przy ciele zabitego norda sprawdził jego rany. Twarz miał rozwaloną. Kości szczęki, policzków i czaszki mieszały się z rozciętą skórą, widocznymi mięśniami, gałkami ocznymi i mózgiem. Z twarzy wystawały też zęby, nie zawsze tam gdzie powinny. Siła uderzenia była więc duża, a ostrość szponów znaczna. Przeszła przez kości jak nóż przez masło. Ręce wampira splamiła krew. Liczył się z tym i liczył się z tym każdy z nordów, którzy ruszyli z nim z Progów.
Narrator:
- To, że Wampir nie posłał po nas jest dla mnie zrozumiałe. Po drodze tutaj wampiry zabiły sześć naszych i siedmiu z oddziału centaurów. Jednak myślałam że wy - powiedziała to obejmując wzrokiem was a także Lithana, który stanął nad Gunsesem - wezwiecie nas. Wszak przed pojawieniem się dzikich wampirów mieliśmy na północy azyl otrzymany przez Wampira. Macie straty?
Kilka driad wspięło się na skały i zaczęły szyć do latającego drage.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej