Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Narrator:
Po kilkudziesięciu sekundach usłyszeliście, z odległości na pewno dość znacznej, ryki i krzyki wampirów. Rozpoznaliście dobrze wam znane porykiwania wupów i bardziej syczące krzyki strzygoni. Gdzieś w lesie trwała walka. Nie mogliście jednak oszacować czy to wampiry atakują, czy to wampiry są atakowane. Im dłużej nasłuchiwaliście, tym odgłosy kończyły się. Aż wszystko umilkło i zrobiło się bardzo cicho. Mieliście czas, aby się przegrupować.
Gunses:
Gunses najchętniej pobiegłby za wampirzycą, którą spotkał. Były pytania, które powiem chciał zadać. Nie było ich wiele, jednak były zasadniczymi pytaniami jakie go teraz dręczyły. To... Kim jest owa kobieta? Czemu tu przybyła i czemu uciekła?
Narrator:
//:Jest godzina 3 w nocy. Do świtu jeszcze dwie godziny.
Następnie usłyszeliście tętent... kopyt. I trel, jakby ptaków. Do waszej rozpadliny zbliżały się centaury.
22x Centaur wojownik
17x Centaur łucznik
Trel należał do driad, które przemykały w koronach drzew.
30x Driada
Yarpen aep Thor:
Yarpen ucieszył się na widok wsparcia. Choć nie spodziewał się że jakieś przyjdzie, w dodatku takie. Dzicy musieli chyba nasikać na jakiś święty świerk albo brzoze że przybyły driady. Krasnolud popił wody z manierki i obmył mordę, czekał na rozwój wypadków.
Kenshin:
Kenshin tym razem nie musiał, interweniować, ale wszystko przebiegło bardzo szybko. Gunses niemal wszystkich swych dawnych pobratymców zabił. Reszta uciekła w dziwnym przerażeniu, a kobieta wampir czy jakaś inna odmiana, której osobiście nie znał. W każdym razie nieśmiertelni zaczęli tłuc się między sobą. Widocznie coś nie grało w ich szeregach, ale to nie zmartwienie wędrowców a raczej bojowników o wolność Ostoi. Zamierzchły przybytek, który powinien zostać dziki miałoby to lepszy klimat oraz dawałoby świadectwo, co staję się gdy pozostawia, się niezakończone sprawy! Jednak już wiadomo, że będzie inaczej i niedługo będą tam mieszkać inni dziwacy i napaleńcy. Walki ustały, więc ork sobie odpoczął, łykając nieco wody w tym momencie dudnienie kopyt i można było uznać, że to posiłki ze stolicy! - Poszedł po rozum do głowy, co? Wymamrotał pod nosem, lecz nie! Nie była to armia królewska a centaury wraz z driadami. Druid powitał wsparcie, które przybyło. - Witajcie bracia i siostry lasów, gór i puszcz! Skłonił się do pasa, bo tak należało gdy żyło się w lasach, które stanowiły ich terytorium. Stworzenia ze swoją autonomią i niezbyt przychylne innym nacjom miały swoje zwyczaje i jednym z nich było niemieszanie się w sprawy typowo ludzkie oraz nie wystawiania nosów poza swe tereny. - Co was sprowadza bracia i siostry? Widocznie jako pierwszy zajął głos w tej sprawie. Kenshin patrzył im w oczy cały czas.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej