Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Revarskie pieśni: Zapach jaśminu

<< < (86/101) > >>

Progan:
Progan prowadził ostrzał razem z innymi łowcami, w końcu był członkiem Konkordatu Puszczy i Kniei. Był zakorzeniony dosłownie i w przenośni, w świecie i zasadach konkordatu, w tym co sobą przedstawiał. Idea w jakiej powstał konkordat była znana tylko nielicznym. Pojawili się znikąd, a mimo to otrzymali od króla swoistą autonomię. Nazywali się strażnikami lasów, obrońcami natury, opiekunami. I rzeczywiście, byli nimi. Wypełniali swe powołanie co do joty. Przewodziła im wszystkim wizja świata wolnego od nienaturalnych zagrożeń. Teraz zaś, kiedy wampiry atakowały ludzi, dziesiątkowały stada zwierząt, konkordat również odpowiedział. W końcu na tej wyprawie znajdowali się wszyscy jego obecni i czynni członkowie. A to oznaczało, że Gunses polegał na konkordacie i jego członkach. Nie widział w nich wariatów patrzących tylko w drzewa, nie patrzył tak na nich. To przez to, że sam miał kontakt bezpośredni z Ventepii.  Progan nie chciał zazdrościć wampirowi spotkania z boginiom, która go uratowała atakując jego przeciwnika i wieszcząc mu potem wielkie rzeczy. Nie chciał i ganił się za każdym razem, kiedy o tym pomyślał. Nie był więc zazdrosny, lecz chciał przeżyć kiedyś coś podobnego. Wiedział, że jeżeli nie teraz, uczyni to po śmierci. Tymczasem strzelał, a jego strzały spadając na przeciwników rozwalały im czaszki.




Niech Opiekun zadecyduje ile udało mi się ustrzelić Proganem.

23 - 3 = 20 żelaznych strzał

Yarpen aep Thor:
Bękarty i Yarpen nie przestawali strzelać. Krasnoludowi udało się zestrzelić "duże _latające_ gówno_1" przez fachowców nazywane drage, ogólnie strzelano do latających wąpierzy. Bełty świstały, cięciwy brzdękały, wampiry padały...


Statystyki na chwilę obecną:

W pierwszej linii (jakieś niech prowadzący powie ile metrów przed wami) nadbiega lub nadlatuje:
0x Strzygoń
1x Drage
9x Wup
4x Wampir kłusownik
10x Wampir banita


W drugiej linii (jakie 450 metrów przed wami) wolniej i trochę niepewnie nadbiegają:
5x Ekkima
2x Strachooj

Nessa:
Po opatrzeniu tylu rannych, ilu zdołała, długoucha zaczęła sposobić się do kolejnej walki. Nie zdążyła jeszcze obejrzeć trupów wąpierzy w poszukiwaniu srebrnych strzał, które jeszcze by się do czegokolwiek nadawały. Wciąż miała zapełniony kołczan, więc uznała, że pomoc towarzyszom jest ważniejsza.
- Co jest... - temu wyjątkowo elokwentnemu komentarzowi towarzyszył płynny gest naciągania cięciwy. Latawce, jak określili je Nordowie, bardziej niż zaniepokoiły, to zaciekawiły długouchą. Nigdy nie widziała takich istot. Wiedziała jednak, że w walce bezpośredniej byłyby nie do pokonania, więc zaczęła strzelać w potwora, który wciąż latał nad schronieniem jej kompanii.
Wampir był wyjątkowo szybki. Tinuviel nie była pewna, czy widziała kiedykolwiek coś, co latało tak szybko. ÂŻadna z wcześniej spotkanych istot się do niego nie umywała, więc pierwsza strzała wylądowała w korpusie latawca. Gdzie konkretnie długoucha nie wiedziała. Musiała jednak trafić, bo drage zachwiał się, a żaden pocisk magicznie nie zleciał z nieba. Postanowił przelecieć jednak drugi raz nad kryjówką i gdy znajdował się jeszcze u wylotu, Nessa zdążyła posłać kolejną strzałę. W coś musiałą trafić. Cel był zbyt duży. Nie chciała oczywiście , by w razie śmierci truchło spadło i zgniotło kogoś z jej towarzyszy.
Trzeci pocisk wylądował na cięciwie elfki gotowy do strzału.

//: Co z latawcem?

18-2=16 srebrnych strzał

Narrator:
Wielkie latające coś, nie dało się tak łatwo ubić. Mimo dużej ilości bełtów i kul, które zostały w owe coś wpakowane, pomimo bólu jakie powodowały zdawało się, że srebro mimo większych obrażeń nie wpływa na drage w sposób, w jaki wpływa na inne wampiry. Powodów mogło być kilka, należało zapytać specjalisty. Pewnym jednak było, że drage chciał nie chciał, musiał paść. ÂŁowcy wespół z Bękartami, Yarpenem i Nessą położyli w końcu jednego z latawców. Drugi gdzieś się zaszył, odleciał lub nabierał wysokości.
Pozostałe wampiry wwaliły się do środka, wprost na Gunsesa.

Statystyki na chwilę obecną:

W pierwszej linii 3 metry od Gunsesa:
1x Drage (gdzieś kołuje, nie wiać go)
9x Wup
4x Wampir kłusownik
10x Wampir banita


W drugiej linii (jakie 250 metrów przed wami) wolniej i trochę niepewnie nadbiegają:
5x Ekkima
2x Strachooj

Gunses:
     Gunses odłożył łuk chwilę wcześniej. Teraz należało wziąć się za zabijanie w sposób, który Gunses preferował. Bliskość ofiary sprawiała, że zaczynał walczyć mocniej, bardziej zaciekle, szybciej i pewniej. Strzelanie z łuku dobre było przy polowaniach. W trakcie rzezi liczyło się ostrze miecza i ramię go trzymające. Jedno i drugie należało do wampira wyższego, Gunsesa Cadacusa.
     Wampir wyższy. Tak naukowo została nazwana przez ludzi ras istot lunarnych, żywiących się krwią istot żywych, wykazujących bardzo rozwiniętą inteligencję. W rewersie do nich, znajdowały się wampiry niższe, również żywiące się krwią istoty nocy, lecz o szczątkowej inteligencji, którymi rządziły głównie instynkty. Do ciekawostek trzeba zaliczyć chorobę, która panowała przed tysiącami lat, jeszcze zanim pojawiły się znane nam wampiry. Choroba ta, polegająca na światłowstręcie i potrzebie spijania krwi istot żywych, a także znacznym wzroście siły pojawiła się na kontynencie nagle. Prawdopodobnie została przyniesiona przez nietoperze z jednej z odizolowanych wysp. Jednakże w jaki sposób pojawiła się w ogóle? I gdzie było jej ognisko? Spór o to, mimo iż minęły dziesiątki tysięcy lat, nadal toczy się miedzy biologami, epidemiologami i historykami. A nie jest to spór bezpodstawny. Od pojawienia się wampirów na świecie, miały one znaczący wpływ na obecny wygląd świata.
     Kawałkiem tego wielkiego świata była północno-wschodnia część królestwa Valfden. Tereny wielkich wiecznych puszcz, górskich lasów i skalistych lodowych szczytów hrabstwa Revar. Hrabstwa, którym rządził wampir wyższy. I terenu, którym obecnie bezprawnie władały wampiry, głównie niższe. Taki stan rzeczy - Gunses z rozmachem przeciął pierwszego 'nadlatującego' wupa, jednocześnie lekko odskakując, aby spadające części ciała nie uderzyły go i nie wybiły z rytmu - stał w sprzeczności z wieloma czynnikami. Głównym, oficjalnym czynnikiem była niemożliwość funkcjonowania na tych ziemiach ludności królestwa Valfden - Gunses odbił miecz kłusownika, wykręcił się w piruecie, w czasie którego ze szponu posłał błyskawicę w stronę kolejnego wupa podpalając go niczym pochodnię - a to było nie na rękę zarówno stołecznym dygnitarzom, jak i samemu Gunsesowi. Kolejnym powodem była odpowiedzialność za obecną sytuację, jaką wielu głupców przypisywało Gunsesowi - pojawienie się ognistego wupa, który upadł i zaczął umierać lekko odwróciło uwagę kłusownika wytrąconego silną paradą, chwilę później jego łeb oddzielony mieczem wieszczego od głowy obrócił się kilkakrotnie w powietrzu, nim upadł - a którą tak naprawdę ponosił za efekt buntu wampirów, nie zaś samego efektu Dekretu Uwalniającego. Gunses czuł jednak ciążącą na nim odpowiedzialność za poskromienie swojej rasy, a że wchodziły tutaj w grę wampiry niższe, tym bardziej chciał podjąć walkę. Końcowym, ale nie najmniej ważnym, z powodów, które kierowały Gunsesem był los grup etnicznych zamieszkujących tereny Revar, dla których Północ, właśnie Revar, była domem, ich małą ojczyzną - wykonał przewrót w tył. W POWIETRZU. Uniknął tym samy trzech mieczy, które wykonały skomplikowany rysunek swymi szybkimi cięciami. Taką sztukę mógł wykonać tylko spędzając na wahadłach odpowiednią ilość czasu, a sztuczka ta miała ochronić go przed atakiem kuroliczka czy gryfa. Sprawdziła się na wampirach. Gunses wylądował i już był pośród nich, wybił się z palców prawej stopy, w przelocie chwytając banitę za przegub ręki trzymającej miecz i wykręcając mu ją w bok, własny miecz wzniósł do ataku, oczy banity spoczęły na ostrzy wieszczego. Lecz atak przyszedł od innej strony. Szybkim ruchem Gunses niczym wąż dopadł ofiary, rozwarł szczęki do granic, odsłonił białe zęby i cztery wielki kły i uderzył w tętnicę przecinając skórę, tnąc naczynia i mięśnie, zassał. A potem mieczem roztrzaskał łeb ofiary. - wracając jednak do Nordów, Gunses chciał oswobodzić ich z ucisku wampirów, oddać im ziemię pełną darów natury w której to nordowie będą myśliwymi, nie zwierzyną łowną.
     Był jeszcze jeden powód, ten, który wyjawił Rikkce. Powód ten ciągnął Gunsesa na Północ jak magnes. Jak silnym magnesem nie byłaby ta sprawa, teraz na jej przeszkodzie stała pozostała dwójka wampirów. Banita i kłusownik. Renegaci. Tak, renegaci to prawdziwa plama na honorze wampirzego ludu. Istoty nie przystosowane do współpracy, zogniskowane na interesach przeciwnych swej Rasie. Najczęściej głosiło kult śmierci i zniszczenia, hedonizm oraz chaos. Te sprawy nie były obce żadnemu z nieśmiertelnych, jednakże renegaci postępowali poza wytyczonymi granicami. Byli problemem, którego należało się pozbyć. Gunses pozbył się ich dość szybko, dobijał ataki, unikał pchnięć, sam porażając raz po raz przeciwników. Uderzenia szybkie, lekkie, nie zużywające energii i impetu, nie narażające broni na niebezpieczne naprężenia. Uderzenia, które z każdym dotknięciem i wcięciem się w skórę renegatów paliły, wstrząsały bólem fizycznym i psychicznym. Powodowały, że jaźnie młodych renegatów, bo to właśnie młodzież tworzyła tę mieszankę, rwały się w strzępy. Gunses wiedział o tym i bezczelnie wykorzystywał podrzynając im gardła, przecinając tętnicę czy ścinając łby. Dookoła noc i krew.


Statystyki na chwilę obecną:

W pierwszej linii :
1x Drage (gdzieś kołuje, nie wiać go)
7x Wup
1x Wampir kłusownik
8x Wampir banita


W drugiej linii (jakie 150 metrów przed wami) wolniej i trochę niepewnie nadbiegają:
5x Ekkima
2x Strachooj

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej