Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Yarpen aep Thor:
Yarpen nawet nie zdążył dobrze pierdnąć, kiedy wampir wybił prawie wszystko w pięknym i zabójczym tańcu śmieci. Krasnolud też tak chciał. Ale przecież nie zmieni się w wampira. Skalał by krasnoludzką Czystą Krew i obraził Przodków i Bogów. I same wampiry. Wciąż - w krótkich przerwach między ubijanymi wampirami - zastanawiał się co tu robi. Miał wątpliwości, bo gdzie były inne wierne Cadacusowi wampiry? Setmre. Szast, kolejny leży. Feanor, Asja czy inni. Pytań wiele czasu mało. Walczyli i walczyli.
W pierwszej linii :
1x Drage (gdzieś kołuje, nie wiać go)
2x Wup
4x Wampir banita
W drugiej linii (jakie 150 metrów przed wami) wolniej i trochę niepewnie nadbiegają:
5x Ekkima
2x Strachooj
Gunses:
Węch nie mylił. Na planszy pojawiła się kolejna figura. Gunses rejestrował przeszło dwieście siedemdziesiąt zapachów w obecnej walce. Zapach każdego z wampirów, ich krwi, zapachy ich ubrań czy sierści, zapachy obozowiska, nordów, bękartów, zapach brody krasnala cuchnącej piwskiem i zapach młodej ciepłej skóry elfki. Wyszukany zapach perfum Lithana, orczy pot, zapach sosen, świerków, ściółki, ptasich piór, skał, kamieni, pyłu dróg, kory drzew, zapach strumieni i siklaw, zapach śnieżnych szczytów. Wszystko w promieniu kilku kilometrów mieszało się w nozdrzach wampira. Analizował to automatycznie, każdemu zapachowi przypisując nazwę i rodzaj, segregując je dowolnie. Umysł wampira pozwalał prowadzić takie operacje podczas walki, którą prowadził z przeciwnikami. Jednemu odciął głowę. Wyłapał zapach przeciętych kręgów, uchodzącego z tchawicy powietrza, a także zapach rdzenia kręgowego. Drugiemu podciął gardło. Rozważał czy zapach sosny balsamicznej rosnącej od strony zachodniej jest bardziej stonowany od tych od strony wschodniej. Kiedy do dwóch banitów dołączył wup, Gunses poczuł nowy zapach. Zapach, który jego umysł wyłapał, jednocześnie zostawiając zupełną pustkę, ciemność, sprawiając, że zmysł węchu stał się nieprzebraną ciemnością, w której unosił się zapach....
Czego to zapach? zapytał sam siebie zabijając trzeciego wampira. I tu nasunęła się odpowiedź. To był zapach wampira. Mimo wszystko. Wampirzej samicy. Kobiety - poprawił się w myślach. Niemniej, to czemu jego umysł poddał analizie tylko ten jeden zapach, wiązało się z tym, że Gunses od ostatnich trzech godzina mordował wampiry. Wampiry niższe i renegatów. Czuł ich zapach, zapach ich krwi i czuł swój zapach. Mimo różniących ich postaci, mimo tego, że część z nich była zwierzętami, mimo tego że druga część była źle ubrana, ich krew - wampira krew tylu rodzajów wampirów - pachniała tak samo. Wszyscy kiedyś mieli jednego przodka, bardzo możliwe, że ich jedynym przodkiem był Gunses, którego dzieci zbuntowawszy się powoływały nowe pokolenia, te źle prowadzone stawały się wampirami niższymi. Mimo wszystko... krew niosła tę samą moc i siłę. Tworzyła ich takimi jakimi byli. A byli wampirami. To nagle wszystko się zmieniło. Ten jeden zapach. Zapach wampira, ale zupełnie innego. Wampira o innej krwi. Wampira o przeklętej krwi, ale zupełnie innej. Co wiemy o wampirach?
W pierwszej linii :
1x Drage (gdzieś kołuje, nie wiać go)
1x Wup
1x Wampir banita
W drugiej linii (jakie 50 metrów przed wami) zatrzymały się:
5x Ekkima
2x Strachooj
Narrator:
Nie usłyszeli jej, nawet nie zobaczyli. Pojawiła się jakby zza pleców jednego z wampirów i od razu zaczęła zabijać.
Z jej palców wyrastały pazury, którymi siekała twarze, przeszywając kości do mózgu. Była naga, a mięśnie jej ciała drgały pod skórą jak napięta cięciwa. Była brudna, a jej skóra lśniła w świetle księżyca zimno, trupioblado. Pojawiała się to tu, to tam. Tracili ją z oczu. Kiedy zostawiła za sobą trzy trupy bękartów i jednego trupa norda, wzniosła rękę na Gunsesa i zatrzymała się. Jej oczy wyglądały jakby patrzyła na swe odbicie, jakby w tej zawierusze zobaczyła coś, czego nie powinno tutaj być. Zakrzyczała dziko, przeszywająco, po czym gwałtownie opuściła dłoń i uciekła w las. Za nią pobiegły ekkimy i strachooje.
Statystyki na chwilę obecną :
1x Drage (gdzieś kołuje, nie wiać go)
1x Wup
1x Wampir banita
Yarpen aep Thor:
Ostatni banita i wup padli gdzieś w tym samym czasie gdy kręgosłup jednego z Bękartów wyszedł jego plecami, razem z bebechami. Przynajmniej nie cierpiał Pomyślał Yarpen, zobaczył jeszcze dwa trupy swoich ludzi. Był wściekły, miał prawo. Nawet nie wiedział co zabiło tych ludzi. Opuścił ociekający krwią topór, a Gunses poczuł nowy zapach. Nie, nie był to pierd krasnoluda... Tylko strach. Strach jego i jego ludzi. Bo czym innym jest zginąć w walce z w miarę równym przeciwnikiem a co innego zginąć od czegoś co jest jak wiatr.
- Co... co to było?! Spytał podniesionym głosem. Noc jeszcze nie minęła, nie weszli do Ostoi a już tracą ludzi. I to przez jedno stworzenie. Posiłki, przydałaby sie chociaż część sabatu, na pewno są jakieś wierne Gunsesowi wampiry... Brodacz kucnął, był zmęczony. Zapewne nie tylko on.
1x Drage (gdzieś kołuje, nie wiać go)
Gunses:
Pytanie o tyle dobre co i trochę naiwne, biorąc pod uwagę to, że od kilku godzin walczyli z najróżniejszymi wampirami, jakich większość w ogóle wcześniej nie spotkała. Ăw stwór, owe kwiożercze monstrum, które przed chwilą jakoby od niechcenia zabiło czterech kompanów i uciekło, trzeba było włożyć pomiędzy te same karty, co pozostałych przeciwników. Czyli - pomiędzy wampiry.
- Wampir - odrzekł Gunses, uważając, że coś trzeba było powiedzieć. Mierzył się z martwcami, wupami, strzygoniami i renegatami. To co ich zaatakowało wymykało się znanym im pojęciom. Przywodziło jednak na myśl legendy, o potędze jaką były wampiry w zamierzchłych czasach.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej