Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Revarskie pieśni: Zapach jaśminu

<< < (84/101) > >>

Gunses:
Music
Gunses siedział na truchle trzech leżących na sobie wupów, a jego kły gryzły szyję banity. U jego stóp leżał kłusownik, też ze śladami kłów na szyi. Gunses posilał się nie z głodu, ale dla przyjemności i zaspokojenia żądzy, jaka zawsze się rodzi, kiedy drapieżnik zabija ofiarę. Nie skorzystać? Nie wznieść zań toastu? Nie wypić krwi swych wrogów? Krew... swych braci? pomyślał i uniósł wzrok. Wlepił swe czarne oczy w postać długowłosego wysokiego Elfa. I gdy mi serce pękło na wieść o mym ojcu, tak i Tobie pęknie! I umrzesz wśród męczarni! A Twe dzieci, odpowiedzialne za rozlaną krew mego ojca niechaj po wieki chłepczą krew swych braci! wspomniał słowa, które zapisane są w każdym podręczniku uniwersytetów opisujących rasę wampirów. Te słowa, wypowiedziane do Gai przed dziesiątkami tysięcy lat przez Elfa, który stał nie dalej niż dziesięć metrów od Gunsesa. Jedyne o czym marzył, to rozerwać go na kawałeczki. Na strzępy. Z tego nastroju wyrwały go słowa, a raczej dialog konającego norda z jego kompanem, który cudem uniknął losu towarzysza. Kiedy zaś padły słowa 'panie hrabio' Gunses pozwolił, by wypite ciało spłynęło na ziemię, wstał i podszedł do norda.
- Tak?
- CHCÊ... WALCZYÆ!
- Panie - rzekł Rugor - On majaczy, to ze strachu. Aż wst..
- On nie boi się śmierci. - przerwał mu Cadacus - On chce ją przekuć w życie - to powiedziawszy wyciągnął nóż myśliwski i naciął sobie żyły na przegubie prawego nadgarstka. Podsunął dłoń do ust norda i napoił go krwią. Nor z wyraźnym trudem przełknął skalaną krew. Gunses spojrzał na leżącego za nim norda. Czarne oczy przeszywały oczy człowieka jak sztylety
- W końcu... - odrzekł drugi - I tak... jestem już martwy? Nie? He... he...
Gunses wstał i podszedł do niego a potem powtórzył czynność, jak w przypadku Nora
- Jak Ci na imię?
- Salles - odparł, kiedy przełknął krew. Opadł zaraz potem na plecy i jęknął.

Gunses wstał i zbliżył się do Nordów. Dwójka leżących towarzyszy odchodziła na ich oczach. Przenosili się na łono wiecznych lasów i gór.

- Na zew swoich ziem odpowiedz gromem.... - wyszeptał Nor - Podnieś swój miecz.... i przejdź.... Chrzest Północyy... - ostatnie słowo wyszło z jego ust z ostatnim tchnieniem. Jego głowa osunęła się na bok, oczy zaszkliły się i zamarły w miejscu.
- Utocz krwi wrogom, nakarm nią ziemię - podjął Salles, tylko po to, by za chwilę urwać, tak jak urwało się jego życie - by zachłannej śmier... cii
- ... spłacić cały swój dług. - dokończył Gunses i spojrzał ponownie w gwieździste niebo.

Kenshin:
Ckliwa scena, która nastała po słowach krasnoluda, przykuła oczy orka. Dlatego nie odpowiedział, tylko kiwnął głową, dając do zrozumienia Yarpenowi, że ma rację z dostaniem w brzuch, gdy ten jest pełen! Kenshin się nie ruszał, bo czekał na innych, nie chciał przerwać takiej chwili, ruszaniem się, ale natomiast tego szukał kogoś z bukłakiem z wodą. Właściwie to wiadomo, że zmarły stanie się wampirem. Wypicie ich krwi przed śmiercią właśnie to robi, lecz ciekaw był pewnie jak każdy, jak przebiega taki rytuał.

Gunses:
W oddali usłyszeliście stada ptaków, które zaczęły się na chwilę drzeć. Gunses słyszał także odgłosy skrzydeł zrywających się ptaków. I porykiwania tego, co nadbiegało.
- Jesteście gotowi? - zapytał rozglądając się dookoła

Lithan le Ellander:
- Zdążę - rzekł Lithan i kierował się w stronę rannego. Stanął nad nim, rozpostarł ręce i kierując wyprostowane ręce z dłońmi odgiętymi do kąta prostego w nadgarstkach zakrzyczał magiczną formułę. Powiał wiatr, a rzeczywistość wokół elfa jakby rozjaśniła się. Ciało bękarta uniosło się tak, jakby coś ciągnęło jego korpus do góry. Stopy, głowa i ręce zwisły bezwładnie. Korpus opadł na ziemię. Lithan wykręcił nadgarstki, poruszył palcami, jakoby marynarz łapiący liny łopoczącego wiatrem żagla. I znów wyprostował. Ciało uniosło się, opadło. Z ust bękarta dało się słychać jęk zmęczenia i wyczerpania, ale nie strachu i bólu. Następnie Lithan wyciągnął dłonie przed siebie, mrucząc cały czas zaklęcie, prawą wyciągnął jak najdalej, lewą bliżej i... naciągał. Wyglądał, jakby pomiędzy dłońmi miał zahaczone o palce linki, które próbował naciągać. Im mocniej oddalał dłonie, tym bardziej ciało bękarta drżało jakoby w konwulsjach. Kiedy przestało drgać Lithan opuścił ręce, kilka razy strzepnął dłonie aby pozbyć się kującego w palce ładunku energii. Trzeci ozdrowiał.

Kenshin:
- A mamy wyjście? Odrzekł retorycznie na zadane pytanie, patrząc jak ptaszyska w strachu, uciekają w dal. Akurat miał czas wypić trochę wody, gdy dorwał bukłak od jednego z ludzi. Kenshin uzupełnił swe płyny za namową krasnoluda. - Będę pilnować Nessy i Progana- wytarł sobie usta, mówiąc dalej - bardziej im się przyda ktoś taki jak ja. Urwał resztę rozmowy, by odnaleźć swoich kawałek dalej. - Słuchać mnie no. Potrzebujemy siebie nawzajem ja waszych łuków, a wy mojej walki w zwarciu i magii. Razem dotrwamy do rana jeśli, będziemy działać razem. Obiecuję! Przygotować się. Polecił przyjaciołom, których miał niewielu na tym świecie i jakoś głupio byłoby ich stracić! 

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej